• Tylko pod warunkiem, że razem z mężem zarabia mniej niż ja razem z moim.

  • gosc

    Pierdolenie o szopenie… Najbardziej zapracowana ha ha ha no glupszego tekstu to nie można było napisać. Mąż zarabia tyle ze im starczy. Zresztą nawet jak juz nie jest prezydentem to i tak dostaje kasę.

    • Blanka Bernat

      Nie chodzi o to ile zarabia mąż. Bo z czysto hipotetycznego punktu widzenia, jeśli ten mąż postanowi zostawić tą żonę to ona nie będzie miała nic. Poza tym nie wątpię w to, że zostawienie całej swojej dotychczasowej pracy i dostosowywanie swojego życia do trybu męża jest męczące i zabierające dużo czasu. Współczuję.

      • Magda Motrenko

        Nie będzie miała nic tylko jeśli mieli podpisaną intercyzę. Jeśli mają wspólnotę majątkową, to jakoś się będzie musiał z nią podzielić.

  • Aaneta Pliszka

    mąż dostaje wysoką pensję, oboje obsługę, mieszkanie, dojazdy i żarcie mają za darmo

    • Dobra, fajnie – a wtedy mąż-prezydent po czterech latach wpada na pomysł, że się rozwiedzie. I co ta żona ma zrobić, skoro NIE MOGŁA pracować w czasie urzędowania małżonka? Rozwieźć się zawczasu, żeby nie ryzykować?

      • Agz

        Połowa tej kasy jest jej, jeśli mają wspólnotę małżeńską. Po drugie można pozwać męża o alimenty, jeśli była żona się nie ma z czego utrzymać. Bez przesady, są chyba większe problemy w PL niż rzekome ubóstwo tzw. Pierwszej Damy. Po drugie, można się prywatne ubezpieczyć np. 3 filar. Po trzecie, to że musi zawiesić karierę na kołku – cóż nie ona jedna. Nie jedna zwykła szara Kowalska wyjeżdza np. za granicę za swoim mężem, zostawiając w PL pracę. Nie jedna zwykła szara Kowalska musi rzucić pracę żeby zająć się dziećmi.. Na prawdę nie róbmy z Pierwszych Dam pokrzywdzonych.

        • Trzeci filar to nie jest prywatne ubezpieczenie, tylko dobrowolne ubezpieczenie emerytalne. Nie zastępuje składek ZUS. Tak naprawdę pierwsza dama jest w takiej samej sytuacji jak tzw. matki-Polki, które rezygnują z pracy, żeby zająć się dziećmi i domem. Tylko że one to robią dobrowolnie. I nie pełnią w tym czasie funkcji publicznej.

          5 lat bez ubezpieczenia zdrowotnego, chorobowego, wypadkowego – przykra sprawa i naprawdę bardzo niemiła.

  • Dorka

    Pierwsza Prekariuszka RP. Rozwód to byłby w takiej sytuacji heroizm nie z tej ziemi.

  • To ja już nie chcę, żeby mój mąż zostawał prezydentem 🙂
    Nawet ZUSu im nie opłacają? Ciekawie …

  • Magda C

    Chyba żart! Mężus zarabia krocie, maja belweder , ubrania , jedzenie WSZYSTKO za darmo! Jeszczy my mamy im płacic??? Bo to przeciez wypłata dla pierwszej damy byłaby z państwowych środków! Ogarnij sie ;/

    • 15 tysięcy złotych dla prezydenta to dużo? Połowa prezesów z Warszawy zarabia kilkukrotnie więcej!

      • Krzysztof Lancaster Kotkowicz

        Ja mam jednoosobową działalność i zarabiam nieco więcej, a wciąż nie uważam tego za kokosy, a za normalną wypłatę, pozwalającą mi żyć, utrzymać się, wyjechać na wakacje i realizować mało kosztowne pasje.

    • a

      Nie opłacają jej zusu. nie ma składki emerytalnej, wyobraź sobie, że mężuś przestaje być prezydentem i rozwodzi się z żoną- ta zostaje z niczym.. nawet nie będzie miała emerytury.. słabo, nie uważasz?

      • Agz

        Moment, jeśli mają wspólnotę małżeńską to dostaje 50% zarobków. Po drugie, kto jej broni ubezpieczyć się na własną rękę np. w jakimś 3 filarze itd?

        • Krzysztof Lancaster Kotkowicz

          Trzeci filar ma swoje ograniczenia.

  • Absolutnie nie miałam świadomości, że takie mamy przepisy. Teraz ja zbieram szczękę z podłogi.

    • Nie przepisy-rzeczywistość. A tutaj więcej o tym, z czego to wynika, że mimo braków przepisów przymusowa, nieodpłatna praca pierwszych dam jest faktem. Mój wywiad ze znawczynią tematu: http://boskamatka.pl/spoleczenstwo/pierwsza-dama-prawa-obowiazki/

      • Sebastian Jakubiec

        Ten wywiad jest odpowiedzią na to co mówimy w poście – Kwaśniewska chciała dalej pracować, ale zrobiono badania społeczne i się okazało, że to nie przysporzy politycznego poparcia jej mężowi. Ta dam… Zatem pierwsze damy mogą pracować, ale dla politycznego kapitału swoich mężów nie chcą – zatem jeśli wybierają rolę wspierania swojego męża, to robią to świadomie i dobrowolnie.

        • Robert Chęć

          Myślę że Wasza rozmowa zeszła na manowce, przerzucacie się argumentami teoretycznymi, stosujecie dialektykę, wreszcie prezentujecie subiektywną ocenę tej sytuacji, a przecież nie chodzi o to czy Żony kandydatów godzą się na taką rolę czy też nie – oczywiście muszą się godzić nawet jak im się taka rola nie podoba bo o wiele większe znaczenie ma ew. Prezydentura męża niż fakt możliwości podjęcia przez nie pracy, ale to nie znaczy że tak jest dobrze. Powinniśmy zastanowić się raczej czy jest normalne, uczciwe i wreszcie etyczne utrzymywanie przez duże europejskie Państwo takich zasad ? Wg. mnie nie jest. Oczywiście trywializując problem można też odebrać wynagrodzenie Prezydentowi, niech w ogóle nic nie zarabia i niech będzie całkowicie na garnuszku Państwa, wszystkie rachunki niech za niego płaci szef Kancelarii, czy i wtedy powinniśmy uznać że jak są chętni to jest OK ?

          • boska matka

            Dzięki Robercie za ten komentarz. Dokładnie taka była intencja mojego tekstu.

          • Dziękuję Panie Robercie za ten komentarz. Dokładnie taka była intencja mojego tekstu.

        • Robert Chęć

          Myślę że ” tadam…” w tym kontekście powinno być napisane razem, oddzielnie sugeruje że co prawda od niechcenia ale coś komuś dasz -:)

  • Otis

    Zapewne nie zgadzam się z Tobą politycznie i światopoglądowo. Do tego korci mnie, żeby powiedzieć „tyle, panie, te urzędasy żro, a tu biedne, głodne dzieci”… sęk w tym, że masz zupełną rację. Nawet nie chodzi o to, że się nie liczy do emerytury – to raczej już nigdy nie będzie zmartwieniem prezydenckiej pary – natomiast rzeczywiście, relacje między Prezydentem a małżonkiem mówią nam coś o tym, jakie jest i jakie powinno być państwo.

    I tak, jestem – akurat w tej kwestii – z Tobą.

    • „… miedzy Prezydentem a małżonkiem… ”
      Ja też planuję następnym razem głosować na Biedronia 😉

  • Magda

    A może z innej strony spojrzeć? Nie dostaje żadnej pensji, ok – skoro wszystko ma za darmo i takie tam bla bla bla. Ale kobieta musi porzucic dotychczasowy wykonywany zawod – dlaczego? Az tak bardzo by to przeszkadzalo? Po drugie, kobieta pracuje na swoja emeryture, ma oplacane skladki itp i nagle musi z tego zrezygnowac. Nie moze sie realizowac w tym co lubi. Musi chodzic wszedzie za mezem, usmiechac sie i robic to co jej kaza – bo to jest fajne, modne i tak wypada Pierwszej Damie. Pomijajac juz sympatie i antypatie obecnego i bylych prezydentow, slabo ze kobieta bedac zona prezydenta tyle traci…

  • Marta

    Na zabiedzone nie wygladają… Szczególnie Jola, w futerku ze źrebaków za 20 koła.

  • Anna

    Czyli jeśli mielibyśmy prezydentową, wówczas jej mąż byłby na garnuszku? Czy potencjalnych Pierwszych Dżentelmenów to nie dotyczy, bo precedens?

    • Świetne pytanie. Podbijam!

    • Ira

      Prezydentkę.

      • Anita Michalska

        Jeśli już to Panią Prezydent.

        • emka

          Ależ funkcjonuje forma prezydentka 🙂 Jest taka świetna książeczka dla dzieci o Mamach – i mowa w niej o ciekawych zawodach wykonywanych przez Mamy – jest prezydentka, neurochirurżka, arcymistrzyni szachowa, generałka itd. Moja młodsza latorośl (4 lata), zapytana, czy chciałaby leczyć zwierzęta w przyszłości – czyli być weterynarzem, odparła, że nie. Ona chce być weterynarką 😉

          • Maciej

            „Generałka” mnie rozłożyła na łopatki … :-)))))))))

          • a jest człowiekiem czy człowieczycą? serio pytam.
            jeśli uważa się, że rodzaj gramatyczny musi się zawsze zgadzać z rodzajem naturalnym, to logicznym następstwem jest stwierdzenie, że kobieta nie jest człowiekiem, a mężczyzna nie jest osobą. czy – etymologicznie – to nawet mężczyzną nie jest. 😉

            i bynajmniej nie chodzi mi o to, że formy zakończone na „-ka” brzmią śmiesznie. tylko o samą konstrukcję, o traktowanie formy nienacechowanej płciowo [w wyrazie „prezydent” nie ma żadnego formantu męskiego, w ogóle w polszczyźnie jest wyraźny niedobór takich formantów: „wdow-iec”, „koz-ioł”, „kacz-or” i to w zasadzie tyle] jako wyłącznie męskiej.

            przyjmuję do wiadomości, że w językach indoeuropejskich, a słowiańskich w szczególności, rodzaj jest ważną kategorią gramatyczną i ot tak wyrugować jej nie sposób. dlatego jako najlepszą, a przy tym możliwą do wyobrażenia widziałbym sytuację, gdyby równolegle z formami żeńskimi [na „-ka”] wprowadzać formy męskie [np. na „-ek”], a formy podstawowe traktować jako odnoszące się do zawodu jako takiego i jego wykonawcy bez względu na płeć.

            alternatywnie można by starać się tworzyć nazwy żeńskie nie od nazw używanych jako męskie, ale od „głębszego” rdzenia, na wzór „gospodyni” – „gospodarz”. np. „lekarz” – „lekini”/”leczyni”.

            teoretycznie można rzecz jasna dopatrywać się w wyrazach typu „lekarz”, „prezydent” itd. jakiegoś męskiego formantu zerowego, ale to chyba byłoby trochę paranoidalne. i nie wiem jak reszta, ale ja jak słyszę wyrazy „profesor”, „prezydent” itd. to nie wyobrażam sobie koniecznie mężczyzny.

          • emka

            A nie jest tak, że „człowiek” oznacza skróconą nazwę gatunku? I w ramach gatunku mamy osobniki żeńskie (kobiety) i męskie (mężczyzn), mamy też dzieci itp. itd. Natomiast przy profesorze mówimy o sprawowanej funkcji/zawodzie – dlatego kobieta profesor to może być profesorka.

          • tak, tylko że kobieta różni się od mężczyzny pod względem cech płciowych, ale nie pod względem różnic w „byciu profesorem”.

          • Ala

            http://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=1&ved=0CCEQFjAA&url=http%3A%2F%2Fwww.degruyter.com%2Fdg%2Fviewarticle.fullcontentlink%3Apdfeventlink%2F%24002fj%24002fpsyst.2011.49.issue-2%24002fv10167-011-0010-y%24002fv10167-011-0010-y.pdf%3Ft%3Aac%3Dj%24002fpsyst.2011.49.issue-2%24002fv10167-011-0010-y%24002fv10167-011-0010-y.xml&ei=aDJvVaewDsaxsAHskr_YDA&usg=AFQjCNFWt4JtqIlhTNkGvD__hwXc3nC82Q&sig2=VkXaykYKqz8bERG1OAwbcg&bvm=bv.94911696,d.bGg

            Długi link, ale powinien działać. Artykuł jest naukowy, długi i dość trudny, być może nie każdemu będzie się chciało czytać, więc powiem w skrócie: z badania wynika, że pomimo iż wiemy, że „męskie” formy wyrazów mogą odnosić się do obu płci, nasz umysł automatycznie kojarzy je z mężczyznami. Poza tym, kiedy mężczyźni zajmują się tym, co pierwotnie było raczej „kobiecą” pracą, nikt nie oponuje, gdy automatycznie tworzone są męskie formy nazw tych zawodów. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś wyśmiewał się z wyrazu „pielęgniarz” i nakłaniał do nazywania wszystkich wykonawców tego zawodu „pielęgniarkami”.

          • Marta Żet Zlobinska

            A co to za książka? Bo chętnie bym zakupiła.

          • emka

            To „Kosmonautka” Piotra Wawrzeniuka: http://www.empik.com/kosmonautka-wawrzeniuk-piotr,p1099462595,ksiazka-p
            Jest też druga część – „Strażaczka” – ale tej nie widziałam jeszcze.

          • emka
        • gdyn

          W Niemczech pani kanclerz Merkel jest kanclerką, nie kanclerzem…

        • „Panią Prezydent” pod warunkiem, że będziemy również mówić o „Panu Prezydencie”.
          jak dla mnie po prostu „jeśli mielibyśmy prezydent”.
          http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,6662

  • Kamil Mikolajczyk

    – brak wynagrodzenia – z głodu chyba nie umrze w tym czasie
    – brak składek ZUS – faktycznie słabe, jeśli (nie weryfikowałem) ustawowo nie może podjąć pracy, to jest to bez sensu
    – feministyczny ból dupy – chyba nieuzasadniony, bo jak rozumiem gdyby pani Ogórek wygrała wybory, to jej mąż podlegałby tym samym ograniczeniom, więc tutaj pudło

    • Nie ustawo-faktycznie. A gdyby p. Ogórek wygrała, masz rację, tak samo. Ale jakoś na razie nie grozi nam zalew Pierwszych Kawalerów. No i, pewnie to wiesz, ale tu w ogóle nie chodzi o to, czy umrze z głodu, tylko o to, że to jest naprawdę nie fair i jest fatalnym przykładem. Z samej góry.

  • Emilia

    No szczerze powiem, że nigdy o tym nie pomyślałam. Szok.

  • Miriam

    Z tego, co wiem, to taka posługa jest niezgodna z prawem – nie można w Polsce świadczyć pracy bez rejestracji w ZUS i US oraz bez składek.

  • Anna Deręgowska-Watza

    Możesz podać jakieś źródło prawne tego zakazu pracy? Bo wczoraj, m.in. w TVN widziałam rozmowę z prawnikiem, który twierdził, że Pierwsza Dama ma prawo prowadzić swoją działalność, bądź pracować w fundacji i pobierać z tego tytułu wynagrodzenie.

  • Niesamowite, jak wiele komentarzy wydaje się objawiać absolutny brak zrozumienia dla clou tego problemu. Tu nie chodzi o to, że Pierwsza Dama to uboga krewna, która w łachmanach łazi i mamy jej tego współczuć. Wiadomo, że z głodu nie umrze. Wiadomo, że inni mają gorzej. Wiadomo, że bieda w kraju i czym my się tu zamartwiamy. Jest tyle odpowiedzi na tę sytuację – trzeci filar, alimenty, sądy i rozprawy ciągnące się latami – wielkie pocieszenie. Tu chodzi o to, że ta sytuacja jest kwintesencją patriarchatu. Tak, wiem #feministycznybółdupy , ale – serio – dupa boli. Kobieta na najwyższym szczeblu, pełniąca odpowiedzialną funkcję – nawet jeśli uważamy, że tylko się uśmiecha, to potem sami będziemy ją w internetach obsmarowywać, że uśmiechała się za mało, albo beznadziejnie się ubrała i w ogóle #chańbapolska – która zostaje zmuszona do rzucenia pracy zawodowej i nie ma komu opłacić jej składki emerytalnej. Skoro Pierwsza Dama jest przywiązana do męża i domu (nawet jeśli to Pałac Prezydencki), to nie ma się co dziwić, że kobiety w Polsce też są przywiązane do domu…
    A poza tym – potem się dziwimy, że politycy są oderwani od rzeczywistości…

    • O dzięki Monia! Już nie mam mocy, by pisać to po raz zyliardowy.

    • Sebastian Jakubiec

      ” chańba” a może hańba 😉

      Kwintesencje patriarchatu… ubawiłaś mnie. 🙂 Ta kobieta wraz z mężem, bo jest przecież wolna, świadoma i wyzwolona, omówiła tą kwestię i wspólnie – bo są przecież małżeństwem – zdecydowali, że podejmują taką decyzję. To nie jest abstrakcyjna decyzja – dziś kajzerki czy chleb – tylko decyzja o sporej roli w życiu, dla wszystkich komentarzy oderwanych od rzeczywistości serdeczne – ogarnijcie się. Podjeli taką decyzję, chcieli być na tym świeczniku, więc teraz nie mają co na to narzekać.

      Już nie mówiąc o tym, że ów pierwsza dama to JEDYNIE żona prezydenta. To może w takim razie obejmiemy wymysłem @boskamatka:disqus również żony posłów? A może lekarzy? A może górników? Powinni dostawać za to, że są żoną ów Pana, bo pełni jakąś rolę. Idąc dalej – ad absurdum…

      • Ewa Serenity Iwaniec

        Tylko, że żona lekarza czy posła nie musi porzucać pracy zawodowej.

        • Sebastian Jakubiec

          Żona prezydenta również nie MUSI. Na ogół robi to. Na ogół, nikt nie broni tego zwyczaju zmienić.

      • „Chańba” została poprawiona jakieś dobrych parędziesiąt minut temu, ale gratuluję doskonałej pamięci/spostrzegawczości, choć w zasadzie myślę, że w ramach bezrozumnego i demagogicznego nadużywania tego słowa przez świat polityki, mogłoby spokojnie pozostać przez „ch” :).
        Retoryka, którą zastosowałeś jest fantastycznie wygodna, ale nie ma związku ze sprawą.
        Abstrahując już od kwestii świadomych wyborów i wspólnych decyzji (wydaje mi się, że w świecie polityki bywa tak, że ma się niewiele do gadania; jak się chce siedzieć w partii, to się robi to, co każe prezes, a jak się nie chce, to się odchodzi/wypada i tyle w temacie chęci wprowadzania jakichkolwiek zmian na lepsze; dodatkowo, w prawicowej partii, która dała się poznać jako patriarchalna właśnie, z pewnością żony polityków trzęsą wszystkim) nie widzę powodu, dla którego przez pięć lat człowiek ma zostać bez opłaconej składki emerytalnej. Tu nie chodzi o zbijanie kokosów, wypłaty itd. Nie śledzę zawzięcie losów Pierwszych Dam, ale z tego, co kojarzę bywa tak, że w kwestiach reprezentacyjnych wyręczają mężów, którzy nie posiedli jeszcze zdolności rozdwajania się. Oczywiście, zaraz ktoś powie, że super, bo sobie polatają za darmoszkę po świecie i tak możemy sobie – ad absurdum i ad infinitum – debatować jak to przesadzamy przejmując się losami jakiejś babki, co złapała Pana Boga za nogi.
        Ta JEDYNIE żona prezydenta to osoba na świeczniku, która musi się kajać, za publiczne wyrażenie swojego zdania, jeśli jest niezgodne z linią partii męża, która jest obsmarowana bo jest gruba, brzydka, ą-ę-jak-jeść-kremówki, jest chamką, źle się ubiera. Ale oczywiście, te naście/dziesiąt/ilekolwiek lat temu mogła się zastanowić, czy chce wyjść za mąż za gościa, który zostanie prezydentem.

        • Sebastian Jakubiec

          Co do ch i h – mi się wyświetlało, to nie było z pamięci – zatem pewnie na kompie jeszcze się nie odświeżyło, luzik też myślałem że to z przekąsem to ch 🙂

          Całość Twojego wywodu sprowadzić można do tego co sama powiedziałaś: „jak się chce siedzieć w partii”. Ci Państwo CHCIELI tego, mają co chcieli, wiedzą jaki jest tego KOSZT. Nie można mieć ciastko, zjeść ciastko i jeszcze tym samym ciastkiem się podzielić z koleżanką.

          „żona prezydenta to osoba na świeczniku” – owszem, wracając do meritum – bo tego chciała, czyż nie? Jeśli nie chce, to może robić co zechce, nie ma obowiązku uczestniczyć wraz z mężem w każdej uroczystości, ale… z jakichś powodów wybrali właśnie tą ścieżkę.

          • Myślę, że nikt, nawet najbardziej świadoma osoba, nie podejmuje decyzji o takiej odpowiedzialności w pełni uświadamiając sobie wszelakie konsekwencje. To jest zwyczajnie niemożliwe. Nie sugeruję, że robi się to w ciemno, a potem jest niespodzianka, ale najzwyczajniej w świecie nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszelkich konsekwencji. Zakładam, że Pierwsze Damy są bardziej oświecone niż my tutaj i wiedziały, że będą zobligowane do zawieszenia kariery zawodowej (nazwano to ładnie „uzusem konstytucyjnym” i są na pewno dobre powody jego istnienia i funkcjonowania). Oczywiście – zgodziły się na to, bo zawsze jest coś za coś. Myślę też, że nie zawsze można się też wywinąć z zobowiązań dyplomatycznych.
            Rozumiem Twoje relatywistyczne podejście – oczywiście, muszą być powody dla wybrania takiej ścieżki, ale dociekanie tego jest już częścią zupełnie innej dyskusji.
            Nie debatujemy tutaj przecież o tym, jak wielka spotyka Pierwsze Damy niesprawiedliwość i nie użalamy się nad ich ciężkim losem. Bynajmniej. Chodzi raczej o dostrzeżenie tej paraleli, może dla niektórych naciąganej – sposób naszego obchodzenia się z Prezydentową to sposób naszego obchodzenia się z kobietami, które zostały przywiązane do domu w ogóle. Skoro Pierwsze Damy nie dostają wynagrodzenia za swoją pracę, a nawet nie mają odprowadzanej składki, to jaki ma być los matek-gospodyń domowych, których pracę szanuje się zwykle jeszcze mniej?
            Tu chodzi o przemoc symboliczną, bo wiadomo, że na poziomie życiowo-materialnym jakoś sobie Prezydentowe w życiu radzą i pewnie faktycznie – współdzielność majątkowa, składka odprowadzana przez męża i nikomu nie dziele się „realna” krzywda. Ale chodzi tu właśnie o ten poziom ponad materialnymi kwestiami.
            Tak sobie to piszę pro forma, bo pewnie się ze sobą nie zgodzimy :). Dodam również, że gdyby w podobnej sytuacji był Pierwszy Mąż (?) też pewnie stanęłabym w jego obronie. Choć obawiam się, że wtedy znacznie więcej osób by się zainteresowało tym problemem i – kto wie – pewnie zostałby już dawno rozwiązany.

      • Aleksandra

        Bardzo, naprawdę bardzo rzadko czuję o b o w i ą z e k odpowiedzenia na czyjś komentarz.

      • Aleksandra

        Bardzo, naprawdę bardzo rzadko czuję o b o w i ą z e k odpowiedzi na czyjś komentarz. Ludzie kurwami rzucają, bluzgami też, no głupi są po prostu – trudno, co zrobić, mają przecież do tego prawo. Ale bez przesady. Oczywiście, retoryka przez ciebie zastosowana mogłaby wydawać się trafna, gdyby nie jedna – zuuuuupełnie nieznacząca – kwestia: nikt żonom posłów czy lekarzy nie płaci (tak samo jak nie płaci się mężom posłanek bądź lekarek) z jednego powodu: mogą oni – kolokwialnie rzecz ujmując – sami sobie zapłacić. Mogą sprzątać ulice, pracować w knajpach czy, o ironio, kandydować na urząd Prezydenta RP. No hulaj duszo, piekła nie ma. Podczas gdy Pierwsza Dama możliwości tych zostaje pozbawiona. I tutaj powstaje pewien dysonans. Jak sam mówisz, jest ona „JEDYNIE żoną prezydenta”. Tylko tyle i aż tyle. Nie jest już żoną jakiegoś tam Bronka czy Dudy, ale pierwszej osoby w państwie. W związku z tym musi pełnić pewne FUNKCJE. Tylko, jak się okazuje, sama żadnej funkcji nie pełni: teoretycznie więc nie ma za co jej płacić. Jednakże to, do czego jest zobligowana, nie pozwala jej na wybór jakiejkolwiek innej ścieżki i prowadzi do powstania błędnego koła, w którym osoba, która ma (między innymi) promować prawa człowieka, sama działa – właśnie – na niewolniczych, choć estetycznych i wyglądających na bogate, zasadach.

        A gdybym tak miała przyczepić się pozostałych części komentarza… Cóż, no muszę przyznać, że dziwi mnie, iż wybór bułek na śniadanie uznajesz za decyzję bardziej abstrakcyjną niż pełnienie najwyższej funkcji w państwie: pieczywo jest namacalne, urząd nie do końca. Jeśli chodzi o ową wspólną decyzję, to naiwnością jest twierdzenie, że skoro stają na świeczniku, no chwała i sława po prostu, to a) nie mają, co narzekać b) to wspólny wybór pełen akceptacji dla wszelkich niedogodności. Cholera, a gdybyś miał wybrać: moje szczęście a jego, moje szczęście a naród, co zrobiłbyś, żeby móc ze sobą żyć? I to właśnie to, że pierwsze damy muszą podejmować taką decyzję, uznaję za niedopuszczalne. Niedogodności muszą się przy pełnieniu tak ważnego stanowiska pojawić, ale część z nich można przezwyciężyć i nie ma powodu, by szukać argumentów przeciwko temu. A „zdecydowali o podjęciu decyzji” to pleonazm, mój drogi 😉

        • Sebastian Jakubiec

          „wykonujesz w życiu jakieś obowiązki?” – tak wykonuje, takie za które ludzie mi płacą, bo dostarczam im z własnej chęci określonej wartości w zamian za wynagrodzenie na które się UMÓWILIŚMY. Żony kandydatów wiedzą, że bycie pierwszą damą to działanie wolontaryjne, społeczne – są tego świadome na etapie kandydowania ich mężów.

          ” (poza wyrzucaniem z siebie żali i wątpliwości w komentarzach na blogach)” – powiedź mi od kiedy wyrażanie własnej opinii, własnego zdania w demokratycznej rzeczywistości, które nikogo nie obraża, nokomu nie uwłacza jest tak pejoratywnie przez Ciebie określane? Żalami równie dobrze można by nazwać wyczyny autorki, bo wałkuje temat który ma niewielkie społecznie znaczenie dla ogółu społeczeństwa.

          Ok, może doprecyzuję przykład, żeby bardziej wpadał w temat. Jeśli zaczelibyśmy płacić żonom prezydenta RP, to czemu nie żonom ministra i premiera? W końcu równie istotne role, również jak wspomniano wcześniej narażone na konflikt interesów. A może redukujmy to jeszcze bardziej, płaćmy żonom posłów? A jak dojdziemy do płacenia żonom posłów, płaćmy żonom prezydentów miast… I tak można by jeszcze mnożyć taką społeczną drabinkę w imię „dobra społecznego”.

          Ale ok, widzę że dyskusja dalsza nie ma sensu, skoro tyle tu zwolenniczek rozdawnictwa pieniędzy podatników.

          Takie sprawy należałoby załatwić inaczej, udzielając osobom publicznym bezpłatnego urlopu na prawach zaliczenia czasu służby publicznej jako staż pracy i tyle. Tak jak studentom zalicza się lata studiów do ZUS’u. Z zerowym przepływem gotówki. Natomiast na pewno żadnego rozdawania pieniędzy i wynagrodzenia za to, że ktoś jest żoną kogoś, kto pełni funkcję publiczną. Jak się chce rozdawać za darmo pieniądze to trzeba najpierw zrozumieć co nieco ekonomii, by zrozumieć że to nie ma najmniejszego sensu.

          • Gośka

            Istotą problemu jest fakt, że żona Prezydenta NIE MOŻE pracować.

          • Istotą jest, że pracuje i to dużo, a nie zapewnia jej to nawet podstawowych świadczeń.

          • Sebastian Jakubiec

            Nie pracuje, wykonuje działalność polityczną i dobroczynną, a to różnica. Na politycznej zbija kapitał polityczny swój i męża.

          • Sebastian Jakubiec

            Istotą problemu jest to, że autorce i kilku innym nieznającym przepisów osobom wydaje się, że nie wolno jej pracować, problem w tym, że osoby te nie są w stanie udowodnić swoich tez konkretnymi przepisami…

            Przepisu brak – zatem dla pierwszej damy-elekt 😉 – droga otwarta. Ma wybór, a że wybiera działalność prezydentowej – to jej wolny wybór.

      • Satys

        Co to do licha jest „ów pierwsza dama” oraz „ów Pana” ??? A może wróć się do podstawówki i naucz się poprawnie odmieniać w języku polskim. Żenada.
        Co do wynagrodzenia: od kiedy żona posła, żona lekarza, żona górnika jest zmuszana do zwolnienia się z pracy? Słyszałeś kiedyś o równości wobec prawa?

        • Sebastian Jakubiec

          @Satys, zadam pytanie w drugą stronę, od kiedy kogoś zmusza się do zostania prezydentem? To ich świadomy wybór czy nie? To nie jest plebiscyt gdzie naród sam sobie wybiera i losuje kandydata, kandydaci sami podejmują świadomomą decyzję polityczną.
          I od kiedy żona prezydenta jest zmuszona do porzucenia pracy? Przedstaw podstawę prawną, wtedy pogadamy 🙂

          • Satys

            Popraw koszmarne błędy gramatyczne, proszę, bo nie chce mi się z Tobą gadać, gdy tak obrażasz nasz język polski.
            „ów pierwsza dama to żona” i „żona ów pana” – nie zaśmiecaj Internetu tymi koszmarkami nieumiejętnej odmiany.

          • Sebastian Jakubiec

            Gramar nazi dziękujemy. Liczy się istota przekazu, a nie drobne mankamenty, ale rozumiem, że wolisz zamiast merytoryki perfekcyjny i wymuskany ą- ę- język 😉 Internetowi bliżej do języka mówionego, nie oficjalnych pism urzędowych – zatem pozostawię Twoją prośbę z uśmiechem.

      • miotła

        A to sam rezydęt nie był w stanie upilnować żyrandola? Może małżonka była potrzebna, by go od czasu do czasu obudzić? Ale sama też przecie spać pod żyrandolem
        lubi.

      • Wszystko pieknie z tym, ze Sebastian ma racje: w innych postach napisal, ze nie ma podstawy prawnej zabraniajacej Pierwszej Damie podejmowania pracy zawodowej ani odprowadzania skladek ZUS na wlasna reke, wiec to decyzja Pierwszej Pary.

      • „żoną ów Pana” – ech, za każdym razem, jak widzę ten błąd, zachodzę w głowę, jak można w ogóle na coś takiego wpaść… o.O

        [zazwyczaj nie zwracam nikomu uwagi na błędy gramatyczne, chyba że ktoś sam chce poprawiać innych.]

  • marynarka

    Mój mąż jest marynarzem, sam nie ma składek emerytalnych, ubezpieczenia nfz. Ja teraz też nie mam ubezpieczenia i składek, córka też bez ubezpieczenia (nie ma 18 lat, ale wiadomo jak się patrzą w przychodni, jak mówisz, że dziecko nie ma ubezpieczenia i w związku z tym wydatki pokrywa państwo). Mój mąż może sam sobie opłacać ZUS (to przecież składka emerytalna i zasiłki jak nie będzie zdolny do pracy) oraz NFZ. Ja siedzę w domu i wychowuję dziecko (2 lata), i nie mam nic, teraz muszę zarejestrować się jako bezrobotna i szukać pracy, mimo że chciałabym siedzieć z dzieckiem w domu. Ile jest kobiet, które mogą siedzieć w domu i chcą to robić, wystarcza rodzinom do pierwszego, a nie będą miały emerytury i jak je mąż zostawi, to też zostaną z niczym??? O tych kobietach nikt nie myśli, ale o Pierwszej Damie to dysputy, bo nie zarabia i nie będzie miała emerytury… O jejku,jejku…

    • Z.

      No to skoro „moga siedzieć w domu i chcą to robić, wystarcza rodzinom do pierwszego” to w czym problem? Skoro taką podjęły decyzję to niech się liczą z jej konsekwencjami. Jeśli zakłada Pani, że mąż Panią zostawi i zostanie Pani z niczym to być może trzeba było zastanowić się przed ślubem? Nic nie ma za darmo, więc skoro nie chce Pani pracować to proszę się też nie spodziewać, że będzie Pani miała wysoką emeryturę.

      • marynarka

        Ja nie zakładam, że mnie mąż zostawi i zostanę z niczym. To jest komentarz odnośnie braku zarobków i składek Pani Prezydentowej, którą mąż może zostawić i zostanie z niczym. Może teraz chcę siedzieć w domu, ale za jakiś czas będę chciała iść do pracy i co zastanę??? Przedszkole prywatne za 1000 zł miesięcznie, bo prawdopodobnie moje dziecko nie dostanie się do państwowego i do tego moja pensja: liczmy 2000 zł na rękę. To jest nieopłacalne niestety, jak policzymy dojazdy, opiekunkę gdy dziecko się rozchoruje, i mój czas (również ma znaczenie) poświęcony na sprzątanie, pranie, itp.. Ile jest kobiet w takiej sytuacji? Które chcą wrócić, a nie mają gdzie, albo wracają za małe pieniądze???
        Pani Prezydentowa chyba zgodziła się na brak zarobków i składek, skoro pozwoliła kandydować swojemu mężowi (albo ma męża, który nie liczy się z jej zdaniem). Trzeba się liczyć konsekwencjami swoich wyborów. Ja nie narzekam, że nie zarabiam, ale państwo lubi wyciągać ręce po moje pieniądze, to niech też da coś z siebie, np. składki dla kobiet siedzących w domach. Jakby każda kobieta zajmująca się domem, rzuciła to na jeden dzień i to mąż musiałby w tym domu zostać, to ile straciłoby państwo??? Szkoda, że ludzie patrzą na kobiety siedzące w domach jak na leniwe baby, co im się nie chce, a nikt nie spojrzy, że nasz jeden dzień wolnego spowodowałby wielkie zamieszanie w gospodarce.

        • Brzeska

          Tylko jest takie małe fajne coś – mąż może odprowadzać składki na żonę siedzącą w domu. Poza tym, tak jak ktoś przede mną to powiedział. Jak konoeta chce siedzieć w domu to jej prawo. Ale nie musi. Tak samo żona Prezydenta niekoniecznie chciałaby robić wszystko ku chwale ojczyzny i byłoby fajnie i w ogóle mega sprawiedliwie gdyby one miały wolny wybór, a nie przymus

          • marynarka

            W związku z tym Pan Prezydent też może odprowadzać składki za żonę będącą Panią Prezydentową i pełniącą te funkcje.
            Może żona Prezydenta nie chce robić rzeczy, które sie jej narzuca, ale jej mąż taki wybrał zawód – polityk i skoro za niego wyszła, musiała się z tym liczyć. Ja się liczę z tym, ze mojego męża nie ma w domu przez pół roku, i co? Mam teraz wyciągać ręce do Państwa żeby mi załatwili opiekę do dziecka, bo chciałabym chociaż zakupy zrobić w spokoju.
            Dodajmy, że pomijana tu jest bardzo ważna kwestia bezpieczeństwa Pierwszej Damy. Ile musielibyśmy zapłacić za jej dojazdy do Krakowa, do pracy i ochronę?

        • Jestem za tym, żeby kobiety, które zdecydowały się opiekować dziećmi i zarządzać domem dostawały wynagrodzenie, bo to jest realna praca (zwykle również bardzo ciężka). Społeczeństwo mamy patriarchalne to i praca kobiet w domu to „lenistwo” i „wygoda” – ten sam patriarchat powoduje, że Pierwsza Dama też jest „wygodna” i „ma lekko”, bo siedzi sobie w Pałacu i „bąki zbija”. Nie widzi Pani tej paraleli? To jest podstawowym wnioskiem płynącym z tego tekstu. Skoro Pierwsza Dama nie ma „lepiej” (NIE chodzi tu o materialny poziom życia, ale o aspekt równościowy – mąż pracuje jako prezydent, ona już nie pracuje) to ja ma mieć lepiej zwykła, szara obywatelka?
          Czekam na Pierwszą Damę (bo kobietę-prezydenta to chyba się w tym życiu nie doczekam), która narobi realnego rabanu, nie będzie się bała męża oraz jego partii i zawalczy o prawa kobiet w tym kraju. Wszystkich. Nie tylko własne.

          • Sebastian Jakubiec

            @moniajanerawska:disqus ło matko… komu jeszcze rozdasz pieniądze? Proszę, weź książkę do ekonomii, nawet jakąś lekko napisaną i zobacz jak niekorzystne skutki powoduje dawanie ludziom za darmo pieniędzy. Na prawdę!

            Fajnie się mówi, Ci powinni dostać za darmo, tamci też, i tamci również – natomiast każda rozdana kwota skądś musi pochodzić? Wiesz, chociażby ja prowadząc własną firmę, płacę na ten cel dosyć gigantyczne podatki. Wiem osobę na etacie to mało może nieruszać, bo dostaje pensję na czysto i heja, a większość kosztów jest po stronie przedsiębiorcy, ale wyobraź sobie, że np. Twój mąż mógłby zarabiać 2 razy tyle, gdyby o połowę zmniejszono zakres opodatkowania firm? Oczywiście te pieniądze wsparłyby Twoją rodzinę, Ty nie musiała byś pracować podczas opieki nad dzieckiem itd.
            To po co podnosić podatki, które miałyby służyć dawaniu ludziom za darmo „za opiekowanie się dzieckiem i _zarządzanie domem_” (!!! że co?), skoro można odjąć obciążeń podatkowych i zwiększyć dochody każdej rodziny, gdzie mąż pracuje?

            Tym bardziej dziwi mnie to, iż chcesz tak ugotować kobiety. Dawanie komuś pieniędzy to przecież zniewolenie w czystej postaci, ja Ci dam $$, ty tu siedź i rób swoje i niczym się nie przejmuj – tak kobiety funkcjonowały bardzo długi czas i źle na tym wychodziły.

            Pominę skutki gospodarcze, bo pewnie te Cię nie przejmą. 🙂

          • Zacznijmy od tego, że debatujemy sobie tutaj na sucho i żadne moje rozwiązania funkcjonujące świetnie w świecie doskonałym, nie mają realnego wpływy nawet na świat niedoskonały, w którym sobie z radosną zajadłością komciujemy. Wypłukałam się z motywacji dla takich rozwiązań w komentarzu powyżej, więc nie będę się powtarzać. Jeśli mamy toczyć boje na tego typu argumentację, to można – anarchistycznie – stwierdzić, że każda praca nas zniewala niezależnie od płci.
            Fantastycznym przykładem na społecznie postrzeganą bezczynność są urzędnicy państwowi. Ich pozycja jest równa matkom z dzieckiem – siedzą, kawkę piją, nikt nigdy nie widział, żeby pracowali. Choć może oni są jeszcze niżej w zestawieniu, bo matki przynajmniej rodzą dzieci, urzędnicy żadnej produktywności sobą nie reprezentują, a pieniąchy biorą i grzeją stołki (to oczywiście zastraszająco popularna opinia, która nie ma nic wspólnego z moimi osobistymi poglądami :)). Najwspanialsze w tym wszystkim jest to, że dyskutuję sobie, dawno przestawszy wierzyć w społeczną zmianę, że nie wspomnę o jakiejkolwiek innej.
            Sebastianie, najłatwiej by mi było rzec, w duchu często tutaj widocznych postaw, że sam sobie wybrałeś pracę, masz firmę, to cierp. Ale ponieważ nie jestem osobą cyniczną a jedynie zgorzkniałą, powiem tylko – gratuluję prowadzenia swojej działalności oraz życzę sukcesów. Rozumiem tym bardziej Twoją argumentację, jako osoby, której konsekwencje wielu papierowych rozwiązań bezpośrednio dotyczą. Sama startuję jedynie z pozycji utopistki i tak sobie marzę o świecie, w którym za tłumaczeniem wszystkiego wolną wolą nie idą czysto egoistyczne pobudki, a odrobina zrozumienia dla tych, którzy nie administrują tak skutecznie (oczywiście w optyce patrzących z zewnątrz) swoim życiem.

          • Ludmiła Machoń

            Monia Jane, czy zastanawiałaś się choć przez chwilę nad ekonomicznymi i społecznymi skutkami takiego rozwiązania? Aż chciałoby się wykrzyknąć pewne hasło z kampanii prezydenckiej Billa Clintona o gospodarce. Zwolenniczki tego rozwiązania wpadają w błędne koło, zapominając, że na tak wypasiony „socjal” mogłyby pozwolić sobie tylko bardzo zamożne państwa a, jak dowodzą badania Eurostatu, głównym źródłem bogactwa w krajach UE i poza nią jest praca zawodowa obywateli, w tym także kobiet. Zupełnie nieprzypadkowo w krajach o wysokim PKB i wysokim Wskaźniku Rozwoju Społecznego , które słyną także z modelowych rozwiązań finansowo- prawnych w kwestii szeroko rozumianej opieki socjalnej i urlopów rodzicielskich, wskaźnik czynnych zawodowo osób w wieku produkcyjnym, w tym także kobiet, jest najwyższy. Poniżej przytaczam dane; W krajach o najwyższym PKB na mieszkańca (Szwajcaria, Islandia, Norwegia, Holandia i Dania) stopa zatrudnienia osób w wieku ponad 15 lat jest znacznie wyższa niż w krajach o najniższym PKB lub przeżywających poważne trudności gospodarcze (była Jugosłowiańska Republika Macedonii, Turcja, Chorwacja, Grecja i Węgry). Stopa zatrudnienia w Polsce (59,7%) jest niższa niż średnio w Unii (64,5%), a w porównaniu ze Szwajcarią jest niższa aż o 20 punktów procentowych. Dramatycznie niska jest w Polsce stopa zatrudnienia kobiet w przedziale wiekowym 55-64 lata: 27,3% przy średniej unijnej 40,2%. W Islandii wskaźnik ten wynosi aż 76,3%, a w Niemczech 53%. Zestawienie to jasno pokazuje, że społeczeństwa, w których więcej ludzi pracuje a mniej pozostaje na garnuszku państwa, są znacznie bogatsze od społeczeństw, w których jest odwrotnie. Dlatego to całe lansowanie pozostawania kobiet poza rynkiem pracy, stanowiące kuriozalny przykład konsensu pomiędzy prawicowymi konserwatystami a pewnym odłamem lewicowych feministek, jest niekorzystne nie tylko pod względem społecznym ale i ekonomicznym ( zarówno w skali macro dla pojedynczych rodzin, jak i w skali macro dla gospodarki całego kraju ).
            Poroniony pomysł o płaceniu kobietom za zajmowanie się własnym domem i wychowywanie własnych dzieci zasługuje na salwy śmiechu politowania także dlatego, że – pomijając już zupełną jego utopijność i niewykonalność w naszym systemie społeczno-gospodarczym – takie rozwiązanie nie tylko jeszcze bardziej zahamowałoby rozwój gospodarczy kraju (rozbuchane wydatki społeczne, spadek przedsiębiorczości i zatrudnienia a w efekcie mniejsze PKB i powszechne pogorszenie się stopy życia obywateli), ale na domiar złego zwiększyło i tak już spore obciążenia podatkowe grupy pracującej. Nie mówiąc już o tym, że byłoby to po prostu rażąco niesprawiedliwe- nie tylko pod względem fiskalnym – wobec wszystkich aktywnych zawodowo obywateli, których w pracach domowych nie wyręczają nieodpłatnie krasnoludki. Bo dlaczego za prozaiczne czynności, które wykonują prawie wszyscy niezależnie od płci, stanu cywilnego czy sytuacji zawodowej płacić tylko kobietom niepracującym zawodowo? Skoro zajmowanie się domem postrzegamy w kategoriach „etatu”, to co z kobietami, które według tego rozumowania ciągną dwa etaty, godząc pracę z domem, co z mężami, którzy w ramach podziału obowiązków biorą na siebie połowę czy też jakąś część domowego etatu? Gwoli sprawiedliwości społecznej trzeba by wtedy płacić każdemu, kto palcem kiwnie w swoim domu, i na dokładkę refundować także pomoce domowe dla zabieganych „karierowiczów” i „karierowiczek”. Do beneficjentów tego systemu zechcieliby zapewne należeć także ci , którzy wykonują drobne naprawy w domu i wożą swoje rodziny (Przecież taksówkarz to zawód mający określoną wartość rynkową, więc dlaczego niby wozić tłusty tyłek teściowej za darmo), a nawet ci, którzy pełnoetatowo oddają się czynności dłubania w nosie (bo trzeba zerwać z tym krwiożerczym neoliberalnym premiowaniem pracy zawodowej i aktywności przynoszących jakąś wartość dodaną dla gospodarki i pozwolić ludziom bez przeszkód realizować swoje hobby z budżetu państwa).
            Pozostanie w domu z wyboru a nie z konieczności (małe czy przewlekle chore dziecko) jest fanaberią i nie widzę powodu, aby państwo miało pokrywać fanaberie obywateli z pieniędzy podatników (jakkolwiek z całego serca popieram wszelkie rozwiązania wspierające i odciążające rodziców pełnoetatowo opiekujących się przewlekle chorymi i niepełnosprawnymi dziećmi ).

          • Bardzo cenna obserwacje i zasadne pytania. Niemniej, kwestię sprawiedliwego dzielenia między partnerów nieodpłatnych prac domowych i opiekuńczych a także wynagradzania a na początek oskładkowanie jej, gdy wynika z konieczności (małe/przewlekle chore dziecko/rodzic/partner) uważam za otwartą i wartą poważnej społecznej dyskusji. Proszę nie zapominać, że jej wartość dla gospodarki też jest niebagatelna, a to, że nie jest nawet objęta podstawowymi składkami ZUS ma również swoje (kosztowne) konsekwencje. Choćby w postaci „strajku reprodukcyjnego” kobiet, które bardzo późno albo wcale nie decydują się na dzieci, świadome faktu, że wykluczy jej to z rynku (odpłatnej) pracy, a ciężar wykonywania tej nieodpłatnej spocznie głównie na ich barkach. Ślepe rozdawnictwo typu „becikowe” nie jest oczywiście żadnym rozwiązaniem. Ale już inwestycje w bezpłatne żłobki i przedszkola na jakimś przyzwoitym poziomie, pozwoliłyby, imo, zmniejszyć tę rażącą dysproporcję we wskaźnikach zatrudnienia kobiet i mężczyzn. Z korzyścią dla wszystkich, także dla gospodarki. Tak to się właśnie robi właśnie m.in. w Skandynawii.

          • Oczywiście, masz rację. Mówimy tutaj jednak o pewnym
            rozwiązaniu utopijnym, które już z samej swojej proweniencji nie dość, że
            zakłada powszechną szczęśliwość, to jeszcze jest niemożliwe do osiągnięcia. Prawdą
            jest jednak, że w świecie idealnym, to rozwiązanie byłoby zbędne, bo cel, który
            zakładam byłby z góry już osiągnięty. W rzeczywistości kapitalistycznej liczy
            się zysk, praca jest zwykle nieprzyjemnym obowiązkiem z nim związanym.
            Człowiek, który wyłamuje się z tego kręgu pracy zarobkowej i generowanych przez
            nią zysków jest zwykle spychany na margines, jako rodzaj efektu ubocznego
            systemu, żeby nie powiedzieć – odpadu. To też powoduje, że osoby, które
            decydują się zostać w domu z dziećmi uważa się za motywowane głównie – no właśnie
            – fanaberią. W sytuacji, kiedy używamy tego słowa na opisanie takiej decyzji, nie
            zostawiamy sobie właściwie jakiejkolwiek wspólnej przestrzeni do dyskusji. Gdyby
            opieka nad dziećmi i domem (przy wyjściowym założeniu nierównego podziału
            obowiązków) była uznawana za pracę i wynagradzana, osoby decydujące się na nią
            (kobiety i mężczyźni, choć w Polsce w przeważającej ilości są to kobiety)
            spotykałyby się z większym szacunkiem. Nie chodzi mi o podziw, ale o uznanie
            wartości tych osób w świecie, gdzie liczy się właściwie tylko przydatność
            produkcyjna i zarobki. Tylko temu miałoby służyć takie rozwiązanie – w świecie
            mniej idealnym. Póki nie poszerzymy definicji pracy na działalność, która nie
            jest ściśle związana z zarobkowaniem (i społecznie sobie tego nie uwewnętrznimy),
            póty również nie uznamy osób, które zajmują się dziećmi za godne jakiegokolwiek
            szacunku – innego niż ten, który okazuje się z okazji Dnia Matki (czy Ojca). Gdybyśmy
            żyli w takim kraju, pewnie mniej by było tego typu nieziszczalnych socjalnych
            hasełek jak to, które mi słusznie wytknęłaś. Zwróć również uwagę, że w
            statystykach, które podałaś przodują kraje, które wygrywają również w zestawieniach
            dotyczących równości płci, czegoś, do czego równie nam daleko, jak i do
            wysokiego PKB. Żeby nie było, piszę to z pozycji osoby bezdzietnej i
            niezamężnej, w której rodzinie wszystkie kobiety pracowały zawodowo, a i ja
            zamierzam godzić te dwie kwestie – wbrew temu, że podobno punkt widzenia zależy
            od punktu siedzenia ;). Problem osób bezrobotnych po 50-tce to z kolei w dużej
            mierze przykra konsekwencja dominującego ageizmu. Można tu także znaleźć wiele
            przykładów kobiet, które odchowały kilkoro dzieci, nie mają rozdmuchanych niesamowitym
            doświadczeniem CV, a przy dość niestabilnej i nierzadko marnej sytuacji na
            rynku pracy w wielu (również dużych) miastach Polski przy zwolnieniu z jednej
            posady mają raczej niewielkie szanse na znalezienie innej pracy. Z dziurą w emerytalno-składkowym
            życiorysie na długość okresu odchowania dzieci raczej większość z pogardą pokiwa
            nad nimi głową z setką haseł spod znaku „Trzeba było…” na ustach. Niczego to niestety
            nie uzdrawia tak jak i nasze tutaj gdybania. Najgorsze w tym wszystkim jest to,
            że motywujemy swoją wyższość nad innymi i usprawiedliwiamy jakikolwiek brak
            zrozumienia, tłumacząc sobie to wszystko wolnym wyborem – ulubionym hasłem
            kultury indywidualizmu. Najwyraźniej podejmowaliśmy lepsze decyzje i każdy może
            mieć pretensje tylko do siebie.

      • Magda Motrenko

        No raczej trzeba zakładać, że w końcu mąż może nas zostawić. W końcu nikt nie żyje wiecznie.

  • lilkakg

    Hmm… nie wiem, z czego wynika obowiązek bycia Pierwszą Damą. Moim zdaniem, nie ma czegoś takiego. To bardziej lub mniej świadomy wybór żon prezydentów. Nie znalazłam podstaw prawnych, z których wynika, że muszą np. zrezygnować z dotychczasowej pracy. Jeśli nie mam racji, proszę o informację.
    Jeśli jednak mam, to nie rozumiem, dlaczego państwo ma ponosić koszty ZUS-u żony prezydenta? Rozumiem fundusz reprezentacyjny, to jet ok. (moim zdaniem), ale reszta niekoniecznie.

  • Ambroży Mumin Fleck

    ” I żeby nie było, nie, nie może w tym czasie podjąć innej pracy zarobkowej.”. Ja bym jednak prosił o podanie podstawy prawnej. I nie chodzi mi o link do FAQ na prezydent.pl, bo tam jest tylko mowa o tym, że pierwsza dama nie jest pracownicą kancelarii prezydenta, więc nie pobiera wynagrodzenia ani nie są odprowadzane składki ZUS.

  • Czyli rozumiem, że najlepiej być bez ślubu, czyli partnerką prezydenta, tak? Wtedy nic się nie traci, tylko zyskuje!

  • Też zbieram szczękę z podłogi, bo nie sądziłam, że prezydentowe mają zakaz pracy zarobkowej. Dziwne, dziwne…

    • Sebastian Jakubiec

      To zbierz i uwierz, że NIE mają 🙂
      Nie znam przepisu i poszukiwania też nic nie poddają w tym względzie które mówiłyby, że osoba NIE wybrana na żaden oficjalny urząd może mieć zakaz jakiejś pracy. To ich dobrowolny gest, że towarzyszą mężom. Wspomniana Pani Jolanta już w trakcie kadencji prowadziła fundację, w której pracowała.

      Warto też zaznaczyć, że „pierwsza dama” to nie konkretny, wymieniony w ustawie urząd – więc nie ma żadnych zobowiązań. Jest to funkcja iluzorycznie wytworzona samą rolą jaką przyjął mąż tej kobiety, skoro on jest pierwszym człowiekiem RP, to ona z natury rzeczy – pierwszą damą RP. Acz nie wiąże się to z większymi obostrzeniami, poza samym lataniem BORowców za Panią nawet pod drzwi toalety.

      Różnie dobrze, mogła by się zająć haftowaniem i siedzeniem w ogródku. Nie ma funkcji (poza naszą imaginacją) – nie ma ZUS’u, nie ma wynagrodzenia.

      • OlafCh

        Tak więc przyszły nam czasy, że mamy Pierwszego Człowieka i Pierwszą Damę. xD

      • To, że Ty nie znasz i Ci google nie powiedział, nie znaczy, że nie istnieje. Pytałam dziś osobiście w Kancelarii Prezydenta. Zakaz nie jest wpisany w żadną ustawę ani rozporządzenie (podobnie jak większość funkcji i obowiązków prezydentowej), ale jest bezwzględnie przestrzeganym obyczajem (i jak oni to nazywają „uzusem konstytucyjnym”). Wiąże się to m.in. z ryzykiem konfliktu interesów, którego to nikt nie ośmielił się dotąd podjąć. A Jolanta Kwaśniewska prowadziła fundację nieodpłatnie. Ustawa o urzędzie prezydenta też nie istnieje. Czy to znaczy, że nie ma on zobowiązań, ani nie wykonuje pracy?

        • Sebastian Jakubiec

          „Ustawa o urzędzie prezydenta też nie istnieje. ”
          To by było chyba wszystko w temacie przepisów z Twojej strony. Istnieją przepisy które mówią o urzędzie i roli prezydenta, zapraszam do lektury konstytucji.

          „To, że Ty nie znasz i Ci google nie powiedział, nie znaczy, że nie istnieje.” – jak sama mówisz Ty również ich nie znasz, ba, wręcz pytałaś i okazuje się że NIE ISTNIEJĄ. To, że jest jakiś OBYCZAJ, to jeszcze nic nie znaczy w świetle prawnym. Wiele ludzi ma wiele różnych zwyczajów. Sam zwyczaj nie czyni z danej czynności roli zawodowej w świetle rozumienia przepisów o zatrudnieniu. Wybacz, ale albo mówisz o rzeczywistości prawnej albo o relacyjnej, społecznej i międzyludzkiej. Jak o prawnej to powołujmy się na literę prawa (przepisów brak), jak społecznej to na ten wymiar społeczny tej sytuacji (zwyczaje, szczególna rola i dylematy tej osoby). Wybierz jeden z dwóch wariantów.

          I tutaj się rozbijamy o pewne kwestie, bo rzeczywistość prawna mówi jasno, że takiej funkcji nie ma, myśmy ją sobie wymyślili i na siłę wcisneli w nie kobiety będące u boku mężów-prezydentów. I tutaj raczej to bym podkreślił – jak społeczeństwo naznaczyło tą rolę.

          Zrozum, szanuję Twoje zdanie i w sumie chciałbym, by osoba partnera prezydenta/owej (mąż czy żona) miała uposażenie i oficjalne prawo do urlopu z miejsca pracy. Natomiast, pomimo że postulat wydaje się słuszny Twoja wypowiedź i argumentacja jest pełna sprzeczności – z jednej strony mówisz, że „nie znaczy, że nie istnieją” z drugiej strony fakty są takie jak podała Ci kancelaria – NIE ISTNIEJĄ.

          A skoro wychodzisz z litery prawa to – nie można kogoś uposażyć za iluzoryczną rolę, którą nadali jej w sumie dosyć wirtualnie ludzie – dopóki nie ma do tej roli umocowań prawa. Przecież bycie „żoną prezydenta” to nie zawód.

          • Nie napisałam że nie istnieją „przepisy które mówią o urzędzie i roli prezydenta”, tylko że nie ma jednej „ustawy o urzędzie prezydenta”. Jeśli jednak jest-chętnie przeczytam, daj znać. Aktów prawnych regulujących obowiązki i prerogatywy prezydenta jest oczywiście wiele. Konstytucja jest tylko jednym (choć nadrzędnym i najważniejszym) z nich. I mylisz się, obyczaj także w świetle prawa znaczy bardzo wiele. Zwłaszcza w tych kwestiach, w których prawo milczy. A w dyplomacji, zaryzykuję stwierdzenie, jest nawet ważniejszy niż przepisy. Co więcej, przepisów regulujących status małżonka prezydent w PL właściwie nie ma. A oczekiwań, presji graniczącej, czy nawet równoznacznej z przymusem jest, co sam przyznajesz, co niemiara. A problem jest nie z moim tekstem, tylko Twoją nadinterpretacją (aganin). Nigdzie nie napisałam, że zakaz obowiązuje w prawie, ani tym bardziej w ustawie. Tylko, że obowiązuje. I to jest prawda.

          • Sebastian Jakubiec

            Jak zakaz to prawo. Jak obyczaj to presja i pewna cicha zgoda na to by tak było.
            Poruszyłaś kwestię płac, więc kwestią prawną i tyle. Dla mnie to dwie odrębne rzeczywistości.

            „przepisów regulujących status małżonka prezydent w PL właściwie nie ma” – nie ma bo to rola jeszcze raz podkreślę, społeczna a nie instytucja prawna. Mieszasz dwie rzeczywistości – instytucje (prezydent, premier, minister) to role nadane w odpowiedni sposób, procedurą i mające umocowanie w przepisach. Bycie żoną kogoś kto pełni rolę prawną, to jedynie rola społeczna – choć tak, w tym się zgodzimy – w przypadku prezydenta rodzi pewne nowe wyzwania. Rzecz w tym, że to wyzwania dobrowolnie wybrane – prezydentem się jest, bo się być chce.

          • Zakaz=prawo? Doprawdy? Poproszę stosowny przepis definiujący zakaz w ten sposób.

          • Sebastian Jakubiec

            To co nie jest przez prawo zakazane jest dozwolone, podstawy prawa rzymskiego czyli podstaw wszystkich regulacji prawnych. Polecam też funkcję gwarancyjną prawa – ” prawo gwarantuje, że ci, którzy nie naruszą określonych w nim zasad postępowania nie poniosą negatywnych konsekwencji ze strony państwa. ” (http://pl.wikipedia.org/wiki/Funkcja_gwarancyjna_prawa)

            do tego określone zasady prawa – Nulla poena sine lege – nie ma ustawy, nie ma przestępstwa. Skoro przepisu zakazującego brak, Pierwsza Dama może robić co zechce.

            Owszem, jest ZWYCZAJ by PD towarzyszyła mężowi. Nie ma natomiast zakazu jej pracy, co stanowi pole do tego, że ma w tym zakresie wolność i zwyczaj może zmienić.
            Proszę rozróżniać te dwie rzeczy.

          • Ludmiła Machoń

            Skoro nie ma ustawowego zakazu a w Polsce nie obowiązuje prawo zwyczajowe, stąd logiczny wniosek, że nie ma żadnego zakazu! Pierwszej damie WOLNO pracować zawodowo! Ograniczenia mogą dotyczyć tylko niektórych eksponowanych stanowisk, gdzie mogłoby dochodzić do konfliktu interesów z urzędem małżonka. A przytoczona w linku ekspertka od pierwszych dam nie jest wybitnym konstytucjonalistą ani psychologiem, grzecznościowe określenia pomieszały jej się z funkcjami państwowymi, prawo stanowione ze zwyczajowym, co więcej istnienia rzekomej presji społeczeństwa nie sposób udowodnić bez rzetelnych badań społecznych. A nawet gdyby istniała, to nie stanowi podstawy do żadnych obowiązujących zakazów. To zabawne, jak szybko roznosi się plotka,cały Internet huczy, że biednej prezydentowej nie wolno pracować, i ludzie to chłoną bezkrytycznie jak gąbki….

          • Droga Pani, Pierwszej Damy nie obejmują ŻADNE przepisy. W Polsce de iure taka rola/funkcja/godność nie istnieje. Jednak nawet konstytucjonaliści są zgodni co do tego, że rozmaite powinności żon prezydenta się tyczą, a to, że nie są one nigdzie uregulowane ani wynagradzane, stanowi lukę w prawie, którą należy czym prędzej uzupełnić. Czy mam rozumieć, że wg Pani, jeśli fakty nie zgadzają się z teorią (prawa), tym gorzej dla faktów?

          • Ludmiła Machoń

            W tym przypadku nie może być mowy o żadnej luce prawnej, gdyż, jak już wspomniałam w obszernym poście powyżej, który chyba umknął Pani uwadze (choć może z mojej winy, bo nieopatrznie umieściłam ten komentarz jako gość przed zalogowaniem się i pewnie zaginął gdzieś w czeluściach wątku), występuje tutaj zadziwiająca zgodność pomiędzy faktami a prawem. Powtórzę jeszcze raz. Proponuję powściągnąć emocje, zdjąć ideologiczne okulary i przyjrzeć się gołym faktom. Po pierwsze NIE istnieje żaden przepis prawny, który zabraniałby pierwszej damie podejmowania pracy zawodowej/aktywności zarobkowej, jakkolwiek istnieją pewne obostrzenia co do prowadzenia działalności w określonych obszarach, gdzie mogłoby dochodzić do ewentualnego konfliktu interesów czy pojawiłoby się ryzyko ulegania wpływom grup nacisku, itp., jednak nie powinno dotyczyć to małżonki Pana Dudy, która jest germanistką . Po drugie, powoływanie się na zwyczaj lub precedens w prawie polskim jest błędem, gdyż nie obowiązuje u nas prawo zwyczajowe, tak jak na przykład w Wielkiej Brytanii, lecz stanowione, dlatego przy braku podstawy prawnej (czytaj wyraźnego lub dorozumianego zapisu w odpowiedniej ustawie) nie ma żadnych przeciwwskazań co do kontynuowania/podejmowania przez panią prezydentową aktywności zawodowej z wyjątkiem pewnych typów działalności. Presja społeczna, jakkolwiek uciążliwa, jest czynnikiem wyłącznie psychologicznym, i jako taki nie stanowi podstawy prawnej, zresztą śmiem wątpić, czy nasze, coraz bardziej wyemancypowane i przesiąknięte duchem neoliberalizmu społeczeństwo nadal oczekuje od pierwszej damy poświęcenia kariery zawodowej na ołtarzu jakiejś iluzorycznej służby państwowej. Nie przypominam sobie, aby ktoś ostatnio przeprowadzał miarodajne badania na ten temat oczekiwań społecznych wobec pierwszej damy , dlatego ze sporą rezerwą podchodziłabym do opinii jakiegoś samozwańczej ekspertki od ….żon prezydentów, która trąci raczej kolumną plotkarską a nie ugruntowaną wiedzą z zakresu prawa czy psychologii . A nawet, gdyby takie oczekiwania ze strony części społeczeństwa istniały, to nie byłyby one w żadnym stopniu uprawnione ani wiążące, gdyż pani prezydentowa, w przeciwieństwie do jej małżonka, nie jest politykiem, nie została wybrana przez naród jako reprezentantka jego interesów, nie pełni żadnej oficjalnej funkcji i dlatego nie może być ze swoich zawodowych wyborów przez naród rozliczana. Termin „pierwsza dama” to jedynie kurtuazyjne określenie a nie żaden urząd ani zawód, dlatego nie daje uprawnień do pobierania uposażenia W świetle powyższego , ewentualną decyzję pani Dudy o odejściu z pracy należy rozpatrywać jedynie w kontekście jej indywidualnych wyborów. Poza tym, skąd w niektórych feministkach tyle aroganckiego zacięcia, aby „uszczęśliwiać” innych na siłę? Sama zainteresowana, podobnie zresztą jak i jej poprzedniczki ( z wyjątkiem pani Kwaśniewskiej, której rozżalenie z powodu konieczności zamknięcia intratnej działalności mogącej rodzić ewentualny konflikt interesów z urzędem małżonka, można niejako zrozumieć) nie czuje się pokrzywdzona i nie podnosi lamentu, może dlatego, że potrafi myśleć bardziej perspektywicznie ( zamiast naiwnej wiary w ZUS czy etat jako podstawę zabezpieczenia finansowego) i zrezygnować z doraźnej gratyfikacji na rzecz bardziej długofalowych korzyści. Przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie zaprzeczy, że jej nowa rola , pomimo pewnych ograniczeń i niedogodności, niesie ze sobą także wiele przywilejów i zaszczytów niedostępnych zwykłym śmiertelnikom, które niejako te niedogodności równoważą, otwiera nowe szanse i może okazać się trampoliną także dla jej przyszłej kariery (patrz casus medialnej kariery Jolanty Kwaśniewskiej, sukces pisarski Danuty Wałęsowej, działalność polityczna Hillary Clinton). Obawiam się, że nieopatrzne działania nierzetelnej prasy mogą wyświadczyć małżonce prezydenta elekta iście niedźwiedzią przysługę, gdyż w tym wszechogarniającym szumie informacyjnym łatwo się pogubić i już niektórzy nieuważni czytelnicy zaczynają bezpodstawnie wieszać psy na Pani Dudzie za rzekomą pazerność, choć ona sama nigdy nie zgłaszała żadnych roszczeń finansowych! Dlatego apeluję do dziennikarzy o powstrzymanie się od przeinaczania faktów a do czytelników o zdrowy rozsądek, powściągnięcie emocji i dystans do tego, co przeczytają w Internecie, gdyż zarówno druk jak i sieć mają nieograniczoną zdolność absorbowania hektolitrów bzdur i jedynie zdolność krytycznego myślenia może nas ocalić przed ideologicznie zakrzywioną wizją rzeczywistości.

          • To nie zawód. To funkcja publiczna. Państwowa. Bardzo doniosła, a z powodu luki w prawie traktowana jak jakieś hobby. Co najwyżej. Ja uważam, że trzeba tę lukę czym prędzej załatać. Podobnie uważa np. aktualny prezydent Usa, choć to pewnie żaden argument dla nas, Polaków 😉

          • Sebastian Jakubiec

            Nie, to żadna funkcja państwowa – bo podstawy prawnej brak. To jedynie to jak sobie nazywamy kobietę, która funkcjonuje obok męża-prezydenta.

            Może zaraz dojdziemy do motywu pierwszych-dzieci – im co będziemy opłacać? 🙂

        • Sebastian Jakubiec

          Idąc nawet dalej, można zauważyć, że w momencie kandydowania – ów kobieta jest świadoma roli jaką będzie pełnić. Nie jest to kilka miesięcy kampanii, podczas której ona jest nieświadoma na co się pisze, czyż nie? Taką decyzję podjęli również wspólnie, i wiedzieli na co się piszą.

          Zatem, czy jest to rola społeczna – tak. Czy jest to rola w sensie zawodowym? Nie – brak przepisów, brak realnej roli zawodowej, brak obowiązków – bo może a nie musi w jakichkolwiek czynnościach uczestniczyć, nie ma takiego obowiązku.

          • „Ów kobieta” jest świadoma, co nie znaczy, że to jest w porządku. A co do obowiązków, to właśnie kończę wywiad z badaczką pierwszych dam, autorką bloga http://firstladies.international. Jutro będzie na blogu. Zapraszam. Może ona Cię przekona, że to materia bardziej skomplikowana, niż sądzisz.

  • Inka Balázs

    Zaraz. A dlaczego dzisiaj (miesiąc przed końcem roku szkolnego) ze łzami w oczach pożegnała się z uczniami, skoro mąż funkcję ma objąć dopiero na początku sierpnia? Bo tego chyba nie kumam…

    • To akurat pod publiczkę chyba, bo ponoć ma swoje klasy doprowadzić do końca roku szkolnego 🙂

  • Wojtek

    Mąż dużo zarabia, to i waciki kupi 😉

  • Janek Steifer

    1) Trzeba być niezłym bystrzakiem, żeby nazywać kogoś, kto nie musi się martwić o dach nad głową i jedzenie na stole niewolnikiem. Kogoś, kto na pewno ma obowiązki, ale może sobie pozwolić na realizowanie hobby, podróże, przebywanie na salonach. (Inna sprawa, że niewolnicy dostawali jakiś tam hajsik, więc od razu teza upada, ale mam nową super teze dla autora tekstu: PANI PREZYDENTOWA MA GORZEJ NIŻ NIEWOLNICY!!!!!!!!!)

    2) Trzeba mieć strasznie wykręcone spojrzenie na małżeństwo, skoro zakłada się, że żona kandydata na prezydenta z nim w ogóle nie rozmawia. Zakładać, że jest na tyle głupia, by nie sprawdzić co może, a czego nie może jako przyszła Pierwsza dama i uważać, że jest li tylko niewolnicą decyzji swojego męża. (A jeżeli jest to jest to problem jej małżeństwa – na które zresztą, jak rozumiem, dobrowolnie się zgodziła.) Nie wiem nawet jaka myśl towarzyszy autorowi tego tekstu.

    Dlaczego dziwić kogoś może, że jakaś osoba może godzić się na to, że przez 5 czy 10 lat nie będzie musiała pracować/martwić sie pracą*, bo będzie żoną PREZYDENTA KRAJU? (Abstrahując już od tego, że może niektórym nie przeszkadza, że ktoś na nich pracuje?) Nikt nie wpadł do pokoju np. żony Andrzeja Dudy, nie przystawił jej pistoletu do głowy i nie powiedział: „Wstawaj, cholero, teraz już nie będziesz uczyła… BĘDZIESZ ŻONĄ PREZYDENTA ALBO ZAROBISZ KULKE W ŁEB!”

    *siur, na pewno ma obowiązki. Ale kobieta zostająca w domu by opiekować się dziećmi też pracuje, też musi martwić się pracą, ale nikt nie daje jej za to specjalnej pensji.

    3) W tekscie autor wspomina Jolante Kwaśniewską. To zabawne z dwóch powodów.

    – Mowa o tym, ze Jolka chciała, żeby płacono hajs na jej ZUS – czyli żeby więcej hajsu podatników szlo na dodatkową osobę i dla mnie to z oczywistych względów niefajne.

    – Jolka Kwaśniewska – idealny przykład prezydentowej, która nie zrobiła przeciez potem żadnej kariery, no nie? Nie miała programów w telewizji, itp. Widzialem komentarze, jakie to straszne, ze Pierwsza Dama nawet na ubezpieczenie i ZUS nie dostaje. No na pewno, jakby trafiła do szpitala to nikt by jej nie pomógł i daliby jej umrzeć, bo nie ma składki w NFZ (w ogole – lol, NFZ). Ciekaw jestem czy ktoś potrafi podać przykład pierwszej damy (albo pary prezydentowej w ogole), która mieszka teraz w małej klitce, umiera z zimna i nie ma pieniędzy na jedzenie, bo nie dostawała hajsu jako żona prezydenta. „Zajrzyjcie sobie na podstronę Pierwszej Damy w witrynie prezydent.pl. I co, nadal sądzicie, że tylko robią mężowi mielone? Ale że splendor&chwała im to wynagradza? Być może. Choć wystarczy przeczytać książkę Danuty Wałęsowej, by się przekonać, że niekoniecznie.” – „Splendor i chwała im to wynagradza? Nie! Przeczytajcie książke tej kobiety, o której pewnie nigdy byście nie usłyszeli, ale jest już częscią historii kraju i możecie z tego powodu przeczytać jej książke o tym jak to jest być żoną swojego męża!” Nikt nie kupiłby przecież ksiązki pani Halinki, która opisuje jak to jest być żoną Janusza, sklepikarza spod Wrocławia.

    4) Ale za to autor kończy swoj tekst bardzo ładną myślą, której mógłbym przyklasnąć: „Chętnie przeznaczę na to nano-promil moich podatków Kto ze mną?” – i prosze bardzo, jeżeli ktoś chce samemu oddać pieniądze na kogoś tam to super. Wspieram. Nikomu nic do tego. Ale na pewno nie zabierać siłą z podatków.

    DOBROWOLNOŚĆ. To słowo, które ktoś powinien zasponsorowac autorowi tekstu. Jeżeli ktoś decyduje się na bycie żoną prezydenta bez dostawania comiesięcznej wypłaty to nie ma w tym niczego złego. Gdyby było to ta kobieta by tego pewnie nie robiła – ewentualnie wartość, jaką ma to dla niej jest znacznie wyższa niż comiesięczna wypłata.

    (Acz zgodze się do pewnego stopnia, że jest dziwne, że żona prezydenta nie moze podejmowac sie innych obowiązków. Jednak po zastanowieniu jest to nawet zrozumiałe, bo prezydent to przede wszystkim funkcja reprezentatywna i do tego oficjalnie powinna być raczej neutralna (np. nie wiem jak miałoby wyglądać bycie prawnikiem wg Jolanty Kwaśniewskiej, gdy jej mąż był prezydentem; albo gdyby jakaś prezydentowa zdecydowała, że ma ochote sprzedawąć na kasie w Biedronce :P). )

    • Tekst napisała autorka. Nie autor.

      • Janek Steifer

        Wybacz. Nie miałem pewności, więc używałem okreslenia neutralnego. 🙂 Pozdrawiam.

        • Autor nie jest określeniem neutralnym. Ma bardzo jasno określony rodzaj. Męski. W przeciwieństwie do „matka” 🙂 Pozdrawiam

          • manowce

            facet napisał świetny komentarz, a Tobie starczyło weny tylko na przyczepienie się do jednego słowa? no trochę żenada. albo brak kontrargumentów…

          • Odpowiadam całą nową publikacją na blogu 🙂 Zachęcam do lektury http://boskamatka.pl/spoleczenstwo/pierwsza-dama-prawa-obowiazki/

          • Janek Steifer

            Posiłkowałem się wikipediowa definicją, gdzie oznacza osobę, która stworzyła dzieło. Ale nie ma sensu spierać się nad semantyką. Przepraszam jeżeli Cię to uraziło – zmieniłem „autora” na „autorkę”.

          • Zgrywałam się tylko 🙂 A tu mam nadzieję znajdziesz część odp. na swoje wątpliwości. To m.in dla Ciebie pytam mądrzejszych od siebie, o co w tym wszystkim chodzi. Mój wywiad z badaczką tematyki pierwszych dam http://boskamatka.pl/spoleczenstwo/pierwsza-dama-prawa-obowiazki/

  • Andrzej

    „Dziś Prezedentowa-Elektka Agata Duda, ze łzami w oczach pożegnała się z
    uczniami i współpracownikami krakowskiego liceum, w którym uczyła
    niemieckiego. ”

    .Czyzby?
    Skad taka informacja?
    Zrodlo poprosze.

    „Dziennikarzom powiedziała, że wraca do pracy, na razie nie
    żegna się ze szkołą, do końca roku szkolnego będzie normalnie uczyć
    języka niemieckiego.

    Dziś nie są zapowiedziane żadne kartkówki

    —dodała z uśmiechem Agata Duda”

    Moje zrodlo:

    http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/245805-pierwszy-dzien-po-wyborach-nowej-pierwszej-damy-agata-duda-jak-co-dzien-przyszla-do-pracy

  • Janko Walski

    Czy można prosić o podanie podstawy prawnej tego zakazu pracy zarobkowej dla pierwszej damy? Bo tu: http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,17982515,Ile_zarabia_pierwsza_dama__Nic__Nie_otrzymuje_wynagrodzenia_.html wyczytałam, że nie ma czegoś takiego… to jak jest?

    • Sebastian Jakubiec

      Nie ma zakazu nigdzie zapisanego, to prywatny wymysł autorki i bujda na resorach. W Kancelarii Prezydenta powiedzieli, że przepisów brak – zatem i brak zakazu, ale autorka chciała wypłynąć na szeroki wody kontrowersyjnym wpisem i tyle. 😉

    • Nie istnieją w PL żadne przepisy regulujące status prezydentowej. Istnieją za to żelazne zasady, m.in. ta. I o tym piszę. A tutaj rozmawiam ze znawczynią tematu. Zapraszam do lektury: http://boskamatka.pl/spoleczenstwo/pierwsza-dama-prawa-obowiazki/

  • Natenczas Wojski

    Myślę, że państwo Dudowie jakoś te 5-10 lat przebiedują. Jak córka skończy studia i dostanie jskąś pracę, to ich nieco odciąży. Będzie im wtedy lżej. Żyjąc skromnie i zaciskając pasa dadzą radę przetrzymać jakoś te chude lata.

    • boska matka

      Sarkazm niestety nie przykrywa wystarczająco intelektualnej i emocjonalnej nędzy tego komentarza.

  • Eleonora Stokowska-Starzycka

    Wg mojego rozeznania można założyć sobie konto w ZUS i odprowadzać składki na emeryturę nie pracując.
    Po drugie czy nie należy znieść przepisu prawnego zakazującego żonom prezydenta pracować. Po trzecie potrzebne jest prawo chroniące wszystkie kobiety, nie tylko żony prezydentów, pracujące w domu, wychowujące dzieci, prowadzące gospodarstwo domowe, wspierające męża pełniącego ważne funkcje państwowe i zaliczenie tego okresu do stażu emerytalnego – składkowego czy nie składkowego, to jest do dyskusji. Tak jest w wielu krajach.
    Mam pytanie, czy pani Jolanta Kwaśniewska zabiegała o taką emeryturę dla prezydentowych czy dla wszystkich kobiet? O ile pamiętam była mowa o tym na Kongresie Kobiet.
    Może należy wprowadzić obowiązek ubezpieczenia emerytalnego dla wszystkich, aby nie było takich sytauacji, tylko nie wiem jak.

    • poiuy

      Proponujesz: „wprowadzić obowiązek ubezpieczenia emerytalnego dla wszystkich”. On już jest dla tych co pracują. Ale powiedz mi skąd mam wziąć na składkę na to ubezpieczenie, jeśli nie mam pracy i nie wolno mi z mocy prawa zarejestrować się w bezrobociu. Takich przypadków jest wiele u nas i będzie więcej.
      Obszary biedy są w Polsce ogromne. Nie chcę i nie mogę wyjechać z Polski, to mój kraj i nie mam tu pracy.
      Nie wszyscy możemy zostać przedsiębiorcami. Mam pomysł na emeryturę – wyskoczę przez okno.

      • Sebastian Jakubiec

        Praca jest i pracować można. Nie poruszajmy tego tematu, bo będzie niemiło. Pracy Ci u nas dostatek i dla tych co chcą pracować u kogoś i dla tych, co chcą mieć własny biznes. Trzeba tylko chcieć i aktywnie (słowo klucz: aktywnie) o tą prace walczyć. Samo latanie ze stertą CV nie jest aktywnym szukaniem.

        Co do obowiązkowego ubezpieczenia – nie zgadzam się. Ubezpieczenie powinno być dobrowolne i powinno być przeniesione w pełni na filar prywatny.

    • Maciek Sułkowski

      Nie ma przepisu prawnego zakazujacego żonom pracować.

      • Eleonora Stokowska-Starzycka

        Autorka artykułu twierdzi, że jest.

        • Sebastian Jakubiec

          Wierzysz twierdzeniom nieznanej osoby z sieci czy konkretnym, przytoczonym artykułom ustawy?
          Dodatkowo polecam lekture komentarzy, gdzie autorka z tego co pamiętam, przyznaje iż z Kancelarii Prezydenta dostała informacje iż takich przepisów NIE ma. Temat rozdmuchany na siłę.

          • Eleonora Stokowska-Starzycka

            Dziękuję, rozumiem.

        • Nie twierdzę nigdzie, że istnieje przepis. Proszę czytać uważnie. Co nie znaczy, że tematu nie ma. Polecam moje rozwinięcie tej kwestii http://boskamatka.pl/spoleczenstwo/pierwsza-dama-prawa-obowiazki/

          • Eleonora Stokowska-Starzycka

            Przeczytałam rozwinięcie. Dziękuję za odpowiedź. Z artykułu zrozumiałam co innego, w komentarzach jest to powiedziane wyraźnie.

            Czy nie słuszniej byłoby rozwiązać łącznie zarówno sprawę pensji/emerytury prezydentowej jak i innych kobiet znajdujących się w podobnej sytuacji. Sytuacja tych pozostałych jest znacznie bardziej dramatyczna i niekomfortowa w przypadku rozstania z mężem.
            Sytuacja prezydentowej jest o tyle bardziej komfortowa, że zdobywa olbrzymie doświadczenie i wiedzę w czasie kadencji męża, to jest jak uniwersytet, pozwala jej to na znalezienie pracy łatwiej niż innym kobietom, ponadto nie wątpię, że obydwoje z mężem zadbali o jej przyszłość. Ktoś, kto jest prezydentem, chyba jest na tyle przewidujący?

          • boska matka

            Zgadzam się absolutnie, że prezydentowa jest w o niebo bardziej komfortowej sytuacji materialnej niż tysiące kobiet wykonujących nieodpłatnie prace opiekuńcze i domowe rezygnując z pracy zarobkowej. I całym sercem jestem za tym, by taką pracę przynajmniej oskładkować (dużo pisze na ten temat na łamach tego bloga). Martwi mnie tylko ta luka w prawie. To, że de facto, choć nie de iure, żony prezydentów mają rozliczne obowiązki, nie mając przy tym praw. Dostrzegają to konstytucjonaliści i nawołują do określenia w przepisach, jakie są i obowiązki, i prawa żon prezydentów, bo ta luka daje pole do nadużyć. A poza tym, to fatalna praktyka urzędu, który zajmuje się na szeroką skalę kwestiami rynku pracy i zabezpieczeń społecznych. Jak mogą wiarygodnie walczyć np. z zatrudnieniem na czarno, skoro sami „na czarno” zatrudniają pierwszą damę?

          • boska matka

            Poza tym strasznie mnie mierzi założenie, że skoro zarabia mąż sprawa jest załatwiona. Otóż nie jest i wie to każda kobieta będąca utrzymanką męża. Tyle, że utrzymanka może nic nie robić, albo jak zechce może podjąć pracę. Prezydentowa (znów de facto, nie de iure) nie może.

  • x

    Chociaż pierwsza dama to semicka dziewoja to wam syjonistycznio peowskie szczury już nic nie pomoże powoli wasze złodziejstwo będzie wychodziło na jaw, lud przyjdzie i nie będzie litości

  • Pingback: Gorzka beza prezydentowej - boska matka()

  • ohoho

    Dama nie dama pisz pan dama… jaka pierwsza dama.. wybieraliśmy prezydenta a nie „pierwszą dame” już obrasta w piórka… by się wstydziła…14 tysięcy to mało na dwoje… inni żyją za 1400 albą mniej w kilka osób. Jak chce emeryture to niech dalej pracuje w szkole. Co ona będzie robić… dobre wrażenie?

  • Maciek Sułkowski

    Artykuł nieprzemyślany, oparty o inny akrtykułz TVP info, w którym duzo jest nieprawdziwych informacji. Nie tyle pierwsza dama nie może co po prostu jest jej wygodnie być „zoną męża”. Prawnie nie ma zakazu pracy. Gdyby się żona uparła mogłaby robić nadal to co robi. Nadal może robić co chce, a w kazdym przypadku chce być pierwszą damą, z góry wiedząc ze pensji za to nie dostaje. Nie ma ustawy żadnej mowiacej o obowiazkach pierwszej damy i o jakichs zakazach nią obowiązujących, Raczej wytworzył sie taki patriarchalny zwyczaj, w ktorym niestety dotychczasoe pierwsze damy biorą udział i nie są wstanie wybic się, jak na prawdziwą feministke by przystało, na niezależność NIe mam nic przeciwko temu aby zarabiała będąc żoną prezydenta, tylko wtedy należy wpisac ustawowe obowiązki pierwszej damy i ustalić odpowiednio do tych obowiązków pensję.

    • A które konkretnie informacje są nieprawdziwe?

  • mj

    Błąd logiczny przy tezie : „przymusową”. Pierwszymi niewolnicami są samotne matki, które wychowują swoje niepełnosprawne dzieci. Im BOR nie robi zakupów i nie mieszkają za darmo w wielkim domu. Ich dzieci nie wożą do szkoły limuzyny z ochroną. Nie ma obowiązku bycia prezydentem. Wg mnie Pani teza jest nietrafiona i wyssana na siłę z palca

    • Rozumiem wątpliwość. Może przekonają Pana/Panią wyjaśnienia znawczyni tematyki pierwszych dam, z którą przeprowadziłam na tę okoliczność wywiad http://boskamatka.pl/spoleczenstwo/pierwsza-dama-prawa-obowiazki/

      • mj

        Nie przekonały. Może wyjaśnię dlaczego podważam słowo „przymusową”. Nie dlatego, że będąc żoną Prezydenta ma wybór co ze sobą robić, lecz dlatego, że ma wybór w momencie ZANIM z mężem podjęła decyzję co do jego kandydatury. Dla mnie to jest paranoja – wyścig o fotel Prezydenta to nie jest coś obowiązkowego. Ja jakoś bez tego żyję. PS nie robią na mnie wrażenia liczne tytuły przed nazwiskiem „eksperta”. No może tylko wtedy, gdy jest to fizyk lub matematyk. Bycie doktorem od „tematyki pierwszych dam” brzmi…hm… może nie dokończę.

        • boska matka

          No trudno. Jakoś muszę z tym żyć 🙂

        • No trudno. Jakoś muszę z tym żyć. A lekceważenie badaczki, która zgłębianiu tej tematyki poświęciła kilka lat pracy naukowej, uznaję za… hm… może nie dokończę.

  • qw

    jest dokładnie odwrotnie. to cała reszta Polek robi za niewolnice. pracując zawodowo i oddając 80% pensji w podatkach państwu (mając przy tym pracę w domu). a żona prezydenta wpierając męża żyje z jego pensji prezydenckiej, która powinna wystarczać obojgu.

  • Tomek

    Dla mnie dyskusje o marnym wynagrodzeniu prezydenta i
    Prezydentowej są żartem. Mają wszystko, żyją jak rodzina królewska. Ile kosztowałby wynajem pałaców, ktere maja do dyspozycji? Ile trba zarabiać, żeby mieć służbę, żeby latać na wakacje samolotem? To są zarobki. Ja jak dojeżdżam do pracy to nie mogę odliczyć nawet paliwa. Dyskusja do bani.

  • Mirosław Naleziński

    Pierwsza dama powinna otrzymywać pensję np. 1/3 tego, co mąż prezydent. Podanie procentażu uchroniłoby np. coroczne zmiany Sejmu dot. tej płacy – byłaby automatycznie rewaloryzowana przy płacy prezydenta.

  • Sylwia ORhminus Kowalska

    Kiedy przeczytałam ten artykuł zadałam sobie pytanie : Czy autor /ka sprawdziła sobie jaki jest budżet prezydenta, jego kancelarii oraz pałacu prezydenckiego bo czym innym jest finansowanie kancelarii a trochę czym innym nowego mieszkania prezydenta i jego rodziny. Przepraszam bardzo ale chyba nie. Po pierwsze kandydując na urząd prezydenta jak pisali inni również żona ma świadomość co się stanie z nia po jego wyborze. Po drugie ktoś chyba zapomniał i tu nawet ekspert konstytucjonalista nie ma racji, że zwyczaj nie jest prawem i dopiero jak ktoś ten zwyczaj uchwali jako prawo wtedy trzeba tańczyć tak jak zagrali parlamentarzyści. Do czego więc zachęcam? Do tego by któraś żona prezydenta nie rezygnowała z pracy np. swojej firmy i mogła ją dalej prowadzić właśnie przeciwko wszystkim palantom prawnikom, którzy wypowiadają się o zwyczajach. Pani prezydentowa ma szereg obowiązków ale chyba większość zapomina, że to ona ustala reguły. Nie ma prawa bo nie zostało to określone czy żona prezydenta musi być na 100 spotkaniach charytatywnych czy na 50?Dostaje dom, kucharza itp. Za to wszystko przez 5 lat nie płaci. Na to idą pieniądze z naszych podatków. Podobnie prezydent. Przepraszam więc bardzo ale mogą w ramach pensji prezydenta finansować sobie to czego państwo im nie daje choćby i trzecie filar dla małżonki. Mała pensja prezydenta – to co? po co nadal są chętni? dla prestiżu, dla władzy, dla koneksji i dobrej pracy po zakończeniu kadencji? Żaden prezydent źle na tym nie wyszedł. Sorry niektórzy pewnie pomyślą sobie,że nic nie rozumiem. Ale wiem jedno. Wiem jaki jest budżet i wydatki na prezydenta i jego rodzinę. Pamiętajcie, że im coś ma mniej regulacji prawnych tym więcej można tam wydać pieniędzy bo nikt prezydenta nie postawi przed Trybunałem za zbyt wysokie wydatki na swoją żonę. Szczególnie, że sam prezydent podpisuje ustawę budżetową, której częścią są wydatki samego prezydenta. !!!!

    • boska matka

      Znam budżet Kancelarii Prezydenta. Tym bardziej, nie znajduję powodu, by pierwsza dama miała pracować za darmo i bez zabezpieczeń emerytalnych.

  • Sylwia ORhminus Kowalska

    dodam jeszcze ,że prezydent jest w całości finansowany z budżetu, cytuję artykuł a jak ktoś chce byćbardziej dociekliwy może sobie sprawdzić na stronach rządowych . I jeszcze Pan Duda się na to załapie. A co zrobi z budżetem w roku 2016 będziemy się mogli przekonać w zależności od tego czy parlament będzie za nim czy przeciwko niemu. Na dodatek podkreślam, że stoi jak byk, że cały czas są finansowane biura byłych prezydentów!!!!! cytat:

    U prezydenta bez rewolucji

    Kancelaria Prezydenta nie zamierza wydać ani mniej, ani więcej niż w 2014 roku. – Projekt budżetu został określony na tym samym poziomie i wynosi 167,6 mln zł – powiedziała Agnieszka Rylska-Tabaczyńsk z Kancelarii Prezydenta RP. – 3 grudnia projekt był rozpatrywany przez Sejmową Komisję Finansów Publicznych, która nie wprowadziła żadnych poprawek.

    Dokładnie tyle samo wyniosą świadczenia dla osób fizycznych (1,1 mln zł), z których utrzymywane są biura byłych prezydentów (około 454 tys. zł), wypłaca się odszkodowania i odprawy pracowników (383 tys. zł), a także kupuje odzież reprezentacyjną (60,5 tys. zł).link: http://prawo.money.pl/aktualnosci/wiadomosci/artykul/budzet-na-2015-rok-wydamy-850-mln-zlotych-na,139,3,1680011.html

  • qw

    jest dokładnie odwrotnie. cała reszta Polek pracując na etacie i oddając państwu 80% zarobków (a potem jeszcze wykonując prace domowe). panie prezydentowa jest przynajmniej utrzymywana przez męża, z jego pensji – tak jak powinno być.

    • Brzeska

      Niby czemu ‚tak jak powinno być’? Koboeta jest upośledzona by siebie utrzymać? Godzi to w godność mężczyzny jak zarabia? Jak nie prosi o każdą złotówkę?

  • Pingback: Kobietę za darmo zatrudnię. Mężczyznę też, a co tam. | My, babki()

  • Zbigniew

    Pani Agato (Pierwsza Dama), proponuję szybko się rozwieść zanim znajdą jakiś bzdurny przepis który ostatecznie Panią zniewoli. Takie rzeczy są możliwe w Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.

  • Tianzi

    W takim razie przynajmniej na zostanie Pierwszą Damą trzeba wyrazić zgodę i/lub można z tej funkcji zrezygnować, bez konieczności rozwodu z małżonkiem. Prawda? Prawda…?

  • Ludmiła Machoń

    Wiele hałasu o nic, czyli nihil novi sub Internet…Zastanawia mnie, dlaczego autorka bloga mieniąca się feministką wywołuje burzę w szklance wody z uporem godnym lepszej sprawy, podejmując kwestię o nikłym znaczeniu dla ogółu społeczeństwa (a nawet dla jego połowy, jeśli , zgodnie z duchem artykułu, przyjmiemy optykę feministyczną) . A może to tylko sprytny chwyt mający na celu wykorzystanie zmiany warty w Belwederze, aby wprowadzić tylnymi drzwiami (na plecach niczego nie podejrzewającej i Bogu ducha winnej żony prezydenta elekta, która już zbiera niezasłużone cięgi ) kolejną jałową dyskusję o nieodpłatnej pracy kobiet w domu. Ta kwestia przewija się w debacie publicznej co jakiś czas wraz z nieodłącznym hasłem o konieczności wynagradzania tej pracy z budżetu państwa, jednak mało która z jej orędowniczek zdaje sobie sprawę z faktu, że wprowadzenie tych utopijnych rojeń w życie pociągnęłoby za sobą katastrofalne skutki ekonomiczne i społeczne, takie jak zapaść gospodarcza i nowe rodzaje nierówności i niesprawiedliwości społecznej. Ale o tym w dalszej części moich wywodów, teraz powróćmy do sedna sprawy . Pierwsza niewolnica Rzeczypospolitej, symbol uciśnienia, męczeństwa i darmowej posługi kobiety – jakież chwytliwe hasła, szkoda tylko że niezgodne z prawdą i do cna demagogiczne. Proponuję powściągnąć emocje, zdjąć ideologiczne okulary i przyjrzeć się gołym faktom. Po pierwsze NIE istnieje żaden przepis prawny, który zabraniałby pierwszej damie podejmowania pracy zawodowej/aktywności zarobkowej, jakkolwiek istnieją pewne obostrzenia co do prowadzenia działalności w określonych obszarach, gdzie mogłoby dochodzić do ewentualnego konfliktu interesów czy pojawiłoby się ryzyko ulegania wpływom grup nacisku, itp., jednak nie powinno dotyczyć to małżonki Pana Dudy, która jest germanistką . Po drugie, powoływanie się na zwyczaj lub precedens w prawie polskim jest błędem, gdyż nie obowiązuje u nas prawo zwyczajowe, tak jak na przykład w Wielkiej Brytanii, lecz stanowione, dlatego przy braku podstawy prawnej (czytaj wyraźnego lub dorozumianego zapisu w odpowiedniej ustawie) nie ma żadnych przeciwwskazań co do kontynuowania/podejmowania przez panią prezydentową aktywności zawodowej z wyjątkiem pewnych typów działalności. Presja społeczna, jakkolwiek uciążliwa, jest czynnikiem wyłącznie psychologicznym, i jako taki nie stanowi podstawy prawnej, zresztą śmiem wątpić, czy nasze, coraz bardziej wyemancypowane i przesiąknięte duchem neoliberalizmu społeczeństwo nadal oczekuje od pierwszej damy poświęcenia kariery zawodowej na ołtarzu jakiejś iluzorycznej służby państwowej. Nie przypominam sobie, aby ktoś ostatnio przeprowadzał miarodajne badania na ten temat oczekiwań społecznych wobec pierwszej damy , dlatego ze sporą rezerwą podchodziłabym do opinii jakiegoś samozwańczej ekspertki od ….żon prezydentów, która trąci raczej kolumną plotkarską a nie ugruntowaną wiedzą z zakresu prawa czy psychologii . A nawet, gdyby takie oczekiwania ze strony części społeczeństwa istniały, to nie byłyby one w żadnym stopniu uprawnione ani wiążące, gdyż pani prezydentowa, w przeciwieństwie do jej małżonka, nie jest politykiem, nie została wybrana przez naród jako reprezentantka jego interesów, nie pełni żadnej oficjalnej funkcji i dlatego nie może być ze swoich zawodowych wyborów przez naród rozliczana. Termin „pierwsza dama” to jedynie kurtuazyjne określenie a nie żaden urząd ani zawód, dlatego nie daje uprawnień do pobierania uposażenia W świetle powyższego , ewentualną decyzję pani Dudy o odejściu z pracy należy rozpatrywać jedynie w kontekście jej indywidualnych wyborów. Poza tym, skąd w niektórych feministkach tyle aroganckiego zacięcia, aby „uszczęśliwiać” innych na siłę? Sama zainteresowana, podobnie zresztą jak i jej poprzedniczki ( z wyjątkiem pani Kwaśniewskiej, której rozżalenie z powodu konieczności zamknięcia intratnej działalności mogącej rodzić ewentualny konflikt interesów z urzędem małżonka, można niejako zrozumieć) nie czuje się pokrzywdzona i nie podnosi lamentu, może dlatego, że potrafi myśleć bardziej perspektywicznie ( zamiast naiwnej wiary w ZUS czy etat jako podstawę zabezpieczenia finansowego) i zrezygnować z doraźnej gratyfikacji na rzecz bardziej długofalowych korzyści. Przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie zaprzeczy, że jej nowa rola , pomimo pewnych ograniczeń i niedogodności, niesie ze sobą także wiele przywilejów i zaszczytów niedostępnych zwykłym śmiertelnikom, które niejako te niedogodności równoważą, otwiera nowe szanse i może okazać się trampoliną także dla jej przyszłej kariery (patrz casus medialnej kariery Jolanty Kwaśniewskiej, sukces pisarski Danuty Wałęsowej, działalność polityczna Hillary Clinton). Obawiam się, że nieopatrzne działania nierzetelnej prasy mogą wyświadczyć małżonce prezydenta elekta iście niedźwiedzią przysługę, gdyż w tym wszechogarniającym szumie informacyjnym łatwo się pogubić i już niektórzy nieuważni czytelnicy zaczynają bezpodstawnie wieszać psy na Pani Dudzie za rzekomą pazerność, choć ona sama nigdy nie zgłaszała żadnych roszczeń finansowych! Dlatego apeluję do dziennikarzy o powstrzymanie się od przeinaczania faktów a do czytelników o zdrowy rozsądek, powściągnięcie emocji i dystans do tego, co przeczytają w Internecie, gdyż zarówno druk jak i sieć mają nieograniczoną zdolność absorbowania hektolitrów bzdur i jedynie zdolność krytycznego myślenia może nas ocalić przed ideologicznie zakrzywioną wizją rzeczywistości.
    A wracając do newralgicznej kwestii nieodpłatnej pracy kobiet w domu, aż chciałoby się wykrzyknąć pewne hasło z kampanii prezydenckiej Billa Clintona o gospodarce. Zwolenniczki tego rozwiązania wpadają w błędne koło, zapominając, że na tak wypasiony „socjal” mogłyby pozwolić sobie tylko bardzo zamożne państwa a, jak dowodzą badania Eurostatu, głównym źródłem bogactwa w krajach UE i poza nią jest praca zawodowa obywateli, w tym także kobiet. Zupełnie nieprzypadkowo w krajach o wysokim PKB i wysokim Wskaźniku Rozwoju Społecznego , które słyną także z modelowych rozwiązań finansowo- prawnych w kwestii szeroko rozumianej opieki socjalnej i urlopów rodzicielskich, wskaźnik czynnych zawodowo osób w wieku produkcyjnym, w tym także kobiet, jest najwyższy. Poniżej przytaczam dane; W krajach o najwyższym PKB na mieszkańca (Szwajcaria, Islandia, Norwegia, Holandia i Dania) stopa zatrudnienia osób w wieku ponad 15 lat jest znacznie wyższa niż w krajach o najniższym PKB lub przeżywających poważne trudności gospodarcze (była Jugosłowiańska Republika Macedonii, Turcja, Chorwacja, Grecja i Węgry). Stopa zatrudnienia w Polsce (59,7%) jest niższa niż średnio w Unii (64,5%), a w porównaniu ze Szwajcarią jest niższa aż o 20 punktów procentowych. Dramatycznie niska jest w Polsce stopa zatrudnienia kobiet w przedziale wiekowym 55-64 lata: 27,3% przy średniej unijnej 40,2%. W Islandii wskaźnik ten wynosi aż 76,3%, a w Niemczech 53%. Zestawienie to jasno pokazuje, że społeczeństwa, w których więcej ludzi pracuje a mniej pozostaje na garnuszku państwa, są znacznie bogatsze od społeczeństw, w których jest odwrotnie. Dlatego to całe lansowanie pozostawania kobiet poza rynkiem pracy, stanowiące kuriozalny przykład konsensu pomiędzy prawicowymi konserwatystami a pewnym odłamem lewicowych feministek, jest niekorzystne nie tylko pod względem społecznym ale i ekonomicznym ( zarówno w skali macro dla pojedynczych rodzin, jak i w skali macro dla gospodarki całego kraju ).
    Poroniony pomysł o płaceniu kobietom za zajmowanie się własnym domem i wychowywanie własnych dzieci zasługuje na salwy śmiechu politowania także dlatego, że – pomijając już zupełną jego utopijność i niewykonalność w naszym systemie społeczno-gospodarczym – takie rozwiązanie nie tylko jeszcze bardziej zahamowałoby rozwój gospodarczy kraju (rozbuchane wydatki społeczne, spadek przedsiębiorczości i zatrudnienia a w efekcie mniejsze PKB i powszechne pogorszenie się stopy życia obywateli), ale na domiar złego zwiększyło i tak już spore obciążenia podatkowe grupy pracującej. Nie mówiąc już o tym, że byłoby to po prostu rażąco niesprawiedliwe- nie tylko pod względem fiskalnym – wobec wszystkich aktywnych zawodowo obywateli, których w pracach domowych nie wyręczają nieodpłatnie krasnoludki. Bo dlaczego za prozaiczne czynności, które wykonują prawie wszyscy niezależnie od płci, stanu cywilnego czy sytuacji zawodowej płacić tylko kobietom niepracującym zawodowo? Skoro zajmowanie się domem postrzegamy w kategoriach „etatu”, to co z kobietami, które według tego rozumowania ciągną dwa etaty, godząc pracę z domem, co z mężami, którzy w ramach podziału obowiązków biorą na siebie połowę czy też jakąś część domowego etatu? Gwoli sprawiedliwości społecznej trzeba by wtedy płacić każdemu, kto palcem kiwnie w swoim domu, i na dokładkę refundować także pomoce domowe dla zabieganych „karierowiczów” i „karierowiczek”. Do beneficjentów tego systemu zechcieliby zapewne należeć także ci , którzy wykonują drobne naprawy w domu i wożą swoje rodziny (Przecież taksówkarz to zawód mający określoną wartość rynkową, więc dlaczego niby wozić tłusty tyłek teściowej za darmo), a nawet ci, którzy pełnoetatowo oddają się czynności dłubania w nosie (bo trzeba zerwać z tym krwiożerczym neoliberalnym premiowaniem pracy zawodowej i aktywności przynoszących jakąś wartość dodaną dla gospodarki i pozwolić ludziom bez przeszkód realizować swoje hobby z budżetu państwa).
    Pozostanie w domu z wyboru a nie z konieczności (małe czy przewlekle chore dziecko) jest fanaberią i nie widzę powodu, aby państwo miało pokrywać fanaberie obywateli z pieniędzy podatników (jakkolwiek z całego serca popieram wszelkie rozwiązania wspierające i odciążające rodziców pełnoetatowo opiekujących się przewlekle chorymi i niepełnosprawnymi dziećmi ).

  • Pingback: Sorry, ale nie znam Pana tekstu - Dziennikarz.pl()

  • Pingback: Kobietę za darmo zatrudnię. Mężczyznę też, a co tam. | Dzieciowo mi!()

  • Pingback: Pierwsza Dama zarabia sama - boska matka()

  • Pingback: Pierwsza Dama: najbardziej zapracowana „niepracująca” żona swojego męża | Dom to praca()

  • Pingback: Pierwsza Dama – najbardziej zapracowana „niepracująca” żona swojego męża – Dom to praca()