Maryla Rodowicz lubiła, gdy ją molestowano! Cofa feminizm o lata świetlne! – krzyczą do mnie internety i liczą, że się wraz z nimi będę pastwić nad ikoną, legendą, Małgośką. Nie będę.

Jasne, że nie podoba mi się, to jak Rodowicz po latach ocenia sytuacje, w których różni „ważni panowie” łapali ją za kolano. Że to po swojemu usprawiedliwia i uzasadnia. Bo nie pomaga tym w dyskusji,  która właśnie się przewala przez Polskę. I być może dostarcza amunicji wąsatym rubachom spod znaku: „sama tego chciała”. Ale nie jestem zła. Nie na nią.

Zła jestem, że nawet taka Maryla Rodowicz – uwielbiana, doceniana, majętna i wpływowa – nawet po tylu latach, próbuje racjonalizować akty przemocy (sic!) i nadużycia władzy wobec siebie. A jednocześnie się nie dziwię, bo przywykłam już do opowieści kobiet, za wszelką cenę szukających W SOBIE winy za własne podbite oko.

Znamienne, że Maryla Rodowicz pamięta siebie z tamtych czasów, jako dziewczynę pełną kompleksów, poczytującą niedwuznaczne propozycje pod swoim adresem za komplementy. A jednocześnie (pozornie) sama sobie przeczy, mówiąc: „różni ludzie w showbiznesie próbowali mnie WYKORZYSTYWAĆ”. Skąd ta emocjonalna ambiwalencja? Rozdwojenie jaźni? Czy to się musi wykluczać?

Dyskretny „urok” molestowania w zaciszu domu, biura czy festiwalowego barobusu, jak mi się zdaje, przynajmniej po części na tym właśnie polega, że nie żeruje tylko na strachu i uległości wobec władzy (szefa albo wuja). Czasem pasie swoje żądze na banalnych kompleksach, niskim poczuciu własnej wartości, na łaknieniu akceptacji i uwagi. I nie wiem tego na pewno, ale coś czuję, że także wówczas bardzo trudno powiedzieć „nie”.
A potem jakoś trzeba żyć z tym, że się nie powiedziało. Dysonans poznawczy, wyparcie, syndrom taki i owaki.

Nie wiem, na jak wiele trudnych kompromisów ze sobą samą musiała pójść Maryla Rodowicz, ile razy przesuwała swoje granice ze względu na różnych „ważnych panów” i jaki to miało na nią wpływ. Co temu zawdzięcza, a co straciła. Ale wydaje mi się, że ofiarom molestowania seksualnego, nawet tym najbardziej wewnętrznie pogmatwanym i skołowanym, nie potrzeba naszego sarkania z moralnych wyżyn. Czy potrzeba naszej empatii? Po tylu latach, pewnie też nie.

Ale szum, ale tłum
Czarna noc, biały rum
Złote stosy pomarańczy
Dudni dom dana da
Jak zabawa to zabawa
I wariatka dzisiaj tańczy

Kto tu wlazł, ten tu pan
Jeszcze łyk jeszcze dzban
I dzieciaków nikt nie niańczy
Każdy ma na coś chęć
Bo zabawa jest na pięć
I wariatka jeszcze tańczy

Szalona wiruje chusta
Szalone wirują usta
Odkaczałka*, wariatka, ech
Nie patrzy do lustra

Czerwona na niej sukienka
Czerwona w sercu udręka
Odkaczałka, wariatka, ech
Przed losem nie klęka

Wódka już jeży włos
Ej, do bab, ej, do kos
Ktoś powiedział, że wystarczy
Jeden już nie chce żyć
Na ostatek prosi pić
A wariatka jeszcze tańczy

Taką to by na stos
Na co jej durny los
Dajcie, chłopcy, ten kagańczyk
Warkocz jej płonie już
Dookoła złoty kurz
A wariatka jeszcze tańczy

Szalona wiruje chusta…

*odkaczałka w języku bułgarskim oznacza wariatkę

słowa: Agnieszka Osiecka

Pin It on Pinterest

Share This