Od wczoraj nie mogę wyjść z szoku. Nie dlatego, bynajmniej, że boję się brunatnej rewolucji. W przeciwieństwie do moich histerycznych znajomych z Facebooka, nie mam zamiaru emigrować ani nie szykuję się do wywózki na Sybir za to, że mnie wczoraj nie było na mszy. Zbieram szczękę z podłogi, bo właśnie dotarło do mnie (wiem, wstyd, że dopiero teraz), że Pierwsza Dama Rzeczpospolitej za swoją 5-10 letnią PRACĘ nie dostaje ŻADNEGO wynagrodzenia. Patrz mi na usta: Ż-A-D-N-E-G-O! Mało tego, w czasie kadencji męża nie są też za nie odprowadzane składki do ZUS. I żeby nie było, nie, nie może w tym czasie podjąć innej pracy zarobkowej*. Odtąd jest Pierwszą Niewolnicą RP. Przesada? Tylko trochę. Jak się nazywa nieodpłatna, przymusowa praca? Chyba właśnie tak.

Jak słyszę, że nie ma się do dziwić, bo pełni „TYLKO funkcje reprezentacyjne”, to mnie szlag trafia. Każdy, kto śledzi choć jednym okiem aktywność pierwszych dam, musi uczciwie przyznać, że to jedna z najbardziej zapracowanych kobiet w kraju. Kalendarze żon prezydentów są wypełnione licznymi obowiązkami, od rana do wieczora, przez każdy- od pierwszego do ostatniego- dzień kadencji. A czasem dwóch. Zajrzyjcie sobie na podstronę Pierwszej Damy w witrynie prezydent.pl. I co, nadal sądzicie, że tylko robią mężowi mielone? Ale że splendor&chwała im to wynagradza? Być może. Choć wystarczy przeczytać książkę Danuty Wałęsowej, by się przekonać, że niekoniecznie. A nawet jeśli, czy to jest fair??? Że żona prezydenta nie zarabia nawet tyle, co, pardon, cieć na parkingu przy Belwederze? Serio? Takiego państwa chcemy? Czy to się godzi?

Swego czasu tę skandaliczną kwestię próbowała poruszyć Jolanta Kwaśniewska. Przypominając, że obowiązki pierwszej damy to nie tylko ciężka i odpowiedzialna praca, ale i złożenie całej dotychczasowej kariery zawodowej na „ołtarzu Ojczyzny” (ona akurat porzuciła obiecującą karierę prawniczki), domagała się, by wypłacać Pierwszym Damom, jakieś, choćby najniższe wynagrodzenie. I odprowadzać składkę emerytalną. Minimum minimorum. Spadła na nią za to fala krytyki. Sprawa ucichła. Kolejne żony prezydentów w cichości i posłuszeństwie wstają bladym świtem, żeby zasuwać, ku chwale Ojczyzny i swego męża-prezydenta, zupełnie za darmo. Dziś Prezedentowa-Elektka Agata Duda, ze łzami w oczach pożegnała się z uczniami i współpracownikami krakowskiego liceum, w którym uczyła niemieckiego. Szlachetna, trudna i średnio płatna praca. Ale pewnie satysfakcjonująca i własna. Raczej nigdy do niej nie wróci. Przez najbliższe pięć (a może 10 lat) będzie najbardziej zapracowaną „niepracującą” żoną swojego męża. Bez żadnych praw przysługujących nawet za najbardziej poślednie zatrudnienie. Poza prawem, by milczeć i się uśmiechać.

Ja wiem, jaki jest w Polsce stosunek do wynagrodzeń urzędników państwowych. Najlepiej, żeby zarabiali jak najmniej, darmozjady i nieroby – powie typowy Polak. Najlepiej najniższą krajową. Wtedy będzie uczciwie i sprawiedliwie. Psia ich mać!

Jednak nawet śmiesznie niskie (jak na rangę urzędu i w porównaniu chociażby do pensji prezesów byle jakiej większej firmy) zarobki Prezydentów RP okazują się kolosalne, gdy przyrównać je do okrągłego 0zł, które zarabiają ich żony- „szyje państwa”- że tak sucho zażartuję.

To czysty wyzysk. To wielki wstyd. Na samym szczycie państwowego świecznika. I choć wiem, że obecnym Pierwszym Damom nie wypada, a byłe zwykle mają to już gdzieś, mam nadzieję, że ktoś wreszcie skutecznie zawalczy o to, by skończyć z nieodpłatną pracą kobiet na najwyższym szczeblu władzy. Chętnie przeznaczę na to nano-promil moich podatków Kto ze mną?

*A więcej o tym, kim były i są żony polskich prezydentów, co im przysługuje, a czego się od nich wymaga i na jakiej podstawie, przeczytacie tutaj w mojej rozmowie z Ewą Widlak-badaczką dziejów pierwszych dam i autorką bloga Firstladies.International

Pin It on Pinterest

Share This