• osz, doprawdy musicie mieć ubaw przy wspólnych kolacjach! Dobrze tu wszystko nakreśliłaś, bo właśnie się zastanawiałam, kiedy pojawia się u dzieci pierwsza próchnica. Zaglądam czasem mym dwóm przedszkolakom do paszczy i szukam, czy coś się nie pojawiło, i na szczęście, nic. Do snu woda, w nocy woda, miód zamiast cukru, a tenże najczęściej w ciastach od babć, cioć i pań w sklepie, bo „tak żal nie dać, jak tak ładnie patrzą” 😉 A jak ciastka nie chce, to pewnie chore, trzeba zachęcać podwójnie 😉
    Nie uwierzę w próchnicę u kilkumiesięczniaków.. Po prostu nie wierzę.

    • boska matka

      Przy kolacjach, przy śniadaniach, niekończący się ubaw.
      A historie zaniedbanych dzieciaków niestety nie są śmieszne :((( Szkodliwe przeświadczenie, że „to tylko zęby” ma się w narodzie świetnie.

    • boska matka

      Uwierz. Prawdziwa #bekazmamuś. Szkoda tylko, że mało śmieszna 🙁

    • Emilia Sz

      Trudno nie wierzyć, patrząc na skład jakże popularnych kaszek zbożowo-owocowych (i cukrowych), dawanych na dobranoc przez butelkę (z poszerzona dziurką w smoczku, żeby lepiej leciało). Czy też herbatki granulowane lub soczki, bo „nie chce pić wody, a upały, więc poić trzeba”. Od 6 miesiaca, a jakże. Do tego specjalne biszkopcik dla niemowlat, chrupki kukurydziane oblepiające dziąsła (ale można je jeść bez zębów, nieprawdaż). Deserki owocowe „pierwsza łyżeczka” (wg etykiety od 4 m-ca!) z lyzeczką cukru w składzie. I Danonki (oraz inne tego typu dosładzane pseudo-jogurcików) które zdaje się też obniżyły zalecany wiek podawania, zresztą co tam etykiety, wystarczy google, żeby poczytać teksty w stylu „moja zjadała 2 dziennie od 7 miesiaca). Dieta cud, nawet nie trzeba maczać smoczków miodzie. I do tego dodać zarażanie próchnicą przez oblizywanie smoczka. A o myciu (przecieraniu) dziąseł czy pierwszych zębów też nie każdy słyszał.

      PS. Ciekawi mnie kolekcja książek o zębach dla dzieci. W sensie tytuły:)

  • Sayane

    Rany gorzkie, dziadkom nie przetłumaczysz. „Słabe zęby po tatusiu” i sru cukiereczka, bo prawdaż, już się nic na to przecie nie poradzi. Na szczęście mamy dziecię-cud, które nie dość, że nie nakłamie, czy tenże cukiereczek był, to jeszcze przyleci się pochwalić, że umyła po nim ząbki (czasem nie zdąży przeżuć i już leci). Dentysta circa co pół roku (wizyty kontrolne darmowe), praktycznie wbiega do gabinetu. Znajomi mówili nam, że mamy zajoba na punkcie zębów córki (nasze są masakrycznie popsute), ale nie sądziłam, że jesteśmy AŻ TAK chlubnymi wyjątkami.
    A kilkumiesieczniaka, owszem, w gabinecie widziałam i to nie w roli towarzysza.