20140121-170412.jpg

 

Odkąd zaczęłam coś kumać z tego świata, żyję z nieukojonym deficytem dziadków (w sensie babć i dziadków). Odumarli mnie za dzieciaka (a jeden dziadek to nawet przed moimi narodzinami) i pamiętam ich jak przez mgłę. Doskonale za to pamiętam ukłucia zazdrości, gdy słyszałam jak inne dzieci opowiadały sobie o wakacjach u dziadków, obiadach u dziadków, spacerach z dziadkami, opowieściach dziadków i (wiadomo!) od dziadków prezentach. 

Gdy trochę podrosłam i zaczęłam się interesować historią i światem, najbardziej mi brakowało właśnie tych opowieści. Do dziś nie dowiedziałam się, co łączyło moich dziadków z dworem Gombrowiczów (tak, tych Gombrowiczów), a coś tam ponoć łączyło, ani jak to dokładnie było z tym babci absztyfikantem- młodym Żydem, który podczas wojny chciał się z rodziną ukrywać u pradziadków, ale oni bali się za bardzo. Uważam, że jestem przez to uboższa. Sądzę, że dzięki dziadkom byłabym lepszym człowiekiem. Do dziś zazdroszczę innym wnukom.

Mikrob niestety też nie ma dziadków (w sensie dziadków-dziadków), ma za to babcie. I jemu też zazdroszczę.

Babcia z moich dziecięcych wyobrażeń (bo raczej nie wspomnień) miała siwe włosy spięte w gniazdko, drewnianą laskę i istniała tylko po to, by lepić pierogi oraz zajmować się wnuczętami. Na szczęście, Babcie Mikroba (choć obie są już emerytkami) mają swoje życie i swoich przyjaciół, podróżują i śpiewają, chodzą do kina i po górach. Potrafią też, co prawda, hodować pomidory, robić na drutach i najlepszy w świecie sernik, ale nie odczuwają potrzeby, żeby codziennie nas tym uszczęśliwiać. Są kiedy trzeba. Kiedy trzeba potrafią też nie być.

Oczywiście Babcie Mikroba mają też miliony irytujących przyzwyczajeń, pytają po sto razy o to samo, przesadzają z ilością jedzenia i z troską o zimne rączki. Na początku doprowadzały mnie do szału kompulsywnym okrywaniem kocykiem,  dietą matki karmiącej (czyli nic + banan/pieczone jabłko), kupowaniem ubranek, których nawet raz nie zdążę założyć, no i tym sopranem koloraturowym, w którym mówiły do dziecka przez całą dobę. Obłęd. Postanowiłam się jednak nie frustrować, ani nie poddawać presji wieku oraz doświadczenia i jakoś ustanowić granice. Nie jestem boginią asertywności, ale po paru tygodniach, kilku kąśliwych uwagach i spojrzeniach Królowej Śniegu, wygrałam z kocykiem, nie słyszę już o zimnych rączkach, ubranka są ze mną konsultowane, a do jedzenia dostaję różne pyszności, o które poproszę i których sama nie umiem tak dobrze spreparować. Tylko soprany zostały. Co robić, kiedy Mikrob je kocha?

Wiem, że zdarzają się babcie niereformowalne i trudne do zniesienia nawet dla buddyjskich mnichów. Że możesz mieć z matką megatrudny układ i pełno kwasów z przeszłości. Wiem, że byłaś/eś w szkole rodzenia i przeczytałaś/eś wszystkie książki Harveya Karpa. Ale daj babci szansę. Twoje dziecko to doceni. A ona jeszcze Cię zaskoczy.

Pin It on Pinterest

Share This