• To jest przerażające. Szczęśliwie moje doświadczenia nie wpisują się w najgorszy obraz wynikający z tych statystyk, ale jednak… do doświadczeń jednoznacznie pozytywnych też było mi daleko. Mam wrażenie, że wokół tematu przyjścia dziecka na świat jesteśmy coraz bardziej „spolaryzowani”. Z jednej strony rozrasta się nurt naturalnego, świadomego rodzicielstwa, a z drugiej – rośnie liczba CC na życzenie…

  • Dobry tekst. Dzięki!

  • Jaroslaw Karwowski

    W Polsce jest blisko 500 publicznych szpitali z oddziałem położniczym. Przepraszam ale budowanie opinii o generalnym stanie w całym kraju na podstawie wyników kontroli 24 szpitali to jest jakiś kiepski żart. Żaden statystyk nie uznałby takiej próby za miarodajną.

    • Anna Kwiatek-Kucharska

      Zakładam, że skoro NIK zawodowo zajmuje się kontrolami to jednak zna się na ich przeprowadzaniu.
      Polecam przeczytać, jaki był klucz doboru placówek do kontroli (strona nr 6 raportu). W skrócie zostały tak dobrane, żeby odzwierciedlać strukturę szpitali w Polsce, na podstawie poziomu referencyjnego.
      Oczywiście lepiej byłoby skontrolować większą ilość placówek, ale ile by to zajęło?
      W tym temacie trzeba działać jak najszybciej!

      • Raissa

        Próba nie jest reprezentatywna dla całej Polski, ponieważ jest celowa. Cytat z raportu NIK „Dobierając do kontroli oddziały położnicze uwzględniano wysoki odsetek
        cięć cesarskich oraz doniesienia medialne wskazujące na możliwość wystąpienia nieprawidłowości.” Czyli wybrali te placówki, o których było wiadomo, że nie spełniają standardów. Nic dzwnego, że wyszły takie wyniki.
        Zgadzam się oczywiście, że szpitale powinny być kontrolowane i absolutnie powinny spełniać standardy, ale nie można wyciągać wniosków ogólnopolskich na takich niemiarodajnych danych.

    • boska matka

      Oczywiście, że by uznał. Statystyka przeważnie bada reprezentatywne próby, a nie całe populacje. Tak samo jest tym razem. Metodologia NIKu nie budzi zastrzeżeń.

    • Ronja

      Jarosław Karwowski, od kiedy to w statystyce bada się 100% czegokolwiek? zawsze jest jakaś próba a wyniki uogólnia się na całość.

      • Jaroslaw Karwowski

        Przecież ja nie napisałem że powinno się zbadać 100% wszystkich szpitali. Napisałem, że próba 24 szpitali jest niemiarodajna tym bardziej że próba ta została starannie wyselekcjonowana (o czym można przeczytać na stronie 6 raportu). Próby statystyczne są z zasady losowe.

    • Marta Nefertari

      Wszystkie badania przeprowadzają właśnie w taki sposób – to o czytelnictwie także (co swego czasu tak się pojawiało często w sieci jako dowód na to, że jesteśmy narodem nieczytającym). Wybierają jakąś grupę do badania, według odpowiedniego klucza, i na niej się skupiają. To dotyczy w zasadzie wszystkich badań statystycznych.

  • Marcysia

    ja rodziłam w szpitalu w Nowym Sączu w 2013 roku przez CC, jak byłam w sali noworodków po mojego synka to wszystkie dzieci obecne na tej sali miały wetknięte w buzie butelki z mm, butelki były podparte pieluszkami, niektórym maluchom butelka się wymsknęła i leżała obok, dzieci jadły (bo karmieniem tego nazwać się nie da) bez jakiegokolwiek nadzoru. Tam jest takie myślenie: noworodek płacze? noworodek chce butle.
    Źle wspominam też poranne obchody, 4 dni byłam na położnictwie i 4 razy badali mi ranę i tylko jeden lekarz zrobił to tak delikatnie, że nie zabolało.

    • boska matka

      Niestety, mojego synka też dokarmiano, mimo że miałam pokarm i chciałam karmić. Bo wcześniak. To nie są jednostkowe przypadki.

  • W takim razie jestem w doskonalym.szpitalu i czelam na dobry porod z.moimi blizniakami. Gdansk, Kliniczna.
    Wiekszosc kobiet nie ma.pojecia jak chronić krocze przed nacieciem. Nie wie, jakie ma prawa i o co pytać. Edukacja to podstawa. Dalej krążą ploty, że nie da sie wykarmic piersią wczesniaka i tylko mm pomoze. Kobiety same sobie wmawiaja histerie bo są niedouczone.

    • boska matka

      Tak. I o tym też jest w raporcie. „Z przeprowadzonych przez NIK badań ankietowych wynika bowiem, że kobiety w ciąży wiedzę na temat porodu czerpią z internetu, czasopism, bądź rozmów ze znajomymi. Tylko 224 spośród 731 kobiet, które urodziły pierwsze dziecko, uczęszczało do szkoły rodzenia”. Ale edukacja to nie wszystko. Edukacja tylko wzmaga frustrację, kiedy system działa z tak wielkim pogwałceniem standardów. Prawo musi być egzekwowane, przez odpowiednie instytucje. Kobiety same nie mają takiej mocy.

    • Kinga

      Zgadzam się z Panią, że edukacja to podstawa. Samej mi się ciśnienie podnosi, jak słyszę od koleżanek że karmią mm bo „podobno ma więcej witamin” albo że cc jest lepsze bo po porodzie naturalnym ma się nietrzymanie moczu. Jest to porażka zarówno systemu edukacji w Polsce, gdzie powinno to być poruszane na lekcjach biologii czy przygotowania do życia w rodzinie, a także szkół rodzenia. Natomiast uważam, że nie zwalnia to z odpowiedzialności personelu medycznego. Sama mam koleżankę, która miała trudny poród, transfuzję krwi, dziecko leżało na innej sali, ona nie miała na nic siły. W tej sytuacji zamiast położne pomóc jej to dały dziecku butlę z mm bo płakało. Jak ona, wyczerpana po operacji, miała wtedy trzeźwo myśleć i walczyć o swoje prawa? Druga sprawa to to, że w końcu jest się w szpitalu, trzeba jednak komuś zaufać i chce się komuś zaufać w tej nowej, przerażającej sytuacji jaką jest urodzenie pierwszego dziecka. Ufa się więc lekarzowi, położnej, w końcu oni powinni wiedzieć najlepiej. I dlatego nic, absolutnie nic nie zwalnia ich z odpowiedzialności przestrzegania tych standardów.

      • Gosiaq

        aż płakać się chce 🙁 co do przygotowania do życia w rodzinie to tam lepiej uczyć ‚gdzie wkładać’ ‚jak nie zaciążyć’ ‚geje też mogą’ niż prawa kobiety w ciąży/rodzącej. Ja na szczęście byłam i jestem dociekliwa i edukuje się w internecie z porządnych stron.

        • p.p

          Niestety jeśli nawet jesteś świadoma swoich praw i się o nie upomnisz to traktują cie jak dziwadlo jakieś co robi problemy.
          Nie zgodzę się natomiast z autorką ze za cięciem idzie kasa i w związku z tym robi się je częściej. Żaden ze znajomych ginekologów nie robi cięcia dla 400 zł dla szpitala….. bo przecież nie lekarz za to dostaje. Cięcia się robi bo kobiety się tego domagają najczęściej bo albo się na słuchały o cierpieniach koleżanek naturalnie rodzących i nie chcą upokorzenia i bólu albo są niewyedukowane

          • Samia

            To prawda. Ja się edukowalam cała ciążę, cwiczylam krocze, miałam plan porodu, a personel medyczny wziął mnie za jakąś wariatke która się „naczytala w internecie” :/ położna nie współpracowała wręcz podwazala moja naturalna zdolność rodzenia. Jestem wkurzona na maksa i mam dużo żalu…

          • Joanna

            U mnie to samo, plan porodu został rzucony na stertę papierów w dolnej szufladzie szafki w dyżurce położnych (stertę tworzyły zapewne plany innych rodzących) po tym, jak spędziliśmy nad nim z mężem sporo czasu, rozważając każdy punkt. Pies z kulawą nogą do niego nie zajrzał.

          • boska matka

            We wzmiankę o CC wkradł się błąd, już poprawiony. Ale z mojego rozeznania wynika, że taka ilość CC nie wynika wyłącznie z woli pacjentek (ta jest często ignorowana), a nawet jeśli, ważną kwestią wymagającą namysłu jest to, DLACZEGO kobiety się tego domagają. A w ogóle to jest szerszy, systemowy problem. IMO, m.in. podziału obowiązków między lekarzy a położne, co też wpływa na przebieg porodu i ryzyko komplikacji. Ale to na inną dyskusję. Jesteśmy liderem CC w Europie i to niepokoi.

  • Anna

    Ja rodziłam w 2013 i w 2016, w Lubinie na Dolnym Śląsku,
    Same porody wspominam dobrze, oba sn, nie zostałam nacięta. Przy pierwszym porodzie przebicie pęcherza + oksytocyna (z powodu braku skurczy) a mimo to urodziłam w 25 min, przy drugim porodzie tylko przebicie pęcherza płodowego, bez oksytocyny, mimo braku skurczy jak za pierwszym razem, poród 10 min. W obu przypadkach super położne, którym w pełni zaufałam i nie mam żadnych przykrych wspomnień związanych z porodami. Aha oba porody rodzinne, mąż obecny podczas porodu, porody w bardzo miłej atmosferze. Przy obu porodach dziecko skora do skóry, pępowina odcięta dopiero jak przestała pulsować, zaraz po zbadaniu dziecka było z powrotem mi oddane. Sale porodowe 1 i 2 osobowe.
    Minusem był rzeźnik który mnie przyjmował na odział w 2013(badanie przez tego lekarza było gorsze od porodu!!!!), w 2016 już go nie było 😉 został zwolniony.
    W szpitalu nie stosuje się znieczuleń(dla mnie było to akurat bez znaczenia, świadomie nie zamierzałam skorzystać) ale jeżeli ktoś nie ma wystarczającej tolerancji na ból powinien mieć jednak taka możliwość, niestety brak drugiego anestezjologa.
    Koszmarem są za to panie od noworodków(z jednym wyjątkiem), które z uporem maniaka wciskały butle z mm, na którą się nie zgodziłam, zero pomocy z ich strony przy przystawieniu do piersi. Bardzo niechętnie tez brały dzieci na sale noworodków, wyjątkowo nie chciały się przepracowywać. To jakiś zupełnie inny gatunek w przeciwieństwie do położnych, które u nas są aniołami 😉

    • KaSIA

      Kurcze, zazdrość max:) Ale nie sposób pominąć, że skoro porody takie szybkie, to i wspomnienia nie najgorsze;)

  • Monika Eliasz-Kowalska

    Skąd dane na temat karmienia do 6 miesiąca życia? Skąd dane, że 4%? oczy wylazły mi z orbit;pp chciałam przeczytać te statystyki, bardzo proszę o link czy cos podobnego.

    • boska matka
    • Ronja

      Nie mogę zalinkować, ale to sa informacje ze strony CNoL:
      „Wyniki podane przez GUS w 2014 roku (zebrane od lekarzy POZ, populacja 360 195 dzieci urodzonych w 2013 roku)
      w 6 tygodniu – 46% (167663 dzieci)
      w 2-6 mc karmi 42% (151629)
      w 9 mc karmi 17 % (62274)
      w 12 mc karmi 11,9 % (43129)
      Jeszcze gorzej wyglądają wyniki wyłącznego karmienia, choć badania mamy tylko na małych grupach:
      W 4 mc – 59%, ale wyłącznie 30%, (Bernatowicz-Łojko, 2010)
      W 6 mc 68,6% jest karmionych piersią, ale tylko 3,7% wyłącznie (Zagórecka, 2007)”

      • mek

        Dziekuje za informacje:) najwieksza próba jest w GUS i właśnie te dane znałam;) pozdrawiam

        • fafenka

          Mnie też to 4% zastanowiło…
          No ale trochę to mylące jednak, bo chodzi o wyłączne karmienie piersią w 6 miesiącu, a w tym czasie zaczyna się już rozszerzanie diety, więc koniec „wyłączności”.
          Rozszerzanie diety po 6 miesiącu jest zalecane przez pediatrów i przez WHO, więc wszystko by się zgadzało.

          • boska matka

            Zalecenia WHO są jasne- wyłączne KP do 6 m-ca i kontynuacja przy rozszerzonej diecie do 2 r.ż. lub dłużej. Tego dotyczy 4 proc.

  • Joanna

    Jestem aktualnie przed drugim porodem. Pierwszy wspominam bardzo zle, mimo mojego sprzeciwu juz na poczatku porodu dotyczacego naciecia polmiaa i tak go zrobila, od razu mialam rowniez podana oksytocyne, przebity pecherz a na koniec lekarka rzucila mi sie z lokciem na brzuch by wydusic dziecko bo trwalo to juz za dlugo…:-/
    Az strach pomyslec jak bedzie wygladal drugi porod.
    Choc pozniej zarowno polozne(poza jedna) jak i panie od noworodkow byly bardzo pomocne i to niestety zle wspomnienia odnosnie porodu pozostaja.

  • Monia

    Polki karmia 6 msc bo tylko tyle mają urlopu macierzyńskiego :/ później przerywają bo muszą wracać do pracy. Proste i logiczne.

    • Joanna

      rok urlopu mają

  • mag

    ja rodziłam w chorzowskim siminie i szczerze polecam: znieczulenie na życzenie, doradcy laktacyjni dostępni cały czas i walka o to by kobiety karmiły piersią, kontakt skóra-skóra od razu po porodzie, do tego wspaniały życzliwy personel. A o własne krocze zadbałam przygotowując sie z balonikiem aniball i obyło sie bez cięcia

  • nalsowa

    Zlozylam skargę do szpitala z kopią do wszystkich świętych.szpital odpisał jakby się nic nie stało.Rzecznik odpowiedzialności lekarskiej wszczął postępowanie,csekam na werdykt. Nie chve mi się,ale nie odpuszczę draniom, kp mi shrzanili, odciagam pokarm 13mcy,wie tak trafili nq nieodpowiednia babkę.

  • celina

    chyba nie przeczytałaś ze zrozumieniem raportu NIK – dla szpitala kasa za każdy rodzaj porodu jest TAKA SAMA, czy to cc czy psn, a że w przypadku cc koszty są większe, na cięciach jest właśnie stratny.

  • boska matka

    Faktycznie. Już poprawiam. Dzięki za zwrócenie uwagi.

  • celina

    chyba nie przeczytałaś raportu NIK ze zrozumieniem. Szpital dostaje TYLE SAMO kasy za każdy rodzaj porodu, czy to cc czy psn, a że przy cc koszty są większe, na cięciach jest właśnie stratny

  • KW

    Super fajnie urodzić siłami natury, bez mleka modyfikowanego i naciętego krocza – jasne. Czy miałam cesarskie cięcie? Tak, oczywiście – pierwsze wybłagane po 12-godzinnym dogorywaniu bo na moje szczęście na oddziale nalazła się znajoma rodzinie lekarka. Znajomej lekarki nie miała moja sąsiadka, której w podobnej sytuacji nie zrobili cięcia na czas – kiedy dziecko już się dusiło a ona odpływała na tamten świat przecięli jej brzuch na krzyż. Druga równie marzyła o porodzie siłami natury, bez naciętego krocza. Nie nacięli, samo pękło aż po odbyt. Karmienie naturalne – oczywiście jasne. Dziękuję serdecznie za ten przymus w szpitalach – i tak na serio tej pani położnej, która przyszła na kolejną zmianę i usłyszała moje błagania o butelkę. Po dwóch godzinach ssania mojej krwi, bo mleka już oczywiście nie było, moje dziecko mogło się w końcu najeść. Zbulwersowane wielbicielki mleka matczynego uspokajam, że mimo mojej skandalicznej postawy mój synek pił później z piersi. Drugi poród po pierwszym horrorze już z cesarką na życzenie – w odróżnieniu od pierwszego po dwóch dniach czułam się jak młody bóg.
    Pozdrawiam wszystkie matki, które urodziły po godzinie-dwóch akcji porodowej i są z tego powodu specjalistkami w sprawach porodu i połogu, o których przecież lekarze i położne bladego pojęcia nie mają.

    • Marushka82

      Wlos mi sie jezy i noz w kieszeni otwiera kiedy czytam takie historie pisane w 21w. I jest mi bardzo przykro, ze masz takie doswiadczenia. Nie tak powinno to wygladac. Ja rodzilam w szpitalu w Londynie (nie prywatnym tylko normalnym panstwowym) i mimo, ze porod trwal prawie 24 godziny nie wspominam go jako horroru i nie mam traumy. Ale to dlatego, ze wszystkie polozne (a mialam ich podczas porodu 4 – nie na raz, ale jak jednej konczyl sie dyzur to od razu przychodzila nowa) byly cieplymi, profesjonalnymi osobami, ktore wykazywaly sie nie tylko ogromna klasa ale tez empatycznym i ludzkim podejsciem do mnie. Slowem, traktowaly mnie jak czlowieka a nie mieso/kolejna co przyszla urodzic. Wysluchiwaly, pocieszaly jak plakalam na ich ramieniu ze nie dam rady, tlumaczyly co sie dzieje w kazdym momencie porodu. Kazda polozna, pielegniarka, lekarz itp wchodzacy na sale od razu sie przedstawial, pytal jak sie czuje, wyjasnial co sie bedzie dzialo i pytal o moja zgode (o wszystko! nawet pielegniarka, ktora przychodzila mierzyc cisnienie pytala czy sie zgadzam) Na samym poczatku porodu (wywolywanego oksytocyna po tym jak zaczely mi 24g wczesniej odchodzic wody) poinformowano mnie, ze jesli chce to moge dostac znieczulenie zewnatrzoponowe, musze tylko dac im znac z pol godziny wczesniej, zeby anestezjolog sie przygotowal. Za nic nie musialam dodatkowo placic, nie dawano mi zadnych kwitkow do podpisania, za to wyjasniono wszystkie za i przeciw decyzje pozostawiajac MNIE. Bylam na jednosobowej sali, maz byl ze mna caly czas. Wzielam zzo kiedy czulam, ze go potrzebuje i mimo ze porod skonczyl sie kleszczami wiedzialam czemu tak sie stalo i mialam kontrole i wszystkie informacje na temat tego, czemu akurat takie rozwiazanie zostalo zaproponowane. Nawet przed nacieciem zapytali czy sie zgadzam. Czemu do cholery w Polsce nie moze tak byc? Polozne i pielegniarki w UK tez maja mnostwo obowiazkow, pacjentow itp ale jednak sa ludzkie. Empatia nic nie kosztuje. Tu widac, ze jak ktos jest polozna to jest nia z powolania i kocha swoja prace. Serio. Rozpisalam sie, nie zeby sie tu pochwalic ze tu w UK, tylko naprawde ciezko mi zrozumiec czemu w Polsce w 21 wieku caly czas traktuje sie pacjenta jak przyglupa ktorym mozna sterowac, pomiatac i ktorego mozna ponizac, kiedy powinno sie go wspierac i traktowac jak CZLOWIEKA.

    • boska matka

      Niepotrzebne emocje, usuwam tylko epitety, choć co do zasady takie posty usuwam stąd w całości. Możemy się różnić zachowując elementarną kulturę dyskusji, tak myślę. NIkt tu nie potępia CC, ani karmienia MM, są sytuacje, w których to konieczne i wskazane. Ty byłaś w takiej sytuacji i ja też. Nie zmienia to faktu, że skala interwencji medycznych jest zatrważająca i przyznają to również przedstawiciele środowisk medycznych. Dobrze, że mówi się o tym głośno nie tylko na specjalistycznych konferencjach. Wiele się zmienia na lepsze. Oby zmieniało się dalej.

    • To ja do tej historii mogę dodać, że rodziłam 15h i ostatecznie skończyło się na CC, bo synek miał już infekcję. A jak błagałam o znieczulenie to usłyszałam, że ja jestem młoda, a dziecko małe, więc muszę sobie poradzić (poród nie postępował, szyjka się nie skróciła, rozwarcia nie było, nie miałam z czym sobie radzić, tylko skurcze parte po maksymalnej dawce oksytocyny odbierały mi przytomność). Potem sama poprosiłam o mm, bo moje dziecko wyło z głodu. Od jednej położnej usłyszałam, że ona swoje dzieci wykarmiła, a ja swoje mogę truć, jeśli chcę. Druga położna zrugała mnie od stóp do głów za niedokarmienie i fakt, że przez to dziecko tak płacze. Trzecia sama dokarmiła dobowe dziecko sondą ilością 20 ml(!) mm tak, że więcej zwymiotował niż połknął. Za dwa tygodnie rodzę w tym samym szpitalu. Jest jednym z najlepszych w okolicy. Ale mam planowane CC i nie dam się drugi raz tak potraktować.

  • Janeczka

    Ja nie rodziłam w Polsce. Mam super wspomnienia. Miałam ciąże trudna bliźniacza z komplikacjami. Myśle ze jeśli bym żyła w Polsce to juz by mnie na świecie nie było.

  • Sylwia Niegolewska-Oblicka

    To może i ja dorzucę swoje 5 groszy ;). Urodziłam trójkę dzieci…różne lata, różne szpitale, każdy poród w innym mieście-ba…nawet w innym województwie ;). Moja pierwsza córcia pchała się na świat póki jeszcze mieszkałam w rodzinnym mieście, ale że wiedziałam, iż nie będę tu mieszkać a do tego szpital, a przede wszystkim oddział położniczy miał fatalną opinię to wyjechałam do Wrocławia (w końcu duże miasto to i opieka będzie lepsza-tak myślałam…o naiwności….) Do szpitala udałam się kilka dni po terminie-tam mnie zaczęli szprycować zastrzykami i kroplówkami…po kilku następnych dniach zaczęło się coś dziać…coś tzn na porannej wizycie lekarz stwierdził że są trzy palce rozwarcia, i że pewnie dziś będę rodzić….żeby przyśpieszyć kazał mi chodzić…dużo chodzić…więc dreptałam dzielnie, czas mijał, rozwarcie coraz większe tylko że skurczy za diabła…ok 22-ej (plus minus…było to 1998 roku więc i pamięć nie ta 😉 ) lekarz stwierdził że mam maszerować na porodówkę bo rozwarcie pełne a i skurcze się jakieś pojawiły, jako posłuszna pacjentka podreptałam gdzie mi kazano…tam przywitał mnie rząd niczym nie oddzielonych łóżek…co zresztą mi nie przeszkadzało bo byłam tam sama. Lekarz z pielęgniarką przy biurku popijali kawkę a ja nadal dreptałam…niestety skurcze nie zyskały na mocy, więc postanowiono że urodzę z takimi jakie są (nie polecam…po drugim dziecku stwierdziłam, że skurcze parte to błogosławieństwo). Moja córcia urodziła się 00:35 w towarzystwie krzyków i przeklinań w moją stronę zarówno pielęgniarki jak i lekarza…bo niedobra pacjentka najzwyczajniej w świecie sfajdała im się podczas porodu (lewatywy oczywiście wcześniej nie wykonali). Po porodzie małą zawinęli w pieluszkę i poszli…a mnie zostawili z poddartą koszulą i nogami na łózku porodowym…na przeciwko szeroko otwartego okna (była druga połowa października i z lekka piździło), gdy zebrałam się na odwagę i zaczęłam wołać pielęgniarkę (nie miałam magicznego guziczka) to ta wleciała z pretensjami że mam się nie drzeć bo nie jestem tu sama (hmm…pewnie przyprowadziła swoich niewidzialnych przyjaciół). Nie mniejsze cyrki były potem na oddziale…mała dostała dosyć silną żółtaczkę i była pod lampami-wyciągałam ją tylko do karmienia. Pewnego pięknego dnia przyszła Pani doktor, stwierdziła że zaduch i pootwierała okna…leżałam przy drzwiach, karmiłam małą, na efekty nie trzeba było długo czekać. Ona zapalenie ucha, a ja przeziębienie…więc wzięli ode mnie maleństwo i dali do izolatki (gdzie zresztą kochane siostrunie dołożyły jej zapalenie pępka), a ja mogłam oglądać ją tylko przez szybę…o karmieniu nie było mowy….Byłam młodą kobietką(20 lat) z dala od bliskich…nikt nie powiedział że jak nie karmię to pokarm trzeba ściągać….więc na zapalenie piersi nie musiałam długo czekać…lekarz wtedy spytał się dlaczego nie odciągam pokarmu i nie masuję piersi….powiedziałam że nie wiem jak….pielęgniarka usłyszawszy to powiedziała że one wszystko mi pokazały(a g…. prawda)…tego wszystkiego było za wiele…nie wytrzymałam rozpłakałam się…na co wszedł mój mąż…opowiedziałam mu wszystko więc poszedł „wytłumaczyć” sprawę….Wściekła piguła wleciała do pokoju pokaz masażu wyglądał tak jakby w furii chciała mi pourywać piersi…a na koniec powiedziała” a pani mąż niech tu awantur nie wszczyna-bo proszę pamiętać, on stąd pójdzie, a pani tu zostanie) I tyle na temat 1998 roku ;). A zapomniałam…nie nacięli mnie więc rozerwało mnie prawie do d…
    Spokojnie teraz będzie krócej…Rok 2000 Brzeg (woj. opolskie) Tutaj też dzieciątko miało opory więc znowu szprycowanie zastrzykami i kroplówkami….tym razem z powodzeniem…pojawiły się skurcze i to dość solidne….Sala standard….rząd łóżek (jako nowość-parawany), na sąsiednim łóżku inna nieszczęśnica pod kroplówką…tutaj poszło w miarę gładko-całość jakieś dwie godziny, tym razem byłam nacięta (synuś kawał chłopa 4100)…co do opieki…położne anioły….po porodzie jedna nie odstępowała mnie na krok i co rusz pytała jak się czuję…lekarz….gbur jakich mało…ale nie zwracałam na niego uwagi…Ale mam żal…mimo iż zgłaszałam wielokrotnie że synuś nie moczy pieluch, nikt nie zwracał na to uwagi i po trzech dniach wypisali nas do domu…po nie całym tygodniu szpital…ciężka niewydolność nerek…o krok od tragedii…
    I wreszcie…współczesność…Rok 2014 Ostrów Wlkp…przez całą ciąże byłam w szoku…stado badań…jakiś plan porodu…ze względu na wiek USG 3D…o co kaman… Tym razem obyło się bez wspomagaczy…córcia sama się rwała na świat…i w środku nocy odeszły wody… Najpierw badanie…potem zaprowadzono mnie do salki w której miałam rodzić żebym mogła tam położyć swoje rzeczy…kolejny szok…żadnych parawanów…jedno łóżko…just for me…Potem położna przeprowadziła ze mną szczegółowy wywiad, przeczytała również plan. A potem poszłam potuptać…tak na przyśpieszenie…potem dostałam jakąś piłkę do hycania…cały czas koło mnie ktoś krążył…poród przeszedł sprawnie (odejście wód ok 3 rano, młoda wyskoczyła ok 14-ej), dostałam jakiś „gaz rozśmieszający” 😉 Pozszywali mnie (nie obyło się bez nacięcia-ale wyraziłam zgodę) i przenieśli na odział…gdzie opieka była na 5+( jak miałam problem z karmieniem to zawsze ktoś pomagał czy doradzał-nie było tajnego dokarmiania-tylko na prośbę matki), mała miała trochę kłopotów…żółtaczka nie chciała odpuścić…okazało się także że ma inne problemy…ale opieka była tam na tyle dobra że wiedziałam, że wszystko musi być dobrze i że nie wypuszczą nas dopóki wszystko nie będzie w 100% ok…
    Piszę to wszystko bo chyba ten program „Rodzić po ludzku” nie do końca można spisać na straty….ten pierwszy szpital do którego nie chciałam iść i wyjechałam do Wrocka to był właśnie w Ostrowie Wlkp ( i wtedy w 98 faktycznie były okropne warunki….chociaż może nie takie na jakie trafiłam w dużym mieście)….ja wiem że to co Pani tu przedstawiła to są dane statystyczne, ale naprawdę jest w Polsce wiele szpitali które przejmują się zdrowiem zarówno matek jak i małych pacjentów…. Często też szpitale i pracownicy są oceniani niesprawiedliwie -nie mówię tu o statystykach…ale o matkach typu „pępek świata” które uważają się za jedyne pacjentki na oddziale i wystawiają negatywną opinię personelowi bo pielęgniarka ( czy położna) nie przyszła na mój 40 dzwonek (i co z tego że przyszła na poprzednich 39 🙁 )… Dla mnie poród pierwszy a ostatni to jak porównać piekło i niebo i pozwólcie że przy tym zdaniu pozostanę 😉

    • boska matka

      Oczywiście, że są takie szpitale i to do nich walą tłumy. Ale nadal mamy w PL zdecydowanie za dużo szpitali, w których strach rodzić. I mówią o tym nie tylko same kobiety, ale też m.in. ta kontrola NIK. I nie mówimy tu o „przychodzeniu pielęgniarek na dzwonek”, tylko o elementarnym bezpieczeństwie kobiet i minimum komfortu, które gwarantuje nam PRAWO. Prawo łamane na przerażającą skalę.

  • Magdalena Jawor

    Czekam na taki piękny dzień, kiedy to porody domowe przestaną być uznawane za dziwactwo porównywalne do prania w orzechach i diety wegańskiej u noworodków. Skąd to parcie na porody szpitalne, to przekonanie, że każdy poród to stan zagrożenia życia? Czemu chcemy domowej atmosfery w szpitalu, jednocześnie nie chcąc rodzić we własnym domu? Rozumiem, że są porody, które muszą odbyć się w szpitalu – te z ciąż zagrożonych, cesarki, te u pacjentek przewlekle chorych… ale cała reszta mogłaby spokojnie rodzić w domu, w towarzystwie jedynie położnej i własnej rodziny. Bez wlewów oksytocyny i nacinania krocza, bo lekarz musi obskoczyć jeszcze inne pacjentki i nie ma zamiaru się patyczkować. Bez chamskich komentarzy obcych osób. Bez zakażeń, bo uwierzcie – w porównaniu z waszym domem, szpital to prawdziwa zakaźna puszka Pandory. Bez postronnych obserwatorów. W pozycji, na jaką macie ochotę, w wannie, z piłką, na głowie… To, jak polski system opieki zdrowotnej nie wspiera porodów domowych, jest dla mnie niepojęte. Wiele kobiet nie wie nawet, że jest to legalne (sic!), a pielęgniarki uwielbiają trąbić o tym, jakie to głupie i niebezpieczne rodzić w domu (czego nie potwierdzają statystyki i zdrowy rozsądek – naprawdę dajecie wiarę w to, że jeszcze sześciesiąt lat temu porody były aż tak niebezpieczne?).

  • Pingback: A babki rodziły na polu. Parę słów o raporcie NIK | Dzieciowo mi!()

  • Adela

    To prawda, jeśli chodzi o karmienie piersią, ja rodziłam dwa miesiące temu i gdyby nie położna laktacyjna, którą zaprosiłam później do domu, pewnie bym już nie karmiła. W szpitalu po porodzie leżałam dłużej, dziecko miało żółtaczkę i było naświetlane. W tym czasie napatrzyłam się na ten mechanizm karmienia sztucznym mlekiem. W sali, w której leżałam było sześć kobiet i pomijając jedną z pacjentek, która leżała z nami bez swojego dziecka (odwieziono je po urodzeniu w ciężkim stanie do szpitala dziecięcego…), wszystkie miały dokarmiane dzieci, w tym ja, mimo tego, że z laktacją u mnie nie było problemu, dziecko płakało i kiedy skierowano je na naświetlanie, położne bez mojej wiedzy i zgody zaczęły dziecko karmić sztucznym mlekiem. Zrobiłam awanturę. Przecież zabiegi i leczenie w szpitalu nie wykluczają karmienia piersią. Położne tłumaczyły, że było to zalecenie lekarza i być może to prawda, ale żaden lekarz nie rozmawiał ze mną na ten temat, nie zapytał, nie poradził. To samo po wyjściu ze szpitala, dziecko na jednej z wizyt u pediatry zostało źle zważone, usłyszałam że za mało przybiera na wadze, lekarka od razu zapytał mnie, czy karmie jedynie piersią i zaleciła natychmiast modyfikację. Zestresowana kupiłam sztuczne mleko. Wtedy poprosiłam o pomoc położną laktacyjną, przyjechała, zważyła dziecko, dokładnie wszystko zliczyła, okazało się, że mała dobrze przybierała na wadze, że dokarmianie nie jest potrzebne. Od jej wizyty karmię cały czas, wszystko jest w porządku.

  • Ja miałam super poród w szpitalu na Żelaznej. Będę go bardzo dobrze wspominać. Opiekę ogólnie miałam super, chociaż jedna położna nie wzbudziła mojej sympatii. Natomiast ogólny standard zarówno placówki, jak i opieki oceniam na bardzo wysoki i szczerze polecam rodzić właśnie tam.

  • kropkowo.pl

    Przeczytałam tekst, przeczytałam komentarze… I oczom nie wierzę! Naprawdę nie zdawałam sobie sprawy, że w polskich szpitalach jest aż tak źle. Bo mój poród i sam pobyt w szpitalu wspominam bardzo, bardzo dobrze! Osobiście zależało mi na porodzie naturalnym bez znieczulenia. Leżałam na sali porodowej (oczywiście pojedynczej, bardzo dużej z własną łazienką, prysznicem i wanną) ok. 9 godzin z przemiłymi położnymi, musiałam wyrazić zgodę na KAŻDE badanie i zabieg, miałam możliwość wzięcia znieczulenia, panie pytały o zgodę na nacięcie krocza i moje preferencje co do porodu (kontakt skóra do skóry, karmienie itp.). Na każdym etapie porodu wiedziałam co się dzieje i dlaczego. Ostatecznie jednak skończyło się na cięciu, bo Mały był owinięty pępowiną. Po cięciu Małego miałam cały czas przy sobie, położne zagwarantowały mi wspaniałą opiekę, co chwilę przychodziły i pytały, czy w czymś pomóc. Pomagały przystawić dziecko do piersi, służyły radą i pomocą. Sale szpitalne dwuosobowe, bardzo dobre warunki. Dla mnie poród to była czysta przyjemność. Oczywiście za nic nie płaciłam – szpital z kontraktem z NFZ. I włos mi się na głowie jeży na myśl, że w Polsce takie standardy nie są normą.

  • ayanka

    No to będę czwarta. Ja poród wspominam zupełnie ok. Chciałam znieczulenie, dostałam. Położne (były dwie, jedna „zwykła” i druga dopiero ucząca się, zapytano mnie nawet o zgodę czy studentka może być obecna) przedstawiły się, były miłe i mówiły co robią. Lekarz się nie wtrącał, póki nie było takiej potrzeby. Kiedy potrzeba jednak zaszła i stała się konieczna interwencja próżniociągiem, to nikt mi nie mówił że „jeszcze poczekamy” ryzykując niedotlenienie dziecka, tylko przytargano ten odkurzacz i zrobiono zeń stosowny użytek jeszcze zanim ja sama czy mój mąż zdążyliśmy się zorientować, że coś idzie nie tak. Skóra do skóry trwała ile chcieliśmy, nikt nam nie wyliczał czasu. I to wszystko jeszcze przed erą „standardów opieki okołoporodowej”. Ameryki nie odkryję, jak powiem że koniec końców i tak wszystko zależy od ludzi a nie od przepisów.

  • majka

    hm, ja mialam to szczescie ze rodzilam w USA: sama na sali porodowej, jednososobowa sala po porodzie. Dietetyczki, pilekgniarki laktacyjne, pediatrzy, ginekolodzy na okroglo (nawet siostra zakonna co wieczor, gdyz byl to szpital katolicki). Jako ze zastosowano epidural, porod byl trudny, gdyz nie czulam skorczy (oszukiwalam patrzac na monitor:)), naciecie tez bylo z konieczniosci (bez zgody). Znieczulenie bylo ustalone juz miesiac przed porodem, lekarz ktory odbieral prod byl lekarzem prowadzacym mnie przez cala ciaze (gdy jechalam juz do szpitala zadzwonilam ze jade, on przybyl do szpitala 2 godz po telefonie). ]
    Co do karmienia butla, tu tez dokarmiaja. Dziecko biora ci na cala noc pielegniarki (matka ma odpoczac I nabrac sil, jeszcze zdazy sie napracowac). Chyba ze chce sie inaczej, ale chyba tylko glupi nie skorzystal by z 2 spokojnych nocy (ostatnich na kolejny rok).
    Osobiscie nie jestem przeciwna mlekom modyfikowanym. Ja sama karmiona bylam mlekiem w proszku (zapewne krowim), byl to wszak PRL, moja mama nie miala pokarmu. Moja siostra juz dostawala mm, jako byly to lata 90. Moja cora tez na mm (mialam bardzo malo pokarmu I bardzo glodne dziecko). wszyscy zyjemy, mamy sie dobrze, nie chorujemy.
    Pozdrawiam serdecznie I zycze sily nowym mamom.

  • Pingback: Nie nam oceniać decyzje tych kobiet [wywiad]()

  • Pingback: Chcemy nadal rodzić po ludzku. Wywiad z Joanną Pietrusiewicz()

  • Pingback: Siedem istotnych wydarzeń dla Matki Polki w 2016 roku - mój subiektywny przegląd - Nishka()