Po tym, co niedawno wydarzyło się w warszawskim tramwaju, wszyscy uczciwi i myślący ludzie powinni ostentacyjnie zacząć uczyć się niemieckiego. A przynajmniej wszem i wobec zapewniać, że właśnie to robią. Tak uważam.
Ja sama właśnie zaczynam i Was też zachęcam. A o tym, dlaczego niemiecki jest nie tylko pożyteczny, ale też przyjemny i ciekawy, rozmawiam z wiceszefową warszawskiego Goethe-Institut Ulrike Würz

 

Nie chcę zaczynać naszej rozmowy o niemczyźnie do przykrych incydentów, a z drugiej strony myślę sobie, że może to właśnie dobry moment, by mówić Polakom o tym, dlaczego warto znać niemiecki? 

Po pierwsze dlatego, że angielski już znają.

No nie wiem. Powiedzmy.

Hiszpanom czy Latynosom pewnie łatwiej jest zachęcać do nauki swojego języka wizją słonecznych wakacji i szerokich plaż, bo ich język tak bezbłędnie kojarzy się całemu światu z fiestą oraz latynoskimi kochankami (śmiech). Wiem, że dla wielu Polaków niemiecki brzmi szorstko, twardo, mało melodyjnie. Ale tylko do momentu, póki nie zaczną się go uczyć i naprawdę go słuchać.

Wystarczy pooglądać niemieckie filmy czy posłuchać muzyki, zwłaszcza opery.

Prawda? Nagle zaczynasz słyszeć, że tu też jest muzyka. Bardzo mnie te olśnienia cieszą. My, Niemcy słyszymy to w naszym języku, ale trudno to wyjaśnić komuś, kto niemieckiego nie zna. Tym milej jest obserwować moment, w którym inni ludzie też zaczynają to chwytać.

Czyli warto po to, by odkryć sekretną, tajemniczą melodię niemczyzny. Mnie wystarczy, ale nie wszystkich to pewnie przekona do nauki…

Dlatego warto mówić o aspekcie praktycznym, o możliwościach – zwłaszcza biznesowych, zawodowych, naukowych – jakie otwiera znajomość niemieckiego. Niemcy są jednym z największych i najważniejszych partnerów handlowych i gospodarczych Polski, więc z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że kiedyś zdarzy Ci się z Niemcami współpracować. I wcale nie trzeba do tego pracować w Niemczech, ani często tam jeździć.

Ale do Berlina to my akurat chętnie, jak najczęściej!

I to też jest dobry powód! Berlin jest wspaniałym miastem. Ale nawet w Polsce znajomość niemieckiego przydaje się raz po raz. Polacy chętnie czytają niemiecką literaturę, słuchają muzyki, uczestniczą w polsko-niemieckich wydarzeniach kulturalnych, koncertach. Poza tym jesteśmy tak bliskimi sąsiadami – z Warszawy 6 godzin pociągiem, 5 autostradą, z wielu miast znacznie bliżej – aż się prosi, żeby pojechać na weekend. To nie jest odległa egzotyczna wyspa, na którą latasz tylko w marzeniach, ale bardzo ciekawy, a dla wielu Polaków nadal nieodkryty kraj tuż za miedzą.

A co głównie motywuje tych, którzy niemieckiego już się uczą? Bo mnie np. fakt, że w powieściach Twardocha nie ma przekładu niemieckich passusów, a ja bardzo, bardzo chcę je rozumieć bez zaglądania do google translate. Albo oglądać filmy Hanekego, Wendersa czy Herzoga bez napisów.

Zwykle niemiecki traktuje się czysto użytkowo. Obcokrajowcy w ogóle zaczynają się go uczyć, gdy mają konkretny cel i wiedzą, że będą go używać w pracy, na studiach, w związku. Trochę szkoda, że to główny motyw, ale z drugiej strony to w sumie dobry punkt wyjścia.

Czyli to nie jest tak, że skuszeni wielkością i bogactwem niemieckiej kultury Polacy walą drzwiami i oknami na kursy, bo im się marzy czytanie Hegla w oryginale?

Niestety nie, ale takich kursantów też mamy i to coraz więcej. Akurat niekoniecznie chcą czytać Goethego i Schillera w oryginale, bo to akurat dość trudny kawałek języka, ale są tacy, którzy chcą po prostu wiedzieć o czym śpiewa Rammstein czy Kraftwerk. Albo zakochali się w Niemcu lub Austriaczce i wtedy to dopiero mają motywację!

Powiedziałyśmy już sporo na temat negatywnych stereotypów co do niemieckiego, ale funkcjonuje też co najmniej jeden pozytywny. Uważa się powszechnie, że niemiecki jest uporządkowany i ma jasną strukturę, co ułatwia jego naukę. Że – w przeciwieństwie do wielu innych języków – ma więcej reguł niż wyjątków. Czy rzeczywiście?

Tak, zasady są naprawdę jasne i to rzeczywiście ułatwia naukę, zwłaszcza uczniom, którzy myślą analitycznie. Nie mówimy tylko o gramatyce, ale też o słownictwie. Możesz przecież tak łatwo tworzyć tak wiele świetnych, długich wyrazów doklejając kolejne elementy.

Jak np. cudowne najdłuższe ponoć niemieckie słowo Rindfleischetikettierungsüberwachungsaufgabenübertragungsgesetz oznaczające „ustawę o przekazywaniu obowiązków nadzoru znakowania mięsa wołowego”.

Na przykład! Julian Tuwim stworzył podobny żart językowy o schwytaniu zabójcy (Attentäter) hotentockiej (Hottentotten) matki (Mutter) głupka i jąkały (Stottertrottel) umieszczony w kufrze (Koffer) z plecionki (Lattengitter) przeznaczonym do przechowywania schwytanych kangurów (Beutelratten), czyli Hottentottenstottertrottelmutterbeutelrattenlattengitterkofferattentäter.
Choć niektórym pewnie trudno w to uwierzyć, niemiecki ma bardzo wiele wspólnego z polszczyzną. Mnóstwo wspólnych metafor, pojedynczych słów, kalk językowych.

Ostatnio zrobiłam test, który mi uzmysłowił, że znam już co najmniej dwie setki niemieckich wyrazów, choć nigdy w życiu nie uczyłam się niemieckiego.

I to jest naprawdę dobry start. Dużo lepszy niż gdybyś np. zaczynała się uczyć chińskiego, prawda? Więc naprawdę, niemiecki nie jest trudnym językiem. A poza tym, mając polszczyznę za język ojczysty, naprawdę nie należy się obawiać żadnego innego języka. Każdy będzie łatwiejszy. Wystarczy dać sobie i językowi szansę! Give German a chance!

A czy zmieniają się jakoś metody uczenia języków? Ja uczyłam się głównie z podręczników, ćwiczeniówek i fiszek. Dziś mamy internet, you tube’a, podkasty, appki –  morze możliwości.

Nowoczesne metody nauczania łączą te wszystkie elementy i czerpią ze wszystkich dostępnych sposobów, o ile tylko pomagają w nauce. Największym wyzwaniem dla nauczycieli jest więc wyselekcjonowanie z  tego morza możliwości tych pomocy językowych, które naprawdę ułatwiają naukę. Bo nie chodzi o to, żeby zarzucić kursanta podkastami i aplikacjami. Niektórzy naprawdę skuteczniej uczą się notując słówka w zeszycie. Grunt to uzmysłowić uczniowi, do czego mu się przyda ta czy inna konstrukcja gramatyczna albo wyrażenie. Cała zabawa polega na tym, by skłonić uczniów do używania języka w działaniu, w prawdziwym świecie. Więc chętnie inscenizujemy scenki z życia, puszczamy naszym uczniom fragmenty prawdziwych niemieckojęzycznych programów czy filmów. Żeby widzieli niemiecki na żywo, a nie tylko w ćwiczeniówce.

To zakłada mocno indywidualne podejście.

I ono jest najlepsze. Ale nie oznacza to wcale, że nie warto uczyć się w grupie. Grupa pomaga oswoić się w konwersacji, z grupą łatwiej się pisze czy wykonuje zadania.

I grupa dodaje odwagi, a to chyba największa bariera w używaniu nowego, obcego języka. Wszyscy boimy się własnej śmieszności, nieporadności.

Zupełnie niepotrzebnie. Spójrz, wystarczy że powiedziałaś kilka słów po niemiecku, a ja po polsku. Nieporadnie i śmiesznie. A od razu nam do siebie bliżej, czyż nie?

20111213_muenchen_ulrike_wuerz_fotoloredanalarocca_rf

Ulrike Würz urodziła się niedaleko Stuttgartu, mieszkała i pracowała w Kolonii i Jenie. Ukończyła germanistykę i przez wiele lat pracowała jako nauczycielka niemieckiego, autorka podręczników do nauki tego języka oraz asystent naukowy na Uniwersytecie w Jenie. Od 5 lat jest związana z Goethe-Institut. Od 3 z jego warszawskim oddziałem, w którym szefuje działowi językowemu. Zna angielski, francuski, łacinę i trochę rosyjskiego i hiszpańskiego. Mozolnie uczy się polskiego i idzie jej coraz lepiej.


PS: Na blogu znajdziecie także moją rozmowę o tym, jak i dlaczego uczyć niemieckiego swoje dzieci.

 

Pin It on Pinterest

Share This