• tak bardzo tak, jak tylko jest to możliwe!!!

  • mala

    Dokładnie tak. Podejście GW powinno być piętnowane i jasno uzmysłowić wszystkim jakim ona jest pracodawcą. W życiu ważniejsze są chwile z bliskimi i żadne (nawet najzajebistsze) biurko w firmie ich nie zastąpi. Jak kiedyś pojawi się mini człowieczek w moim życiu nie bd za niego nikogo przepraszać.

  • Śledziłam ten blog jakiś czas. Ale ten artykuł, poza paroma frazesami, się nie nadaje. To ludzie sami się napędzają, a jak słyszę teksty obronne w stronę Frondy, to rzygać mi się chce. A „gender” odrzuca mnie na sto kilometrów. Poważnie, gender? Zauważyłam, że tego używają osoby, którym brak argumentów.
    Moja siostra urodziła w trakcie studiów. Po tygodniu była na zajęciach, bo miał się kto zająć maleństwem. Każda kobieta regeneruje się inaczej, KAŻDY ORGANIZM regeneruje się inaczej, w swoim tempie. To one się boją, Wyborcza nie kazała im tego napisać. Znam kilka kobiet, które zdecydowały się na dzieci, i od drugiego dnia chciały wrócić do pracy. To ich wybór.
    Akurat dla Frondy, każda kobieta powinna siedzieć w domu, dopóki dzieci nie będą odchowane. Mizoginizm, podrzędna pozycja kobiety, te sprawy.
    Obawy o powrót do pracy są normalne. Są kobiety, które siedzą z dzieckiem 2 lata, i dziwią się, że nie mogą na nowo „rzucić się w wir pracy”.
    Roczny urlop macierzyński miał być czynnikiem, który wpłynie na przyrost naturalny dodatnio. Ale dopóki nie będzie dla matek lepszych warunków pracy i pewności, że mają do jakiej pracy wrócić w ogóle, może to nic nie dać.
    Obawy są jak najbardziej realne. Nie wolno zwolnić kobiety w ciąży, ale tę, która już urodziła, pracodawca może zwolnić. Bo przecież musiał ustanowić zastępstwo za nią, i płacił podwójnie… O to w tym chodzi. Tego boją się matki, które tyle lat pracowały, a teraz idą na urlop macierzyński – że nie będzie gdzie wrócić. Żeby się utrzymać, trzeba pracować. Tylko gdzie?

    • asik_b

      A jaką pewność, że nie zostaną zwolnione mają kobiety, które wrócą do pracy po krótszym urlopie macierzyńskim? Zdaje się, że za urlop macierzyński płaci państwo, a nie pracodawca; a jeśli kobieta była na zwolnieniu lekarskim w ciąży to pracodawca płaci 30 dni, później znów państwo

    • karcia

      no właśnie o tym ten artykuł prawi…

    • MA

      Pracodawca nie płaci podwójnie !!! macierzyński wypłaca ZUS a nie pracodawca !!! i nie wolno zwolnić kobiety po urodzeniu dziecka jak jest na macierzyńskim i nawet jak jest na wychowawczym !!!

      • Irmina

        To nie o to chodzi.. Wg mnie smutna prawda jest taka że często urlop macierzyński to okazja do znalezienia kogoś tańszego niby na zastępstwo a później na stałe..

      • ania

        można zwolnić kobiete na urlopie wychowawczym trwającym ponad 3 miesiace niestety. sama tego doświadczyłam i to zgodnie z prawem.

        • Na jakiej podstawie? Była z tym Pani w sądzie pracy?

      • marta w.

        Oczywiscie, ze nie wolno.robi sie to szybko, na zasadzie ‚redukcji etatu’dzien po powrocie do pracy. Mozna takze zaproponować zmiane statusu obowiązków ww i ..pensje o 40% niższą niż ta która sie dziala przed urlopem. Wszystko’mozna’

        • Przez pół roku po powrocie z macierzyńskiego, zgodnie z prawem, nie wolno i nie można. Musi być to samo (albo inne odpowiednie do kompetencji) stanowisko i takie samo wynagrodzenie. Jeśli pracodawca tak robi- przegra przed sądem pracy. Chyba, że mówimy o powrocie z wychowawczego- wtedy okresu ochronnego nie ma.

    • „Znam kilka kobiet, które zdecydowały się na dzieci, i od drugiego dnia chciały wrócić do pracy. To ich wybór.”

      —> Racja. To wybór tych kobiet – nie, „tych matek”!

      „Akurat dla Frondy, każda kobieta powinna siedzieć w domu, dopóki dzieci nie będą odchowane. Mizoginizm, podrzędna pozycja kobiety, te sprawy.”

      —> Trudno znaleźć większe brednie. Typowe bolszewickie brednie i uogólnianie. Feminizm? Gender? No to: Zasuwaj na szambiarkę! Nie dość, że pasujesz, to tam: ani parytet ani suwak!!! Same chłopy! 🙂

      • Neon 24, a mniej chamsko nie umiesz dyskutować?

    • co za bełkot, eurosa, czy Ty byłaś kiedyś w ciąży, rodziłaś i miałaś połóg czy tylko tak opisujesz ogłaszane cuda?

    • aaaa

      Autorka krytykuje bardziej przepraszanie i zestawienie ciąży z chorobą niż jakieś obawy. Co do obaw, to ja się obawiam, że niedługo pracodawcy będą przepraszać za to, że nie zatrudnili więcej pracowników, a Ci, którzy zabijali złych ludzi podczas okupacji będą błagać o przebaczenie na kolanach. To jest po prostu śmieszne.

  • Ale się wkurzyłaś !
    Aż miło 🙂
    Granice są tam, gdzie stawiają je ludzie. Z własnej woli stawiają. A na ile ta wola kształtowana jest przez presję otoczenia, oczekiwania innych, własny strach, indywidualną sytuację materialną, a na ile przez rzeczywisty wewnętrzny światopogląd (o ile występuje), to już inna sprawa.
    Mamy tak rózne poziomy wiedzy, doświadczeń. Tak różnie niektóre / te same sytuacje widzimy… „Siedzieć z dzieckiem w domu” może mieć tyle znaczeń…Żle, gdy widzi się tylko jedno. Pozdrawiam !

  • Boska matko to tylko wierzchołek góry lodowej. Już niedługo w korporacjach. Kobiety będą biegać z dzieckiem przy piersi, kneblując im przy tym usta, żeby nie były za głośne. A mężczyźni po zawale, którego notabene nabawili się przez stres w pracy. Będą biegać radośnie z kroplówkami pod pachą zamiast teczek. Świat jest coraz bardziej do du..y.
    W każdym bądź razie ja się wypisuje z tego wariatkowa. Pozdrawiam
    http://mamdopowiedzenia.blogspot.com/

  • uzasadnione emocje
    co innego mieć jakieś tam swoje prywatne rozterki, a co innego publicznie epatować klimatem ‚przepraszam, że żyję i jeszcze życie pomnażam”

    • Lucy! Dobrze, że udostępniłaś. Przeczytałam i tylko się wkurwiłam. GW po raz kolejny dopierdala chwytem poniżej pasa.
      „Pracuję niemal codziennie. O 20, gdy dziecko zaśnie, parzę kawę i odpalam komputer. Telefony i mejle załatwiam podczas dwugodzinnego spaceru. Robię to, by po roku zasłużyć na to samo biurko.” – mnie to, kurwa, przeraża. Poziom absurdu osiągnął szczyt.

  • Opera

    Ciąża to też nie jest choroba co do zasady 😉

  • Niestety, są miejsca, gdzie kobietom oczywiście przysługuje urlop, ale po nim… nie mają do czego wracać. I wychodzi na to, że ich prawo jest guzik warte. Widocznie w Gazecie, o której piszesz jest podobnie, a człowiek po prostu boi się o pracę. I to jest syf.

  • Agnieszka

    Zanim przeczytałam powyższy wpis (a właściwie jego dalszą część, bo zdążyłam doczytać do końca pierwszego akapitu), postanowiłam najpierw zapoznać się ze źródłem, czyli artykułem pań z GW. Antykobiecy, mizoginiczny, pogardliwy i pełen patriarchalnego protekcjonalizmu – o – pomyślałam. – Ciężkie działa, aż nie chce się wierzyć, aby to kobiety kobietom gotowały taki los. I rzeczywiście, falstart. Bo, mówiąc w skrócie, nie autorki i jednocześnie bohaterki tergo artykułu głoszą owe pogardliwe opinie, ale same są ich ofiarami. Czytając artykuł pań z GW miałam wrażenie, że cofnełam się w czasie. Nie mogłam pozbyć się wrażenia, że coś tu nie gra. Przecież macieżyństwo w dzisiejszych czasach zostało już odarte z mitu matki Polki, która co prawda bierze na siebie ogromny trud okupiony osobistym poświęceniem, ale której nic, poza honorem oczywiście, się nie należy. I choć to super, fajnie i wow, że zostałaś mamą, ale sama sobie jesteś kobieto winna, że po urlopie nie masz do czego wracać i tak w ogóle to teraz sobie jakoś radź. Myślałam, że te czasy już minęły. To znaczy – miałam taką nadzieję. I moim zdaniem omawiany artykuł jest jedynie potwierdzeniem, że nasze społeczeństwo, a przynajmniej jego cześć, wciąż tkwi mentalnie w latach 80. Artykuł Staszlak i Waloch szczerze mnie zasmucił. Podobnie jak autorka powyższego wpisu uważam, że to skandal, by kobieta wciąż musiała się tłumaczyć z tego, że została (lub zamierza zostać) matką i (niesłychane!), w dodatku czerpała z tego przyjemność. Smutne jest to tym bardziej, że piszą to kobiety, zdawałoby się, zajmujące prominentne pozycje w społeczeństwie: wykształcone, inteligentne, zdolne, uznane i cenione przez prestiżową ogólnopolską gazetę, poprzez którą niejako kształtują opnie i światopogląd obywatelek i obywateli . A jednak się tłumaczą. I trudno pozbyć się wrażenia, że ich kariera, której mogłyby im pozazdrościć tysiące polskich kobiet, stoi tak naprawdę na glinianych nogach. Jak ten kolos. To przykre, bo dobitnie obnaża wciąż słąbą pozycję Kobiet w Polsce. Artykuł GW jest dla mnie jedynie papierkiem lakmusowym polskiego feminizmu i pozycji kobiet, nie zaś ich siłą kształtującą.

  • Mnie ten artykuł nie oburzył, ale zadziwiła mnie Twoja interpretacja. Nie wyczytałam w nim ani tłumaczenia się, ani przepraszania kogokolwiek. Zauwaz, że to pierwsze dzieci tych pań. Przy pierwszym dziecku myślałam tylko o tym, żeby jak najprędzej udowodnić, że jestem supermatką, doskonale zorganizowaną i aktywną zawodowo. Też pracowałam po nocach. Siły wystarczyło mi na pierwszy rok. Potem odpuściłam. Chciałam wrócić do pracy, gdy drugie dziecko miało 1,5 roku (2009) – dowiedziałam się, że zapłacą mi 200 zł więcej, niz zarabiałam w roku 2004, bo muszę od nowa się wdrożyć w obowiązki służbowe i nie dostanę fajnego stanowiska, o które sie ubiegałam, bo „gdyby trzeba było przyjśc w sobotę do pracy, to co ty z dziećmi zrobisz?”. Następnie założyłam swoją działalność (2010), a 2 tygodnie temu urodziłam trzecie dziecko. Nie myślę teraz o pracy, tylko o dziecku. Dziękuję Bogu (i mężowi), że nie muszę się bujać z pracodawcą. Cieszę się, że dla Ciebie decyzja o rocznym urlopie jest prosta i nieobciążona żadnymi kwasami, ale to niestety w Polsce rzadkość.

    • Wiesz co, mnie też nie oburzył, raczej zasmucił. Ale nie chodzi chyba o to, że decyzja o rocznym macierzyńskim jest zawsze prosta. Tylko o to, że GW promuje to jako jakieś super, wow, prokobiece otwarte podejście, podobnie chyba postrzegają się same autorki, jako bezkompromisowe wyluzowane matki, a tam… praca 5 dni po porodzie. Ja 5 dni po porodzie byłam bliżej tego, o czym pisze Boska Matka. Napisać coś? Ja nawet nie siedziałam. I jasne, jak pisze eurosa, każdy organizm regeneruje się inaczej. Ale po pierwsze, dlaczego jako jedną z opisywanych motywacji jest w takim razie strach, a nie tylko power i chęć pisania. Po drugie, takie zachowanie jest swojego rodzaju „psuciem rynku”. Zestresowane superwoman z korporacji windują oczekiwania pracodawców wobec innych matek.

      • „Zestresowane superwoman z korporacji windują oczekiwania pracodawców wobec innych matek” -> zgadza się. Ze względu na własne paranoje, czasami.

  • A ja widzę od pewnego czasu propagandę społeczną taka samą jak za komuny. Przodowniczki pracy dają przykład jak to się powinny kobiety zachowywać.

  • Kocham Cię Kobieto!

  • O! I ja nie rozumiem tutaj czegoś! Urodziłam dziecko i muszę udowadniać, że na drugi dzień muszę wrócić do pracy? Bzdura! Urodziłam dziecko, znaczy mój gatunek nie umrze i w tym państwa zakichany interes zebym kolejne dzieci rodzić zechciała 😀

  • Eurosa, te paranoje się nie biorą znikąd. Przecież klimat w firmie na to wpływa.

    • Ludzie potrafią się sami napędzać. Bierze się to, jak sądzę, również z niskiego poczucia własnej wartości. Atmosfera w firmie, to jedno, a to, jak ktoś na nią reaguje, to drugie. Jeżeli ktoś pisze 5-7 czy nawet 14 dni po porodzie, to patrzyłabym na to przez pryzmat ostatnich przeżyć – bo nie jest łatwo, bo dziecko płacze, trzeba je przewinąć, wykąpać, nie ma czasu dla siebie. Więc nastrój spada.
      Moja uwaga dotyczy tego, żeby nie pomstować na Wyborczą, bo to nie ma sensu. Jao pracodawca, działa w granicach prawa, więc należałoby się wściekać o to, że przedłużając urlop z pół roku do roku, nikt nie wprowadził przepisów chroniących takie matki. A cały raban naokoło tego koncentruje się w złym miejscu. Łatwo się bulwersować, trudno dostrzec w tym istotę problemu.

  • ja

    Jestem w ósmym miesiącu ciąży. Wypruwałam sobie żyły w pracy jako księgowa w biurze rachunkowym za marne pieniądze. Nie ukrywałam od samego początku, że idę na roczny macierzyński. W podzięce zostałam zmuszona psychicznie do podpisania umowy na czas określony… Szefowa powiedziała, że idzie mi tym na rękę. Rodzę na początku kwietnia, a umowa się kończy pod kwietnia. Nie wiem co będzie po macierzyńskim…

    • Pamiętaj, że w trakcie ciąży, urlopu macierzyńskiego i wychowawczego, a także pół roku po macierzyńskim chroni Cię prawo pracy- nie można Cię zwolnić i możesz wrócić na to samo lub analogiczne stanowisko. W tym okresie nie można także obniżyć Twojego wynagrodzenia. Trzymaj się tam!

  • Krystyna AlicJA

    Zastanawiam się czy czytałyśmy inny artykuł…
    Temat jest nośny i życiowy, dlatego obie panie go podjęły, będąc z redakcji matkami. Dla mnie to oczywiste. Co do fragmentu „ludzie czasem chorują, czasem mają dzieci”. Przeczytałam całość i pamiętam chorobę matki. To przykre, ale wygląda dosłownie jak byśmy przeczytały co innego albo szanownej autorce wpisu umknęły istotne fragmenty.
    Nasz świat składa się z osobistych przeżyć, emocji których doświadczamy. Staram się słuchać czytać słowa innych ze zrozumieniem, przede wszystkim treści, bo emocje muszę przyjąć takimi jakie ktoś ma. Nie przypominam sobie, by w tym tekście było coś w rodzaju muszę, powinam itp. Raczej osobiste spostrzeżenia jak było i jak jest. Do tego każdy z nas ma prawo.
    Osobiście czuję się niezwykle zmęczona faktem, że każdą wypowiedź zaczyna się traktować jak by była wskazówką tak powinniśmy żyć. Dla mnie życie to rodzaj rozmowy i tej wersji się będę trzymać.
    To jak napisany jest ten wpis też świadczy o tym jaki poziom emocji jest w autorce. Zadziwia mnie nie tylko „strzał w ryj” i inne sformułowania. Stwierdzenie, że ktoś w tym tekście za coś przepraszam jest według mnie karkołomną konstrukcją. Dochodzę jednak do wniosku, że czytałayśmy ten sam tekst, tylko moje osobiste przeżycia nie doprowadziły mnie do stanu dostrzegania treści wewnątrz nieobecnych.
    To osobisty blog, więc napisany zgodnie z odczuciami autorki. Ok. Jak dla mnie zjadliwie efekciarski czyli tak jak lubią media, a wolałabym rozmowę.

    • Sallan

      Zjadliwie efekciarski, bez zrozumienia sensu omawianego tekstu – dodam

    • Szanowna Pani, słowo „przepraszam”, jak również „strach” odmieniany przez wszystkie przypadki w tekście padają, a ja posługuję się cytatami z oryginału, a nie swoimi impresjami na ten temat. Zatem albo faktycznie czytałyśmy inny tekst, albo Panią osobiste przeżycia doprowadziły do tego, że nie dostrzegła w nim Pani treści, które, owszem, są tam obecne.

  • Wielki szacun za ten tekst.

  • Floria_Tosca

    Hmmm… amen… feministka nie ma prawa byc matka i nie ma prawa do urlopu? Przecież od lat wiadomo, ze za ciąze lub macierzyństwo leci się z pracy a w najlepszym razie ze stołka. Tak jest w mojej branży. Mamuśki nie sa nikomu potrzebne albo instynkt trzeba uśpić na po 40-tce. Żenadą jest tłumaczenie się komukolwiek z życia osobistego. A złe światlo rzuca na redaktora naczelnego histeryczne i niestety paniczne zachowanie jego pracownic. I co to za zdziczenie, zeby kobiety miały jakiekolwiek rozterki „czy powinnam rodzić”, „czy powinnam iść na urlop macierzyński”, niedługo zaczniemy przepraszać , ze żyjemy???? Jak bardzo zastraszopne sa kobiety , które decydując się na założenie rodziny na 5 dzień po porodzie gnają z wywalonym ozorem i rozwaloną cipką do roboty??? Moze czas najwyższy włączyć Pierdolimięto i przestać się tłumaczyć z wlasnego zycia …??? Czy jakikolwiek facet to robi? Chyba tylko maminsynek przed mamusią. Tylko głupie kobiety wstydzą sie, że nimi są! A jak głupie to niech cierpią.

    • igor

      Jestem facetem i chciałbym na co dzień współpracować z kimś takim jak Ty. KOCHAM CIĘ – KOBIETO…Jestem pracownikiem Centrum Pomocy Rodzinie. Często przeprowadzam takie rozmowy. Postawa „przepraszam, że żyję” – niestety, jest b. częsta. Dzięki za ten wpis.
      A swoją drogą tego „włączania Pierdolimięto” – nie znałem. 🙂

  • Merytoryczna zjeba. Me gusta.

  • K.

    Dziękuje za ten tekst! Absolutnie sie zgadzam!

  • Powiem Ci, że w jakiejś drobnej części rozumiem te laski. Nie popieram, ale rozumiem. Ja po dziesięciu latach biegu w pracy miałem spory problem z odpuszczaniem pracy dla dzieci. Dopiero przy drugim dziecku mam pewność i wiarę w to, co jest ważniejsze: praca czy rodzina.

    To nie jest łatwy temat. W czasach kiedy ludzie muszą strasznie się przejmować o byt, podstawy, pieniądze – niestety podstawowe wartości idą w przysłowiowy chuj. Niestety. Zajmie nam parę pokoleń zanim dotrzemy do tego, że sekretem życia jest brak stresu, rodzina i rodzinne szczęście.

    Niestety jako kraj, chcemy naprawiać problem od dupy strony. Krzyczy się o polityce prorodzinnej. A to nie polityka prorodzinna. To system informacji prasowej który ma oszukiwać ludzi, że zmienia się cokolwiek in plus w kwestiach rodziny.

    Realnych kroków nie ma i dopóki się nie wydarzą, to takie teksty będą się pojawiać. Dopóki ludzie nie wypromują pozytywnych wzorców, to królować będą jeszcze ten korpo-szczuro-zapierdolco-marnujące życie.

  • aNA

    A jak by można było pogodzić te wszystkie racje i skupić się na poprawie sytuacji rodziców.
    Ważne żeby była dyskusja i coś z tego wszystkiego było tak realnie.

  • lela

    zgadza się.

  • Agnieszka

    Praca, bo ktoś może, czuje się na siłach i chce, to prywatna decyzja. Praca, żeby stołeczek czekał i żeby pokazać, że nie wypadam z obiegu, to choroba mózgu. Jeśli mój pracodawca nie spacyfikował by takiej nadgorliwości, tylko wręcz oczekiwał, że będę trzymała rękę na pulsie, to kopnęła bym go w tyłek.

  • Uni

    Ciekawe kto się zajmuje dziećmi panów pracujących dla gazety wyborczej. Czy ich żony też muszą im się tłumaczyć dlaczego chciałyby z ich dziećmi zostać w domu?

  • Matka Renatka

    a juz myslalam ze tylko ja jestem nienormalna i lubie byc ze swoimi dziecmi. To co ja popelnilam będąc po raz drugi na wychowawczym przez dwa lata….. samobojstwo kilkukrotne? jak w goerce, straciłam szóste życie? ręce opadają…. Właśnie obserwując świat i pęd z jakim teraz żyjemy, dawno doszłam do przekonania, ze już nie pracuje się po to żeby mieć za co żyć, tylko żyje, zeby pracować, wiecej zarabiać, wiecej wydawać i tak w kółko. Żyje się po to, zeby zarobić na niańkę, która będzie bliższa mojemu dziecku, niż własna matka? Czy moc być i wspierać dziecko, być z nim, tworzyc więź? Rozumiem, że są np samotne matki, które nie mając finansowego wyboru musza pracować, ale skoro jest opcja, ze zaciśniemy pasa to będę mogla być z dzieckiem, bo maz pracuje…. to czemu pędzić do pracy? Czy naprawdę to jest ważniejsze? Świat musi się tragicznie skończyć, skoro ludzie w ten sposób rozpatrują sens życia, i swoje życiowe priorytety.

    • Aska Kowalska

      na przyklad po to zeby maz tez mogl byc z dzieckiem dzieki temu ze pracowalby mniej, samolubie?

  • pracodawca

    Wszystko bardzo fajnie, pięknie miłe panie, proponuję jednak by wypowiedziała się osoba która daje pracę. Szczególnie jeżeli jest maleńka firemka, zatrudnia jedną-dwie osoby. I teraz dochodzą do głosu te wszystkie „prawa” – 26 dni urlopu – czyli miesięczna pensja ekstra którą ktoś musi zarobić; macierzyński – trzeba kogoś na zastępstwo; zwolnienie lekarskie na pól roku chociaż w 90% osoba mogłaby pracować – płatne przez miesiąc przez pracodawcę. I na koniec wiadro pomyj, że pracodawca śmie mieć kwaśną minę. I ucieczka na kolejne zwolnionko. Co ciekawe zazwyczaj w takich firemkach pracodawcy nie stać na takie rzeczy jak półroczny urlop – litości! Moje drogie panie może wreszcie zrozumiecie, że na „fajne” macierzyństwo nas zwyczajnie nie stać. Może ktoś wreszcie napisze, że absurdem jest wymaganie jako „psiego obowiązku” takich frykasów od mikroprzedsiębiorstw.

    • Zapewniam Pana, że znacznie większe koszty ponosi każde mikroprzedsiębiorstwo (ale też wszyscy pracujący Polacy) w związku z rokrocznym wzrostem podatków i składek, które wynikają właśnie z ujemnego przyrostu naturalnego. Choć zgadzam się, że MSP nie mają w Polsce lekkiego życia. Pozdrawiam Pana i innych mikroprzedsiębiorców, bo to właśnie Wy tworzycie w Polsce najwięcej miejsc pracy. Także dla kobiet, także dla matek 🙂

      • Antenka

        Ci mikroskopijni przedsiębiorcy będą zatrudniać coraz mniej kobiet w wieku rozrodczym z czystej przezorności. Znam wiele przypadków, kiedy to młoda kobieta łapała pracę, a po tygodniu lub dwóch wręczała pracodawcy zwolnienie lekarskie. Raz kiedyś z taką byłam na sali szpitalnej – ja z 7-mio miesięcznym maleństwem. Owa pani chełpiła się tym, że tak właśnie zrobiła, i że teraz jest „ustawiona”, i że pracodawca chce ją rozerwać na strzępy. Oczywiście jej ciąża była w początkowej fazie – pierwszy trymestr. Takie sytuacje wypracowały Polki. Polka, która tak nie postępuje, jest zwykłą frajerką.
        Inny przykład – młoda matka (półroczne dziecko) ze Szczecina, prowadząca sklep, zatrudniła młodą pracownicę, która również po tygodniu lub dwóch oświadczyła jej, że jest w ciąży i grzecznie powędrowała wypoczywać w domciu.
        Wiele jest tu pań, tu, wśród wypowiadających się, które NIE BYŁY frajerkami.
        Matka Boska ?
        Masz Ty już trójkę, czy dopiero pierwsze dziecko ?
        Jak pierwsze, i w dodatku w fazach początkowych, to chyba kpisz nazywając się boską matką, czy matką boską.
        Chora jesteś, tak sądzę.
        Tekst wywaliłaś niezły, ale czuję, że z lekka tendencyjny, i za to cię nie lubię.

        ps, Nie bądź taka pewna siebie, bo ci kiedyś za mocno utrą nosa, i z tym swoim tupetem rozwalisz na drobniusieńkie kawałeczki.

        • Antenko, to, że mnie nie lubisz, to miód na moje serce 🙂 Ale Twój komentarz pod wpisem jednej z czytelniczek wywalam, bo nawet na moim, bardzo liberalnym forum są granice chamstwa w personalnych przytykach. Skoro nie umiesz się odnaleźć w kulturalnej wymianie argumentów, idź wylewać swoje frustracje gdzie indziej i nie zaniżaj nam tu poziomu dyskusji.

  • asdfgh

    zachwycajacy tekst 🙂 🙂

  • Lilienn

    A ja się dziwię, że jako dziennikarka usmażyłaś słowo „wysofistykowany” na samym początku tekstu. Brrr!
    I choć zgadzam się z większością Twoich twierdzeń, nie mogę przeżyć tego słowa!

    • Ech, widziesz Lilien, ironia to taki obosieczny miecz- zawsze jest ryzyko, że ktoś jej nie odczyta 😉 Ja też nie mogę przeżyć tego słowa, ani na początku, ani na końcu. Ani w środku 🙂

      pozdr
      BM

  • Ja też w ciągu pięciu dni od porodu wróciłam do mojej ‚pracy’, którą wtedy były studia. Jak poród przebiegnie bez komplikacji, nie ma sensu cały dzień siedzieć i patrzeć jak dziecko śpi. Ważniejsze, by mieć czas dla malucha, gdy ten już ogarnia świat dookoła i chce się razem bawić. A na początku? Też bym napisała artykuł do gazety.

    • Ja nie mam nic przeciwko pisaniu nawet książek już na porodówce, pod warunkiem, że ktoś chce i lubi, a nie „ze strachu, że o mnie w redakcji zapomną”, dlatego, że „w Wyborczej czytaliśmy o szkodliwości rocznych urlopów” i po to „by po roku zasłużyć na to samo biurko”.
      I o tym jest mój tekst. Jeśli nie widać 😉

  • Monika

    BRAWO! BARDZO NA TAK!

  • aga

    Najlepsze podsumowanie artykułu GW, jakie może być. Popieram autorkę w 100 proc. Zaczynam czytać tego bloga 🙂

  • Pingback: Mamy dziecko, czyli urlop od życia | Halo Ziemia()

    • Podoba mi się ta kolejność odwołań 🙂 BTW, czytałam Twój tekst, cieszę się, że myślimy podobnie, choć w tak odmiennej stylistyce. pozdrowienia dla Stworzona 🙂

  • Cóż, atmosfera pracy w GW jest jaka jest – wywalili już (prawie) wszystkie znane nazwiska, które kiedyś utożsamialiśmy z tą „marką”. Ci, którzy zostali, też boją się o pracę.

  • Tomek

    Dodajmy, że na zdjęciach są kobiety grubo po 30… to trochę późno jak na dziecko – czasy się zmieniają, ale biologia nie.

    • I co z tego? Nie pańska, ani moja sprawa, kiedy kto chce mieć pierwsze dziecko.

  • Dobrze powiedziane (w sensie napisane) 🙂

  • aliena

    Dla mnie zajście w ciążę i urodzenie dziecka było początkiem przeorientowania „kariery zawodowej”. Po macierzyńskim i roku pracy na część etatu (kiedy wracającej z macierzyńskiego pracownicy nie można zwolnić – nie wiem czy tak jest nadal) dostałam od pracodawcy wypowiedzenie. Założyłam własną działalność, co było dla mnie bardzo odkrywcze, a w ostatnim roku nawet całkiem intratne. I to nie zawsze zapieprzając po nocach. Nie żałuję tego zwolnienia, choć wtedy wydawało mi się czymś wyjątkowo niefajnym i fakt, że przez kolejny rok było bardzo cienko. Ale jeśli pracodawca mnie nie chce, nie chce tracić czasu na takiego pracodawcę. Teraz mam wolny zawód i mogę poświęcać sporo czasu córce. Dziewczyny, nie skazujcie się na pracodawcę, który może okazać się wyjątkowym ch…em. Dobrze jest znaleźć swoją drogę, a nawet zmienić zawód/tryb pracy (o ile ktoś może i chce) na taki, który pozwoli łączyć pracę i zaangażowanie w dom. Takie są niestety realia – moim zdaniem nie da się łączyć pracy w korpo z macierzyństwem, nie oszukujmy się. Ale naprawdę jest sporo innych możliwości.

  • Basia

    popieram autorkę tego artykułu!

  • pracodawczyni

    Jako przedstawicielka Pracodawców z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, odpowiem tak: kobieta zachodząc w ciążę w większości przypadków jest na zwolnieniu lekarskim ok 3-6 m-cy, potem urlop macierzyński 12 m-cy, niewykorzystany urlop, dodatkowe zwolnienia lekarskie, to ok 3 m-cy….., co daje nam wynik od 1,5 roku do 2 lat nieobecności w pracy. Na czas nieobecności pracownika jestem zmuszona zatrudnić zastępstwo, koszt zatrudnienia i wyszkolenia nowego pracownika to równowartość ok 4-6 pensji. Koszt wdrożenia pracownika po dwóch latach nieobecności 2-4 pensje. Co daje nam łączny koszt 6-10 pensji, jeżeli średnia pensja wynosi 4 tys brutto, to koszt wynosi 24-40 tyś zł. Zus nie pokrywa tych kosztów…. niestety….. Należy dodać,że zatrudniam w 70% kobiet 🙂 W obecnej chwili dwie dziewczyny przebywają na macierzyńskim i trzy następne planują 🙂 W przypadku nieobecności pracownika 6-9 m-cy, nie zatrudniam nikogo na zastępstwo, tymczasowo rozkładam obowiązki na cały zespół (płacę dodatki za dodatkowe obowiązki). Drogie Panie, z punktu widzenia właścicielki niedużej firmy nie stać mnie na tak długą nieobecność pracownika w firmie. Natomiast z punktu widzenia kobiety (przyszłej matki), wiem jak jest czasem ciężko i jak bardzo zmieniają się priorytety. Szkoda, że większość Pań nie pamięta, że chodzi też tutaj o uczciwość i dokonywane wybory. U mnie w firmie znaleźliśmy kompromis: dziewczyny wracają wcześniej np po 9 miesiącach ale na 1/2 etatu. Oczywiście zdarzają się różne sytuacje w życiu na które jesteśmy elastyczni. Więc proszę nie naskakujcie na pracodawców szczególnie tych „niekorporacyjnych”, bo wielce to niesprawiedliwe, bo to nie na nich spoczywa odpowiedzialność.

  • zozola

    Świetna, świetna riposta! Gratuluję zdrowego rozsądku i ciętego języka.

  • Ania

    jedno tylko pytanie – czy
    pani ciąża była zagrożona, że siedziała Pani na zwolnieniu pół roku przed porodem? zupełnie tego nie rozumiem, u mnie w pracy dziewczyny siedzą prawie do końca ale za to nikt nie ma do nich pretensji za roczny urlop macierzyński. da się? da się!

    • Poprzednią ciążę poroniłam. Tym razem w 10 tygodniu zdiagnozowano moje krwotoki jako „poronienie zagrażające”. Dwukrotnie leżałam na patologii ciąży. Urodziłam wcześniaka, ale jednak żywego i prawie zdrowego. Myśli Pani, że udałoby się, gdybym pracowała jak zwykle?

  • aga

    Rozumiem, że półroczne zwolnienie związane było z zagrożeniem ciąży , bo inaczej jest Pani zwykłym złodziejem… w białych rękawiczkach, ale złodziejem.

    • Pani ago, ten komentarz jest mocno nie na miejscu.

  • Bardzo Pani dziękuję za ten tekst. Ma Pani absolutną rację!!!

    na wieść o mojej ciąży jeden z szefów mało nie dostał zawału- wtedy spytałam – bardzo przepraszam a czy Pan to z kapusty wyszedł??? koniec komentarzy jakichkolwiek…

  • Iona

    Świetny tekst! Czytałam ten artykuł dwóch dziennikarek GW z takimi samymi odczuciami. Też jestem redaktorem i wydawcą – na szczęście nie w niby-to-przyjaznej-mamom Wyborczej. Nie mam wprawdzie dzieci, ale obserwowałam zachowanie mojego szefostwa wobec koleżanki, która jakiś czas temu urodziła drugie dziecko. Po macierzyńskim nie mogła pełnić funkcji wydawcy, wymagającej często pracy od szóstej rano do północy. Dostała propozycję objęcia trochę innego stanowiska – z taką samą pensją i pracą od-do. Fakt, musiała przyuczyć się do nieco innych obowiązków, ale jest zadowolona i wszystko jakoś się układa. Firma nie rekrutowała pracownika z zewnątrz, tylko przyuczyła kogoś z dotychczasowego zespołu, kogoś, kto już zna przedsiębiorstwo od podszewski, wie jak to wszystko funkcjonuje. Wydawcą została inna, młodsza koleżanka, jeszcze bez obowiązków rodzinnych. Na miejsce tej młodszej wszedł praktykant. Wszyscy zadowoleni.

  • k8

    Niestety taka jest rzeczywistość, w której rzekomo pro-kobiece koncerny mają kobiety-mamy za nic. Pracowałam kiedyś jako sprzedawca w Inglocie, firmie stworzonej dla kobiet i istniejącej wyłącznie tylko dzięki ich pieniądzom. Nie doświadczyłam tego na własnej skórze ale wiem, że gdy tylko któraś z pracownic zachodziła w ciążę firma w pośpiechu się jej pozbywała, zmuszając na początek do pójścia na zwolnienie. I w imię kobiecej solidarności już więcej produktów firmy Inglot nie kupuję:)

  • Ania

    Autorce można pozazdrościć braku rozterek o powrót do pracy po rocznym macierzyńskim. Mam nadzieję, że kiedyś każdy rodzic będzie mógł bez strachu łączyć życie rodzinne z zawodowym. W tej chwili jednak sytuacja w Polsce tak nie wygląda. Jeśli Autorka uważa się za dziennikarkę, to, moim zdaniem, w swojej pracy powinna odnosić się do rzeczywistości zastanej, a nie postulowanej. Praca dziennikarza na tym polega, aby opisywać problemy społeczne z różnych perspektyw, a tutaj mam wrażenie, że jedyną przyjęta perspektywą jest własna wygodna pozycja osoby, która nie musi martwić się o powrót do pracy. Moim zdaniem rozterki młodych rodziców nie powinny być zamiatane pod dywan, bo to w niczym nie pomoże. Mam nadzieję, że dobrze wytłumaczyłam o co mi chodzi, nie chciałabym być posądzona o mizoginizm i opresyjność. Jednak dla pewności przedstawię mój punkt widzenia w oparciu o inny ważny problem. Praca dzieci. W wielu krajach rozwijających się praca dzieci jest czymś bardzo często spotykanym, jest to w głównej mierze spowodowane czynnikami społeczno-ekonomicznymi w całym kraju, a nie widzimisię rodziców. Teraz rozważmy sytuację rodzica, który do tej pory nie był zmuszony wysyłać swoich dzieci do pracy, ale ponieważ sytuacja finansowa w domu bardzo się pogorszyła – robi to i ma związane z tym rozterki. Wie, że dziecko powinno się uczyć i bawić, ale z drugiej strony rodzinie grozi głód, jeśli dziecko nie pomoże. Moim zdaniem jest to sytuacja bardzo trudna i nie powinno się tutaj wydawać sądów (zwłaszcza dziennikarze nie powinni). Nam, w kraju względnie rozwiniętym, łatwo byłoby powiedzieć: „człowieku znajdź lepiej płatną pracę zamiast wykorzystywać dziecko”, ale jest to bardzo jednostronne spojrzenie na problem, nie uwzględniające problemów ekonomicznych danego kraju i osobistych problemów danej rodziny.

    • Katrin

      Ależ autorka nie pisze, że wszystkie mamy siedzą sobie zadowolone rok w domu, nie martwiąc się o pracę, a te dwie kobiety są wyrodnymi matkami, bo od razu wróciły do pracy. Oskarża ona pracodawcę, który zaszczuwa kobiety tak, że po urodzeniu dziecka trzęsą się o pracę i zamiast skupić się na wychowaniu małego obywatela i chociaż krótkim własnym odpoczynku (połóg), to myślą o powrocie do pracy.

  • Pingback: Damskie koguty. | TATA w Pracy()

  • Ipsum

    W „dawnych” cywilizacjach dziecko było bogosławieństwem Bożym. W teraźniejszej „najjaśnieszej” stało się przekleństwem,kto zapracuje na emerytury jaśnie panujących, choćby w GW (ale może nie muszą się tym przejmować bo mają „grube” konta)

  • Ponieważ ja również wierzę w życie po dziecku 🙂 i uważam że za żaden urlop przepraszać nie należy, a poza tym to lubię zdecydowanie i pewnie głoszone opinie, zwłaszcza na tematy drażliwe i delikatne, pragnę nominować Cię do Liebster Blog Award. Po szczegóły zapraszam do mnie w nadziei, że dasz się wciągnąć do zabawy. 🙂
    http://samozwancza-filozofka.blog.pl/2014/02/05/liebster-blog-award/

  • Doskonale napisane! W punkt. Nie cierpię, jak ktoś mówi kobietom, co mają czuć lub czego nie czuć, potrzebować lub nie na przykładach, z którymi jakoby powinny się identyfikować. Mam ochotę powiedzieć: ‚Spierd***, to jest MOJE życie’ i czy się zajeżdżam, czy pierdzę w stołek, nikomu nic do tego i nikomu nie wolno mnie oceniać, dopóki nie robię mu krzywdy. Ot, co!

  • Doskonały i jakże prawdziwy tekst. Miło, że ktoś dobrze napisał o tym, w jaki sposób GW od dawna najeżdża na rodzinę i lansuje ideał życia pozbawionego odpowiedzialności za bliskich. Nic dziwnego, że redaktorkom zrobili wodę z mózgu.

  • Pingback: Feministki walczą o to by kobieta mogła mieć cycki i jaja | Elżbieta Haque()

  • Gzub

    Kobiety, macie nasrane w głowach – ciążę traktujecie jak chorobę, albo niepełnosprawność a dziecko, to często pretekst, żeby nic nie robić cały rok. Rozumiem, że czasami ciaża jest męcząca, rozumiem, że noworodkiem trzeba się zająć, ale są zawody, gdzie ciąża, czy urlop macierzyński nie koliduje z pracą, którą można właśnie wykonywać zdalnie, bez problemu. Ciężko uzmysłowić sobie, że niektórzy lubią swoją pracę i mogą nie wytrzymywać nic nierobienia?

    • jpuz

      Gzub – nicnierobienie na rodzicielskim, dobre sobie. Widać że jesteś bezdzietnym facetem.

    • Ha ha ha, jakie to zawody, które nie kolidują z opieką nad niemowlakiem? Jestem copywriterem, pracowałam przez całą ciążę (częściowo zdalnie), ale odkąd dziecko jest na świecie, to niewykonalne. Z wielu względów.

  • Uważam, że nie ma co przejmować się takimi zarzutami. Każdy mówi co chce i to się nie zmieni. Nie warto zawracać sobie tym głowy.

  • Nadina

    Gzub ty palancie!!,
    właścicielka wpisu – genialna,
    Ja „wstydziłam sie” być na wychowawczym i wróciłam do pracy, straciłam najpiękniejsze chwile z dziećmi, zestresowana, wiecznie zmęczona i pełna wyrzutów sumienia , że robię za mało, padam. Przewartościowałam swoje życie i już wiem że „karierę” jeszcze zrobię, dlatego wracam jako ” kura domowa” 🙂
    p.s. i też przepraszałam pracodawcę za ciążę i macierzyńskie – ale byłam głupia

  • Pingback: Ludzie mają dzieci. Przyzwyczajcie się do tego, czyli rozmowa z Agnieszką Graff o macierzyństwie i polityce | boska matka()

  • Pingback: Matka jako Überpracownik, czyli jak pseudofeminiści strzelają kobietom w kolano - boska matka()

  • tempest5485

    Urlop macierzyński to nie żaden urlop, tylko praca 24h na dobę! Ja bym tak nie dał rady… Podziwiam Was 🙂

  • Pingback: Moja #najlepszastrona, czyli jak zostałam zawodową blogerką - boska matka()

  • AgaJ

    Mądry komentarz, brawo!!! 🙂