• wkurzyłam się razem z Tobą, udzieliło mi się!

    • Nie tylko Ty. Jak dziś czytam internety, to widzę, że wkurw się ściele szeroko.

  • Ja rozumiem, że dzieci ktoś mieć nie chce. Nie jest to obowiązkowe. Natomiast jak ktoś się już na to dziecko decyduje to powinien zapewnić temu dziecku chociaż minimum swojego czasu. I to wcale nie dla ograniczeń samej siebie, ale dla dobra dziecka. Nawet zwierzęta nie odrzucają swoich młodych na starcie. Powrót do pracy po kilku dniach to dla mnie egoizm i to najwyższych obrotach. Jeszcze się tym chwalić?

    I jeszcze wmawiać innym swoje racje? 🙂 Do czego my zmierzamy …

    • Bez generalizacji. Zależy do jakiej pracy. Jak praca to 1,5 godzinny wykład pod domem, to aż miło iść, tlenu nałapać. Oczywiście jak się w ogóle jest wstanie ruszyć się z łóżka kilka dni po porodzie, bo ja nie byłam;>

    • Ja nie mam nic do wracania do pracy (sama wrócę). Ale nie zgadzam się, żeby nie dostrzegać pracy w pozostaniu z dzieckiem w domu. To jest PRACA (opiekuńcza i nie tylko). Obcym ludziom/instytucjom się za nią płaci. Matkom nie.

  • ale także (powoli i mozolnie) próbuje uwzględnić (nie tylko kobiecą, do cholery) potrzebę równowagi między życiem zawodowym i prywatnym
    którzy dla matek (a przy okazji też ojców) chcą coś wywalczyć i zmienić

    Ach, Boska, perełko internetsu ty moja! Feminizm feminizmem, a mnie osobiście najbardziej cieszą te jaskółki – że ktoś wreszcie dostrzega, że dziecko ma także ojca, a ojciec ma także dziecko. I to nie w odwiecznym kontekście walki o gary, tylko naturalnym rytmem. Że czasem on i ona po prostu to dziecko lubią.
    O zgrozo.

    • Ja akurat dostrzegam, że to dostrzega głównie feminizm, ale mniejsza. Ktokowiek dostrzega, ten mi brat (czy siostra) 🙂

  • Sara

    Zgadzam się z większością, niemniej jednak nie znam żadnego księdza (a znam ich naprawdę bardzo wielu), który byłby „wrogiem kobiet”. Radzę odejść od ogólników.
    Jeśli zaś chodzi o pogardę dla matek to mnie najbardziej wkurwiają matki-celebrytki, opisane pod zdjęciem w Twoim Stylu „2 tygodnie po porodzie!” całe w makijażu, bieliźnie modelującej i bez cieknących cycków i bez połogu na bankiecie, podawane jako wymarzony przykład p.Magdaleny Środy łączenia pracy z macierzyństwem i heroizmu. Kuźwa! Ja bym nerkę oddała, żeby miesiąc po porodzie wyjść wkońcu z domu, od tego dziecka, którego się trzeba uczyć, którego się nie rozumie i które wywołuje tyle skrajnych emocji i nerwów, godzinkę chociaż urwać dla siebie. Wyjść, umalować się i ubrać w kieckę, pogadać o dupie maryny i napić się modżajto, no ja pier, co za męstwo!

    • Ja też nie znam takich księży, ale prof. Środa zna tylko takich.

    • Józek

      Hoser Oko Longchamps to przyjaciele kobiet gejów i etyki seksualnej w szkołach. A proboszcz antysemickiej bibuły w swojej kruchcie nie czyta i nie reklamuje, nie ma na to Czasu bo leci na pielgrzymkę rodzin

      • Jak dla mnie to tacy sami z nich chrześcijanie, jak ze Środy przyjaciółka kobiet.

  • to co mnie zastanawia straszne to to, że według niektórych punkt widzenia (słuszny!) jest tylko jeden, a jeśli ktoś ma inny – to znaczy że zacofany i pozbawiony intelektu. pewnie przez hormony.
    mamy wolność wyboru. to moja sprawa, czy dziecko chcę mieć czy nie. czy macierzyński biorę w całości, czy może dzielę go z partnerem. czy po nim wracam do pracy czy może zostaję w domu. bo to moje życie, moje dziecko, moja rodzina, moje wybory, i nikt nie ma prawa mi powiedzieć, ze robiąc tak lub inaczej postępuję „dobrze” lub „źle”. jeśli tak mówi – świadczy to o poziomie wiedzy, kultury i inteligencji tej osoby.

  • casalinga

    Ja zawsze się uważałam za feministkę, ale jak tylko słuchałam wypowiedzi czołowych feministek to mi to przekonanie przechodziło. Feminizmu nie można budować na antagonizmie do – nie wiem czy istnieje na to inne słowo – męskości. To tak jak z narządami płciowymi: nie można mówić, że chłopcy to mają siusiaki a dziewczynki nie mają, po prostu: chłopcy mają siusiaki a dziewczynki mają cipki. Jestem kobietą bo się nią czuję – nie tylko biologicznie, nie będę udawać, że chcę być traktowana jak facet, bo nie chcę. Bo chyba nie na tym ma to równouprawnienie polegać. Jestem matką – bo chciałam być matką, tak samo jak są mężczyźni którzy chcą być ojcami – nikt ich jakoś za to nie stygmatyzuje.
    Łączę się we wkurwie 😉

    • lolek

      „Feminizmu nie można budować na antagonizmie do – nie wiem czy istnieje na to inne słowo”
      Korwinizm…

  • Pingback: Blogerka Boska Matka: Nieludzka twarz feminizmu, czyli dlaczego prof. Środa gardzi matkami? | Codziennik Feministyczny()

  • AleksandraAlicja

    Moje macierzyństwo? Zazdroszczę tym, które mogły być z dziećmi przez cały rok- ja się „nie załapałam”, na szczęście miałam możliwość pracy na pół etatu. Bo bez tego to chyba bym zasiliła szereg bezrobotnych :/ Uwielbiam spędzać czas z synem i uważam, że ten czas mu się należy. Bo życie dorosłe to nie bajka, a tylko będąc z synem TERAZ jestem w stanie mu zapewnić dobry start w życie, pewność siebie i poczucie bezpieczeństwa. Rolą matki jest być z dzieckiem i mam w nosie, co sądzą „feministki”. A wracanie do pracy po porodzie to dla mnie skrajny egoizm (o ile nie jest wymuszony warunkami życiowymi) życie zgodne z projektami… Mój syn nie jest projektem- jest żywą istotą!

  • StoneCherry

    No ja gratuluję Najbrzydszej z panteonu polskich top- feministek znajomości historii. Chyba, ze jak niektórzy ziemianie uważa, że chlopi i biedota duszy nie mają. Wszystkie kobiety? Już ja widze chłopki w XV w jak pędzą z dzieckiem do mamki. Mamką jest oczywiście facet. Tak samo jak facet sprząta u Środy. Fajnie być feministką i łączyć pracę zawodową z domem, zwalając poślednie i nielubiane prace na inne….siurpryza! Kobiety! Feministki pokroju Środy są do wyższych rzeczy, do rodzenia i wychowania podatników sponsorujących panią prof jesteśmy my – ciemny motłoch kobiet.

  • Hymmm… zapewne dla niektórych twarzą polskiego feminizmu jest raczej Kazimiera Szczuka, a nie Magdalena Środa. Co mają przytyki do urody profesor Środy, to nie wiem, ale od razu kojarzy mi się to z tekstem: http://dziennikfrazeologiczny.blogspot.mx/2014/05/prymuski-patriarchatu.html

    Nie jestem matką, nie mam dzieci, więc trudno mi się wypowiadać w tej kwestii, ale nie mogę się zgodzić z tym, że Środa wszystkie aspekty macierzyństwa neguje i wstawia do kąta. A co z innymi jej postulatami, które są mądre? Np. dbanie o swoją emeryturę, o możliwość powrotu do pracy? Lubię jej światopogląd i wielokrotnie się z nim zgadzam. Czasem bardziej niż z Graff i jej opowieścią o tykającym zegarze.
    Mój nie tyka.
    Nie przesadzałabym z tą pogardą, a koncept dzieciństwa jako takiego jest rzeczywiście dość młody, ale nie sądzę, żeby był to z jej strony atak. I fajna, krótka notka o książce, do której zapewne odwołuje się Środa, chociaż tego nie wiem, na dyskusji nie byłam.
    http://horylka.blogspot.com/2012/08/philippe-aries-historia-dziecinstwa.html

    • Ale tu nie o koncept dzieciństwa chodzi, tylko macierzyństwa. Bo matka chce być z dzieckiem nie tylko dlatego, że ogłupił ją patriarchat wmawiając, że to dobre dla dziecka. Chce z nim być, bo to dobre, przyjemne i wartościowe dla niej samej. Przynajmniej ja tak to czuję i wiele kobiet, z którymi rozmawiam. I w żaden sposób nie kłóci się nam to z prawem powrotu do pracy i zapobiegliwością w kwestii emerytury.

      • No ok. Rozumiem Twoje zdanie i Twoją opinię, ale piszesz o macierzyństwie. Ja myślę, że Środa jak i wiele polskich feministek boją się macierzyństwa i tego, że zepchnie kobiety w objęcia bezpłatnej pracy opiekuńczej, tego, że wykreśli je z rynku pracy i spowoduje, że opowiastka o tym, że tylko kobiety nadają się do bycia z dzieckiem powróci jak senny koszmar. Rozumiem, jej obawy, bo wciąż nie mówimy o rodzicielstwie tylko o macierzyństwie.
        I przyjmuję to, że Ty chcesz być z dzieckiem.Może ona nie chciała. Tu się różnicie i takich różnic będzie wiele. Ale czy to oznacza, że trzeba negować całość? Pytanie, czy to z taką różnorodnością możemy sobie poradzić i jak to zrobić.

        • Z pewnością nie możemy tego zrobić insynuując, że macierzyństwo ogłupia, a urlop macierzyński to wagary.

  • Józek

    Mnie tam moje ojcostwo ogłupia. Zwłaszcza jak czytam zawodowe dokumenty to czuję że mnie kompletnie już zgłupiło.

    I czuję się (Czasem) jak na Wagarach gdy dzieci mnie nie załamują tylko akurat są fajne i wesoło się bawimy

  • Takie wypowiedzi bardziej mnie bawią niż złoszczą. Zwłaszcza w ustach dojrzałej kobiety, która powinna mieć już poukładane pod sufitem. Zwłaszcza w kwestiach biologii. Bo walczący „feminizm” neguje biologiczny podział na kobiety i mężczyzn. Bo chce pomijać role, jakie ma kobieta i mężczyzna, w prostej i starej jak świat prokreacji. Bo chce wyrównać wszystkie różnice. Nawet wbrew naturze.
    Rola ojca (współuczestniczącego, obecnego, opiekuńczego, w sensie bliskości i ciepła), jaką narzucają współczesne normy społeczne bardzo mi odpowiada. Zdejmuje ze mnie, z kobiety część odpowiedzialności i obowiązków. Ale nie jestem pewna, czy tak ustawiona rola społeczna odpowiada wszystkim mężczyznom…
    Do niedawna te same normy, w imię równouprawnienia, wrzucały nam na garb kolejne obowiązki – pracy zawodowe i perfekcji w dziedzinach: dom, praca, rodzina. I sądzę, że nie wszystkim kobietom to odpowiadało. Były (i są) takie, którym rola żony, matki i gospodyni najzupełniej wystarczy. Uwielbiają to i w tym się spełniają. Dla nich praca zawodowa to zło konieczne, potrzebne do uzyskania w przyszłości emerytury.
    Lubię być mamą. Choć czasami dzieci są może nie tyle nudne, co nużące. Przez lata łączyłam macierzyństwo z bardzo angażującą pracą. Sama, bez parytetów, osiągnęłam mocną pozycję zawodową. Ba, przez lata dom, wychowanie dzieci i pracę zawodową łączyłam z pracą społeczną. I nie miałam do pomocy pani sprzątającej. Nie miałam nawet Babci, która opiekowałaby się dzieciakami.
    Moje dzieci są częścią mojego życia. Ani praca nie przeszkadzała mi w macierzyństwie, ani macierzyństwo w pracy. Były i są rytmem mojego życia. Czasem po prostu trzeba w jednej lub w drugiej roli (albo obu) lepiej się zorganizować.

  • Pingback: Za stara na dziecko - boska matka()