Średnio 18 dni musi czekać ciężarna Polka na pierwszą wizytę u ginekologa. W połowie przychodni – mniej niż tydzień – wynika z najnowszego monitoringu dostępności usług ginekologiczno-położniczych Fundacji Rodzić Po Ludzku.  I byłby to nawet powód do umiarkowanej radości. Tylko, że średnio ja i pies sąsiada też mamy po 3 nogi. I co z tego?

Tym bardziej, że aż w 1/4 przebadanych placówek POZ na spotkanie z lekarzem, kobiety musiały czekać ponad miesiąc, a w skrajnych przypadkach nawet rok (ci to od razu powinni nagrać na sekretarkę: „Witaj Droga Pacjentko! Uprzejmie informujemy, że przebadamy Twoją ciążę najwcześniej w 3 miesiące po porodzie. Serdeczności, Twój ZOZ”).

I myli się ten, kto przypuszcza, że kobiety powołujące się na to, że są w ciąży (wiedzą to prawie na 100 proc., bo zrobiły test) będą traktowane priorytetowo (wszak Państwo Polskie otacza szczególną opieką kobiety spodziewające się dziecka). Nie będą. Zacisnąć zęby, zacisnąć nogi i czekać. Może się ktoś wypisze.

No chyba, że te same kobiety będą się chciały umówić prywatnie. A to już inna rozmowa. Wtedy terminy dostępne już z 3 dni. Cena 30-200 zł. Uszanowanko.

Czy kogoś jeszcze dziwi, że połowa (sic!) Polek prowadzi ciąże w prywatnych gabinetach? Tylko co z tymi, których na to nie stać? Dla nich mamy, proszę państwa, becikowe. Oczywiście dopiero jak urodzą i O ILE udokumentują, że ciąża jest prowadzona przez lekarza/położną (nadal rzadkość w PL) co najmniej od 10 tygodnia. No to sobie policzcie: sensownie zbadać pacjentkę, która zrobiła test można ok. 5-6 tygodnia tygodnia ciąży. Wiele kobiet w ogóle później się orientuje, że może być w ciąży (bo stresu dużo ostatnio i przeziębienie, a w ogóle to okres ma zawsze nieregularny, no i nie ma co siać od razu paniki). No więc przychodzi taka w 5/8/9 tygodniu ciąży i dostaje termin na za miesiąc. Becikowe w piach. Nie mówiąc o nerwach i całej reszcie.

To, na co jednak  najbardziej jeży włos na głowie, to, że w połowie, W POŁOWIE, utrzymywanych z naszych składek placówek medycznych, pacjentki (i to właśnie te, które naprawdę nie pójdą sobie prywatnie), dowiadują się, że jak są nieubezpieczone to won! Nikt ich z brzuchem nie przyjmie. „No i co?” – wielu z Was pomyślało w tej chwili. „Jak nieubezpieczone to wiadomo, że nie. Co się czepia?”.
Wybaczam Wam.
Nie musicie wiedzieć, że w naszym pięknym kraju każda, KAŻDA obywatelka ma BEZWARUNKOWE prawo do nieodpłatnej opieki medycznej w trakcie ciąży. Pracuje czy nie. Odprowadza składki, czy nie odprowadza. Ubezpieczona/nieubezpieczona. KAŻDA. Wam wolno tego nie wiedzieć, rejestrator(k)om nie wolno. Tymczasem połowa z nich wesoło szerzy dezinformację i beznadzieję. Bez konsekwencji.

Jakie to szczęście, że mamy Fundację Rodzić po Ludzku, akcję Lepszy Poród i inne NGOsy, które na własną rękę, od lat sprawdzają, na ile kiedyś przyobiecane i nawet zapisane czarno na białym w ustawach prawa pacjentek są w rzeczywistości realizowane.
Nowy Standard Opieki Okołoporodowej ma już ponad 3 lata.
Rządowy zespół ds. wdrażania tego standardu dopiero powstanie.
Ponoć.

Tu możecie wysłuchać całą moją rozmowę z prawniczką Fundacji Rodzić Po Ludzku, Małgorzatą Darmas, która koordynowała monitoring i współtworzyła raport.

 

 

 

 

 

 

Pin It on Pinterest

Share This