źródło: mommyish.com

źródło: mommyish.com

Droga Gazeto Wyborcza, Dumnie Stojąca na Straży Praw Kobiet,

Z osłupieniem przeczytałam artykuł Ty? Rok z dzieckiem w domu?!” Dziennikarki „Wyborczej” zostały matkami na 100 proc. Gdybym była Waszą dziennikarką, użyłabym pewnie wysofistykowanych sformułowań o dekonstrukcji mitu i transgresji absolutnej. Ale na szczęście nie jestem. A ponieważ piszę u siebie, powiem wprost- dawno nie czytałam tak antykobiecego, mizoginicznego tekstu. „Kato-faszyści z Frondy”, jak ich lubicie nazywać, mogliby się od Was uczyć opresyjności i pogardy. Patriarchalnego protekcjonalizmu.

Nie umiem sobie nawet wyobrazić jaka atmosfera panuje w redakcji Gazety, skoro Wasze dziennikarki Katarzyna Staszak i Natalia Waloch-Matlakiewicz uznały za stosowne wytłumaczenie się przed czytelnikami (a może bardziej pracodawcą) z faktu… skorzystania z rocznego urlopu macierzyńskiego- swego, co prawda, świeżo przyznanego, ale jednak niezbywalnego prawa.
Jakiemu rodzajowi agresywnej indoktrynacji została poddana Katarzyna Staszak- Wasza pracownica od 12 lat- która „tak się obawia, że na rocznym rodzicielskim <wypadnie z obiegu>, że już „piątego dnia po porodzie zaczęła na odległość współpracować z redakcją (…) Z miłości do pracy, poczucia obowiązku, nieskromnego przekonania, że lepiej niż koledzy zna się na służbie zdrowia. I ze strachu, że o mnie w redakcji zapomną
„.
Ja piątego dnia po porodzie ciągle sikałam krwią i myliłam dzień z nocą, a ona oddaje gotowy tekst? Czy to jest jakiś obóz pracy? 

Coście nagadali Natalii Walach-Matlakiewicz, która jak już urodziła po dziewięciu latach pracy w „Wyborczej”, to co prawda „ucieszyła się, że będzie miała prawo do rocznego urlopu, bo chciała być matką na sto procent. Ale zaraz potem, „wobec wszechobecnej krytyki wydłużonego macierzyńskiego, wpadła w wir niekończących się rozterek„. Co jej zrobiliście, że uznała, że musi przeprosić, tak PRZEPROSIĆ, za stwierdzenie, że „bycie z dzieckiem, które codziennie robi coś po raz pierwszy, daje lepszego kopa niż robienie dziennika w noc po wyborach prezydenckich”. 

Jak bardzo nie szanujecie pracy Katarzyny Staszak, że nawet nie bierze pod uwagę urlopu wychowawczego, bo „mogłoby [to] być zawodowe samobójstwo„.

Wreszcie, czym Wy się tam odurzacie, że obie panie postanowiły wysmażyć akapit zatytułowany „Ludzie czasem chorują. I czasem miewają dzieci”, w którym proszą uniżenie, o odrobinę zrozumienia dla faktu, że zostały matkami, bo „u podstaw naszej kultury leży (…) pewien szacunek dla prywatnych wyborów oraz zrozumienie dla spraw naturalnych, których żaden kodeks pracy nie okiełzna: takich jak to, że ludzie czasem chorują, i takich jak to, że czasem mają dzieci”. Bo przecież mogłyby też mieć raka, na przykład.

Każda linijka tego tekstu jest jak strzał w ryj a przy okazji gwóźdź do trumny feminizmu rozumianego jako lata starań o poszanowanie odmienności kobiet  i walkę z ich dyskryminacją właśnie ze względu na tę odmienność. To, co zaprezentowały autorki, to jakiś cholerny, chory genderowy neokolonializm- do końca swoich dni będą udowadniać, że są dość dobre, równie dobre. I przepraszać, że nie są facetami. Że mają macice. Że urodziły dzieci. I że chcą się nimi zajmować.

Też jestem dziennikarką. Też jestem na rocznym macierzyńskim. A wcześniej byłam na półrocznym zwolnieniu. Nie, nie czuję się winna. Nie, nie pracuję zdalnie dla mojej redakcji. Ani mój szef, ani moi koledzy nigdy nie dali mi do zrozumienia, że nie będę miała do czego wracać. Tak, mam etat. Tak, uważam, że roczne urlopy są dobre. Tak, cieszę się, że są prawem, a nie obowiązkiem. Tak, uważam, że nikt nie powinien robić kobietom (ani mężczyznom) łaski, że mogą z nich korzystać.

Bo posiadanie dzieci nie jest ani chorobą, ani „jak choroba”.  Ludzie się rozmnażają. Dzieci się rodzą. Tzn. kobiety rodzą te dzieci. Kobiety i mężczyźni muszą się nimi zajmować. To jest norma, nie aberracja. Musicie nauczyć się z tym żyć, nawet w Gazecie Wyborczej.

.

Pin It on Pinterest

Share This