Jutro urodziny Mikroba. Rodzinno-przyjacielskie obchody muszą zaczekać do weekendu, ale jutro obchody przedszkolne. Okazuje się, że w naszym nie ma opcji na cukierki (o tempora!), ale można przynieść ciasto i świeczki. To niesiemy! Dwa.

Zapytałam nieopatrznie, czy któreś z dzieci nie ma jakiejś alergii. I oczywiście ma. Jedno. Panie zapewniały, że coś mu zorganizują i żeby sę nie przejmować. A ja się przejmuję. Widzę, wizualizuję sobie buzie umazane malinowym kremem, rumiane i szczęśliwe. A w kącie tę jedną w podkówkę, grzebiącą widelcem w czerniejącym bananie.

Najlepiej pewnie by było samej upiec bezlaktozowo-bezglutenowy zakalec i obdzielić wszystkich, bez różnicy. Ale Mikrob chciał z malinowym kremem i jednak to jest jego dzień. I może wcale nie dostałaby banana, tylko coś sto razy lepszego, jak zwykle wegetarianie na weselach dla mięsarian. I pewnie mi się coś roi, bo dzieci wiedzą i rozumieją, że im nie wolno, bo im szkodzi i to nie byłby pierwszy raz. Więc szkoda zachodu.

Ale nie zaryzykuję.

Pin It on Pinterest

Share This