„Jeśli minister mówi, że ta zmiana nic właściwie nie zmienia, to po co ją forsuje? I to wbrew wszystkim właściwie, bo żadne środowisko zajmujące się tematyką okołoporodową tego nie chce”. O bulwersujących zmianach w systemie opieki okołoporodowej rozmawiam z prezeską Fundacji Rodzić po Ludzku Joanną Pietrusiewicz.

 

BM: 20 lat akcji Rodzić po Ludzku właśnie ląduje w koszu?

Joanna Pietrusiewicz: Niestety tak to na razie wygląda. Bardzo intensywnie zastanawiamy się w Fundacji, co się właśnie dzieje. O co w tym wszystkim chodzi? Analizujemy sytuację, przyglądamy się jej bacznie, łączymy fakty i jesteśmy coraz bardziej przerażone tym, że trwa proces pozbawiania nas kolejnych praw.

Minister Zdrowia dementuje

Cokolwiek teraz mówi i obiecuje Minister, takie są fakty. To jest nasz 18. minister zdrowia i naprawdę, poprzedni też wiele zapowiadali i obiecywali. Taki przywilej polityka. Ale w całej sprawie liczy się tylko to, co jest na papierze i jest przez tego ministra podpisane.

A co jest?

Do tej pory, my Polki, będące w ciąży i rodzące, miałyśmy taki dokument, który nazywa się Standardy Opieki Okołoporodowej dotyczący ciąży fizjologicznej i fizjologicznego porodu, połogu i opieki nad noworodkiem. To jest taki niesamowity dokument, który z jednej strony uwzględnia najnowsze, oparte na dowodach naukowych procedury medyczne, z drugiej strony wnosi głos i potrzeby kobiet i mówi o tym, że to właśnie one są najważniejsze. Mówi, że opieka ma być skoncentrowana na kobiecie, na jej potrzebach. Mówi, że należy ją pytać o zdanie, zachęcać do aktywności w trakcie porodu. Że ma prawo chodzić, napić się wody, że może być przy niej osoba towarzysząca.

Duchem tego dokumentu jest wzmocnienie pozycji kobiety w tym kluczowym momencie, co jest odpowiedzią na to, jak wyglądała opieka okołoporodowa kiedyś. Jego głównym celem – fundamentalna zmiana pozycji kobiety w trakcie porodu z przedmiotowej na podmiotową.

I to się udało, tzn. udało się uchwalić prawo, który tę pozycję kobiecie gwarantuje. Ponoć jedno z najlepszych, najbardziej kompleksowych dokumentów tego rodzaju na świecie

Tak, i nawet ten minister oraz jego resort jeszcze do niedawna się tym chętnie chwalili. Także tym, że uchwalono je w drodze konsensusu. Bo dobre prawo, to takie prawo, które uwzględnia różne perspektywy, nie tylko medyczną, ale też tą ludzką, kobiecą, emocjonalną. Ten standard był wypracowany właśnie interdyscyplinarnie, przez przedstawicieli środowiska medycznego, stronę społeczną i rządową. Wszystkie te perspektywy brano pod rozwagę, by na tej bazie poprawiać opiekę okołoporodową, przestrzegać praw pacjenta, zmniejszać medykalizację, aktywizować kobietę, wspierać jej zdrowie i fizjologię porodu. Ale to się teraz zmieni.

Jak?

Na razie nie wiemy, ale tryb wprowadzania tych zmian nie nastraja do optymizmu. A było to tak: ustawa o działalności leczniczej została zgłoszona do konsultacji społecznych bez tego właśnie kluczowego zapisu dotyczącego Standardów Opieki Okołoporodowej. Postulat, żeby minister zdrowia nie regulował kwestii postępowania medycznego, tylko robiły to środowiska naukowe, został wniesiony przez Naczelną Radę Lekarską jako jedyny głos sprzeciwu wobec obecnie obowiązującego stanu prawnego. Oczywiście każdy z nas i każde środowisko ma prawo wnosić dowolne postulaty na etapie konsultacji społecznych, jesteśmy w końcu krajem demokratycznym. Ale minister Radziwiłł wysłuchał tylko tego jednego głosu. Co więcej, nikomu ze środowiska o tym nie powiedział, chociaż rownolegle, w tym samym czasie, udało nam się wywalczyć w ministerstwie zespół do spraw opieki okołoporodowej, który debatował kilkukrotnie o tym, jak poprawić SOO, ich wdrażanie, jak monitorować ich przestrzeganie.

Rownież po słynnym raporcie NIKu, który pokazał, że nie ma w Polsce szpitala w pełni dochowującego Standardów?

Również. Jeszcze we wrześniu dostawałam od Ministerstwa Zdrowia pisma, które odwołują się do standardów i podkreślają ich rolę i znaczenie. To wszystko jest u nas na stronie.

Odbywała się więc manipulacja i gra pozorów – my sobie tutaj debatujemy o udoskonaleniu SOO, ale drugą ręką po cichu je uchylamy, nic nie mówiąc nikomu.

To jest przedziwne i bardzo niepokojące, że te prace zostały zatajone. Gdyby ktoś z Ministerstwa wspomniał choćby, że jest taka propozycja i jest ona poważnie rozważana, to poddalibyśmy ją pod dyskusję, byłaby w ogóle jakaś szansa na to, żeby się do niej odnieść. Bo to nie jest kosmetyczna zmiana. To jest duża i dotkliwa zmiana, która odbiera polskim kobietom wiele praw i to naprawdę podstawowych – prawo do wyboru dogodnej pozycji, do chodzenia w trakcie porodu, do skorzystania z wanny czy prysznica, do dwugodzinnego kontaktu skóra do skóry, do wsparcia laktacyjnego, przedstawienia planu porodu. To bardzo wiele, choć nadal, są to prawa zupełnie podstawowe.

Uspokajające głosy są takie, że zmieni się tylko formuła prawna, a praktyka pozostanie bez zmian

Tylko że to nielogiczne. Jeśli minister mówi, że ta zmiana nic właściwie nie zmienia, to po co ją forsuje? I to wbrew wszystkim właściwie, bo wygląda na to, że żadne środowisko zajmujące się tematyką okołoporodową tego nie chce – ani konsultanci krajowi, ani środowisko lekarskie, ani organizacje położnych, nawet Ministerstwo Zdrowia nie miało dotąd takich pomysłów.

Naczelna Rada Lekarska miała.

Tak, ale nawet to nie są ginekolodzy. To nie jest środowisko zaangażowane w opiekę okołoporodową, które jest stroną w takich konsultacjach.

No wiec po co?

Lekarze nie chcą, żeby standardy medyczne ich blokowały, bo to są prawa i obowiązki i dla lekarzy, i dla położnych, a pacjent może się domagać ich respektowania. No a Minister Radziwiłł wywodzi się z NRL i byle jej wieloletnim prezesem.

Więc zamiast pracować nad tym jak skutecznie egzekwować dobre, choć nadal nie w pełni przestrzegane prawo, de facto się je likwiduje. W myśl zasady: masz pan gorączkę, stłucz pan termometr.

Być może taka właśnie jest logika. Nie będzie standardów – nie będzie się o co czepiać. Bo oczywiście prawdą jest, że SOO w wielu miejscach nadal nie działają, pokazał to raport NIK. Ale nadal to jest cel, do którego zmierzamy. Ambitny, ale realny. Najpierw walczyliśmy o to, żeby stworzyć dobre prawo, do niedawna, żeby to prawo było stosowane i przestrzegane wszędzie. Po to właśnie powstał zespół w Ministerstwie, żeby analizować co i dlaczego nie działa, obmyślać, jak mobilizować szpitale, jak wyciągać konsekwencje.

Ale jeśli to nie będzie prawo, tylko rekomendacje, to Polki nie beda miały żadnych narzędzi, żeby je wyegzekwować.

Nawet Ministerstwo Zdrowia tych narzędzi też nie będzie miało. A przecież nadal w opiece okołoporodowej dzieje się wiele złego, co chwilę donoszą o tym media. Kobiety nadal w zbyt wielu szpitalach wspominają porody jako traumę, upodlenie i torturę. I ta zmiana jest przeciwko tym kobietom. Rozumiem, że Naczelna Rada Lekarska walczy o swoje interesy, ale MZ nie ma walczyć o interesy lekarzy, tylko pacjentów. A jedyne realne wsparcie dla kobiet to działające prawo, na które mogą się powołać.

Minister zapewnia też, że standardy w obecnym kształcie będą obowiązywały jeszcze przez 2 lata, a w tym czasie powstaną nowe równie dobre, a nawet lepsze

Każde prawo można poprawiać i trzeba aktualizować. I my oczywiście chcemy to robić. Ale Minister Zdrowia nie robi tego w zespole ekspertów, tylko sam. W ciszy i tajemnicy. Mamy ufać, że po to, by zagwarantować nam więcej praw?

Ale czy mamy dowody, ze SOO juz coś zmieniły na lepsze. Bo wiele osób twierdzi, że to co prawda świetne prawo, szkoda tylko, że martwe

Mamy wiele dowodów. Śmiertelność okołoporodowa spadła o 54 proc, znacząco spadły statystyki dotyczące rutynowych nacięć krocza, poprawiły się za to te dotyczące pierwszego kontaktu. Kiedyś dziecko było z matką ledwie przez pare minut, czasem sekund, po porodzie – teraz z każdym rokiem rośnie czas kontaktu skóra do skóry. Kiedyś kobiety nie mogły chodzić w pierwszym okresie porodu, obecnie mogą chodzić, zmieniać pozycję, rodzić wertykalnie. To nie wymaga od szpitala dodatkowych nakładów finansowych, a daje fundamentalne korzyści i oszczędności.

To nie jedyny punkt zapalny w opiece okołoporodowej. Stanowisko traci Rzeczniczka Praw Pacjenta, która wielokrotnie interweniowała w kwestii zaniedbań w opiece nad kobietami. Nowy pomysł NFZ, obecnie na etapie pilotażu, de facto ogranicza prawo kobiet do wyboru lekarza, położnej czy szpitala, w którym chcą rodzić. Fundacja Rodzic Po Ludzku chciała przeprowadzić w Sejmie debatę na ten temat. W ostatniej chwili ja odwołano bez podania uzasadnienia. Kiepski czas.

To się zadziało w ciagu ostatnich kilku dni i nadal przecieram oczy ze zdumienia, ale takie są fakty. Dotąd zdawało mi się, że przy obecnym kursie polityki prorodzinnej kwestia porodów i zachęcania kobiet do macierzyństwa to jest niezagrożony temat. My jako fundacja nie zajmujemy się polityką, nie jesteśmy zaangażowane po stronie żadnej z partii, rozmawiamy ze wszystkimi rządami. Jeśli ktokolwiek chce zrobić cokolwiek na rzecz opieki okołoporodowej, to jesteśmy do dyspozycji. Tak jak ostatnio, gdy z inicjatywy radnej PiSu, interweniowałyśmy w jednym ze szpitali. Tymczasem to, co z nami robią zaczyna być polityczne. W sejmie chciałyśmy się spotkać i porozmawiać o tym, jak teraz NFZ zmienia organizację opieki okołoporodowej. Debatę zaplanowano wiele miesięcy temu, zaproszono gości, panelistów, wszystko po to, by pokazać różne perspektywy, ale debatę odwołano, bez wyjaśnienia. W ostatniej chwili przyjał nas u siebie Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar i debata się odbyła.

Co komu szkodziła debata?

NFZ jest bardzo przywiązany do tej zmiany. Tak bardzo, że nie słucha nikogo, a my chciałyśmy dać przestrzeń na inne glosy – prawników, kobiet, położnych.

Bo jeśli prawo tworzy urzędnik zza biurka, bez konsultacji z praktykami, to powstaje prawo ubogie, nieadekwatne, odklejone od realiów.

A co jest nie tak z nowym pomysłem NFZ na opiekę okołoporodową?

Wg założeń instytucją, która będzie w przyszłości koordynować opiekę nad kobieta będzie szpital. I to szpital ma zapewnić opiekę w ciąży, w trakcie porodu i połogu. Więc, jeśli chcę rodzić w danym szpitalu, to muszę wybrać lekarza, który ma tam umowę. Albo odwrotnie – wybieram lekarza, więc muszę iść do jego szpitala, nie mam wyboru. Mowa oczywiście o świadczeniach na NFZ. To oznacza powrót rejonizacji i utratę prawa do wybierania zgodnie z preferencjami. Dziś możemy prowadzić ciążę u lekarza, którego znamy od lat, iść rodzić do szpitala, który po prostu ma dobra opinię, a po drodze wybrać sobie położną. Wszystko wskazuje, że już tak nie będzie. To też jest bardzo ważny temat, którego nie odpuścimy, ale chwilowo najpilniejsza stała się obrona standardów.

A coś jeszcze można zrobić w tej sprawie?

Na początek zwracamy się do premier rzadu, jako zwierzchniczki Ministra Zdrowia. Minister nas zawiódł, a jego zachowanie traktujemy nie tylko jako afront wobec całego środowiska od lat walczącego o lepsze warunki dla rodzących, ale w ogóle wobec polskich kobiet. Właśnie próbuje się zaprzepaścić cały dorobek, który miał zmieniać rzeczywistość polskich porodówek i i ją zmienia. Dlatego apelujemy do premier, by obroniła prawa kobiet i cofnęła tę zmianę. W ciągu dwóch dni pod naszą petycją podpisało się już ponad 40 tys osób. Kobiety wiedza, co tracą i może jestem naiwna, ale wierzę, że tak jak udało nam się wywalczyć Standardy, dzięki tysiącom kobiet, które domagały się tego, tak tym razem, również dzięki wsparciu kobiet, uda nam się je przywrócić. Nie możemy pozwolić, żeby ktoś zalatwiał interesy swojej grupy zawodowej naszym kosztem. I jeśli będzie trzeba, wyjdziemy w obronie Standardów na ulice.

15181588_1254210637950585_6468593654439573131_n
JOANNA PIETRUSIEWICZ

prezeska Fundacji Rodzić po Ludzku. Od 18 lat zaangażowana w promowanie opieki okołoporodowej opartej na potrzebach kobiet. Instruktorka w szkole rodzenia, doula i ekspertka w zespole Ministerstwie Zdrowia ds. opieki okołoporodowej. Mama dwójki dzieci.

 

 

.

 

 

Tutaj można podpisać apel do Premier RP

Tu znajdziecie Stanowisko Fundacji Rodzić po Ludzku

 A tutaj Komunikat Ministerstwa Zdrowia

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pin It on Pinterest

Share This