Po piątkowych atakach terrorystycznych w Paryżu napisano i powiedziano juz bardzo wiele. Zdecydowanie zbyt wiele. Czytam te komentarze i analizy, mądrzejsze i głupsze, bardziej i mniej nienawistne i nie mam siły ani ochoty z nimi polemizować. Jak napisała przytomnie Ewa Wanat – nie dogadamy się. Z drugiej strony, nie mogę przestać myśleć o tych, których efekty piątkowych zamachów, dotykają po stokroć bardziej niż mnie, umoszczoną wygodnie na kanapie przed telewizorem i ekranem laptopa. Dla których proklamowana szumnie “wojna kultur i cywilizacji” właśnie się dzieje. Tu i teraz. Choć tak bardzo się na nią nie pisali. I nie pisały.
Polki, które związały się z muzułmanami. Z nimi założyły rodziny. Z nimi mają dzieci. Z nimi żyją. W Polsce, Wielkiej Brytanii, Francji, Maroku. Teraz, bardziej niż kiedykolwiek, próbuje się je usadzić po drugiej (niż moja) stronie barykady. Nie zgadzam się na to i dlatego oddaję im głos. Niech ich historie, ich opowieści mówią za siebie. Nie mam nic do dodania.

E.

Mój mąż jest z Tunezji, pracuje od prawie 10 lat w korporacji, jako specjalista do spraw systemów. Jest wykształcony, piekielnie zdolny. Lubi mieszkać w Polsce, narzeka tylko na podatki. Przyjechał tu do mnie. Poznaliśmy się banalnie. Ja byłam na wakacjach w Tunezji w hotelu, w którym managerem recepcji był mój mąż. Ale nawet ja na początku ja się go bałam, bo się naczytałam o złych muzułmanach. 
Moja mama jak poznała M., jeszcze w Tunezji to go polubiła. Ale jak przyleciał do Polski i się oświadczył była negatywnie nastawiona, tylko bardziej na zasadzie: „jesteście tacy młodzi, miałaś skończyć studia, z czego wy będziecie żyć?”. Mój ojciec niestety zupełnie go nie akceptował i w zasadzie do to tej pory nie wiem, czy akceptuje. Moja kochana Babcia traktowała go jak wnuczka, chociaż miała problem z tym, że nasze dzieci nie będą ochrzczone. I zawsze jak lecieliśmy do Tunezji, to się martwiła, czy mi pozwolą wrócić z dzieckiem. Z drugiej strony, nigdy od nikogo nie usłyszałam pogadanki, jak to mąż mnie będzie źle traktował. Bo on jest takim człowiekiem, że gdy poznaje ludzi, to od razu wszyscy go lubią. W sumie to sama nie wiem, czy czymś szczególnym się wyróżniamy. Może tylko tym, że jak rozmawiamy ze sobą, to często mieszamy angielski, polski, arabski i francuski i trudno komukolwiek zrozumieć, co tak naprawdę mówimy.

Na początku było nam koszmarnie ciężko. Jak wzięliśmy ślub ja miałam 19 lat a on 23. Dopiero zaczęłam studia. On nie mógł znaleźć pracy, łapał się wszystkiego, co mogło przynieść pieniądze. Kilka razy go oszukano – nie zapłacili mu za pracę, nie chcieli zatrudnić legalnie. Najgorzej było jak kilka miesięcy po ślubie zaszłam w ciąże. Boże jak my przeżyjemy? Było dużo nerwów. A on, wysłał swój powrotny bilet rodzicom, żeby go nie kusił. Po pół roku znalazł pracę (zna 5 języków) i doszedł w niej bardzo wysoko. Ja sobie nie wyobrażam lepszego męża, który by mnie bardziej szanował i lepszego ojca dla swoich dzieci. Jest nam kompletnie oddany. Jest w stanie dla nas zrobić wszystko, siebie zawsze stawia na ostatnim miejscu.

Czujemy to, co większość teraz – czyli złość przede wszystkim. Jest też strach, tylko mąż się w życiu do tego nie przyzna, że też się boi, ale wiem, że tak jest. Ja czuję straszną bezradność wobec tego, co czytam w internecie. Ludzie nie rozróżniają muzułmanina od islamisty. Córka ma dopiero 1,5 roku, więc ona jeszcze w ogóle się nie orientuje, co się dzieje. A syn, 9 lat, rozumie tyle, że źli ludzie zabijają innych. Tyle że on w ogóle nie rozróżnia – muzułmanin zabił, chrześcijanin zabił czy zabił żyd. Zabił człowiek i to rozumie nawet mój syn.
Jak do tej pory nigdy nigdzie nie zetknął się z komentarzem pod swoim adresem, że on lub jego tata są np. terrorystami. Mąż jest w Polsce już 10 lat, dobrze mówi po polsku i dawno nic przykrego go nie spotkało (kiedyś się zdarzało, na początku), wręcz przeciwnie. Ale te komentarze teraz w internecie są bardzo krzywdzące i bolą. Najbardziej te od znajomych, choć zawsze potem dodają, że mój mąż to akurat jest ok. No i co? To mój mąż jest ok, ale jego siostra, przyjaciel, kuzyn już nie???

Jeszcze czujemy się bezpieczni. Ci prawdziwi przyjaciele zachowują się bez zmian. W sumie gdyby nie Facebook to w życiu bym nie wiedziała, jakie większość naszych znajomych ma poglądy.  Niestety musiałam kilku usunąć z życia, ale nie jest mi ich żal. Mamy wrażenie, póki co, że ta cała nienawiść zostaje w sieci. Chociaż słyszymy o atakach na muzułmanów w Polsce.
Nas, póki co nic takiego nie spotkało. I mam nadzieję tak zosta
nie.

 

A.

Znamy się 7 lat. Poznaliśmy się online na Facebooku. Miłość spirytualna, hehe. Nasze kultury, wbrew pozorom, mają ze sobą wiele wspólnego (szacunek dla starszych, wartości rodzinne). Jesteśmy po ślubie prawie rok. Mieszkamy w Maroko. Kraj jest ok, piękne widoki, prawo dotyczące kobiet w porządku, pyszne jedzenie. Chłop gotuje, sprząta, nosi zakupy, wyrzuca śmieci. Do tego nie pije, nie pali, nie awanturuje się. Od czasu do czasu zaskakuje niespodziankami,  jest zabawny i ma dobre serce. Jest wierzący (to dla mnie ważne), dba o rodzinę, szanuje starsze osoby. Ja jestem praktykującą chrześcijanką.

Po tym, co się stało… Ja czuje niesmak, niepokój, jest mi przykro. Mężowi jest ciężko, bo wini się wszystkich muzułmanów, cały islam.  A on jest po prostu człowiekiem wierzącym w Boga, modlącym się i traktującym bliźnich z miłością. Czy to zbrodnia?

Ale to nie pierwszy raz, gdy doświadczamy… powiedzieć wrogości, nienawiści, to wszystko mało.  Nie raz zostałam obrażona, potraktowana gorzej niż śmieć, tylko dlatego, ze mój mąż ma inny kolor skóry i jest innego wyznania. Przed tzw. napływem imigrantów zdarzało się to czasem, ale odkąd zaczął się ten cały cyrk w Europie, to szkoda gadać. Czasami dostaję wiadomości od obcych osób, które chyba kojarzą mnie spod jakiejś dyskusji w sieci,  że się zadaję z ciapatym, z brudasem, z pierdolonym muzułmaninem, że nie mam co się w Polsce pokazywać, bo mi wpierdolą, że jestem dnem dna. Teraz, po atakach we Francji i innych miastach, już się nigdzie nie wypowiadam, bo wiem, jak to się skończy. Zostanę zbluzgana razem z mężem za to, że żyję, a on jest muzułmaninem. Na początku się wypowiadałam, próbowałam tłumaczyć, że przecież prawdziwy muzułmanin szerzy pokój, że zabijanie jest zakazane w Koranie. Ludzie powinni rozumieć, że ISIS jest dla Muzulmanina jak Ku Klux Klan dla chrześcijanina. Ale nie rozumieją. 

Ja nawet rozumiem ich niepokój i zdenerwowanie. Ja też tak teraz czuję. Ale nienawiść nie może być  odpowiedzią. Dlaczego ktoś obraża mnie i mojego męża, osądza nawet nas nie znając? Po co? Żeby się wyżyć? Odreagować? Życzyłabym im, aby traktowali innych, jak oni chcieliby być traktowani. Tylko tyle.

fot. Pixabay

fot. Pixabay

 

S.

Jestem w związku z muzułmaninem od 14 lat, mamy 3 dzieci mieszkamy w Wielkiej Brytanii.  Przyjechałam do Londynu podszkolić angielski, poszłam na disco, a tam ktoś mnie złapał za tyłek.  Zaczęłam go okładać torebką i wtedy do akcji wkroczył ochroniarz i wyrzucił napastnika z klubu. Ten ochroniarz później został moim mężem. Gdy się poznaliśmy już studiował  (jest z zawodu nauczycielem) i nie chciał wyjechać z UK, a mi się spodobała ta wolność. Zamieszkałam z jego rodziną i tak już zostało. Gdy na świat przyszły dzieci zrozumiałam, że na pewno nie wrócę do Polski.

Mąż ma paszport brytyjski, ale pochodzi z Ghany. W Ghanie pod względem wiary jest 50/50, muzułmanie i chrześcijanie, a małżeństwa mieszane są tam normą. Ja jestem niewierząca, choć nie do końca. Nie wierzę w Boga, ale wierzę w karmę i w to, że cokolwiek zrobimy, to do nas wraca.
Moi rodzice nie utrzymują ze mną kontaktu od 14 lat, z resztą rodziny nie mam problemu. Rodzina męża jest super, zresztą mamy rodzinę międzynarodową, młodszy brat ma żonę katoliczkę Angielkę (taka typowa Brigit Jones ), starszy – Hiszpankę, siostra ma męża z Arabii Saudyjskiej, a druga Niemca. Nikt nie nosi chust ani innych burek (chyba że do meczetu), nie jemy wieprzowiny (ja nie jem mięsa w ogóle), mój mąż nie pali i nie pije alkoholu. Ja palę i piję. Chodzimy razem na imprezy typu disco, bo lubimy tańczyć. Dzieci chodzą 3 razy w tygodniu na madrasach do meczetu, a w soboty do polskiej szkoły przykościelnej, choć nie są chrzczone, bo mi na tym absolutnie nie zależy.

Rzadko jeździmy do Polski, bo przeszkadza mi, że ciagle się na nas gapią jak na małpki w zoo. Częściej latamy do Ghany, gdzie mamy piękny drugi Dom. Najlepszym przyjacielem mojego męża jest katolik. W sumie to nie mamy nieprzyjemności przez fakt, że mąż jest muzułmaninem, może przez to, że nikt go o to nie podejrzewa.

Nasze córki są za małe, żeby zrozumieć, ale syn (lat 9) stwierdził ostatnio, że jak nasze stare pokolenie umrze, to nie będzie wojen i zamachów, bo my dorośli nie potrafimy żyć w zgodzie. Jestem wstrząśnięta i nie chce mi się żyć, mąż jest wściekły na to, że przez tych paru debili, cała muzułmańska społeczność cierpi. Tak samo nasi znajomi. Ja nic zrobić nie mogę poza tym, że na pewno do Polski w tym, ani przyszłym roku nie pojadę. Boję się. W UK nic nam nie grozi, w mediach obwiniają zamachowców, nie muzułmanów w ogóle, wiec fali nienawiści nie ma.

 

F.

Jestem muzułmanką, za męża mam muzułmanina i mieszkamy w Paryżu. Urodziłam się i wychowałam w Warszawie, ale rodziny moich rodziców nie pochodzą z Warszawy, tylko z rożnych części Polski.  Konwertowałam jak byłam nastolatką.

Poznaliśmy się… no to trochę skomplikowane. Mąż wypatrzył mnie w meczecie, ale faktycznie pierwszy raz porozmawialiśmy, jak weszłam przez przypadek do restauracji, w której dorabiał do stypendium. Równolegle imam nas próbował sobie wyswatać, nie wiedząc, że przez przypadek już się poznaliśmy.

Pochodzę z rodziny dość wymieszanej religijnie, mój tato był ateistą i chciał żebym ja miała wybór, dlatego dość wcześnie zadbał o moją edukację w kwestii rożnych religii. Od mamy dostałam tłumaczenie Koranu na polski i jak miałam 14 lat i wszystkie dzieciaki szły do bierzmowania, to ja powiedziałam rodzicom, że chrześcijanką się nie czuję, zwyczajnie w to nie wierzę i do bierzmowania nie przystąpiłam. Dzięki rodzicom i ich rodzinom (tata mamy, mój dziadziuś był po KULu i świetnie znal teologię chrześcijańską), mogłam poznać różne religie świata dość dobrze. Islam wpasował się w mój światopogląd i odpowiedział na pytania, jakie sobie zadawałam po zapoznaniu się z chrześcijaństwem i judaizmem, po dogłębnym przestudiowaniu Biblii. Długo byłam wierząca niepraktykująca. Dopiero na studiach medycznych, po zetknięciu się blisko ze śmiercią, zdecydowałam się założyć chustę, zaczęłam się regularnie modlić, odrzuciłam alkohol i przestałam spotykać się z chłopakami.  Jestem osobą bardzo wierzącą, doznałam obecności Boga w moim życiu.Wierzę w Boga Jednoosobowego i w to, że Jezus był jego Prorokiem, nie synem.

Tuż przed końcem studiów poznałam mojego przyszłego męża, zwrócił on na mnie uwagę właśnie dlatego, że ubierałam się po muzułmańsku, a to w tamtym czasie było dość niespotykane w Warszawie. Wiele konwertytek zakładało hijaby tylko do meczetu. Ja nosiłam na stałe.

Aktualnie mam 33 lata i jestem teologiem islamskim. Po wyjeździe do Francji skończyłam drugi fakultet (BA in Islamic Studies).  Mąż ma ma 39 lat, z wykształcenia jest informatykiem, ale w zawodzie nie pracuje, bo w Paryżu z pracą ciężko, wiec pracuje fizycznie. Poznaliśmy się w Warszawie, bo mąż przyjechał na studia do Polski. Mamy 5-letniego synka,  który urodził się tu we Francji i tu chodzi do szkoły.  Ja przed wyjściem za maż skończyłam medycynę i już na studiach w Warszawie zetknęłam się z zachowaniami rasistowskimi i to ze strony profesorów, obsługi dziekanatu. Dlatego bardzo chciałam wyjechać z Polski. Myślałam, że tu we Francji będzie nam bezpieczniej i zwyczajnie lepiej niż w Polsce. I ogólnie jest lepiej, ale te ataki sprawiają, że zwyczajnie się boimy o naszą przyszłość. Bo ja nie mam juz do czego wrócić w Polsce po śmierci mojego taty.

Jak się teraz czujemy? A jak mamy się czuć? Tam też zginęli muzułmanie. Dwie młode dziewczyny ze znanej nam rodziny z Tunezji. Boimy się, co będzie dalej. Jesteśmy przerażeni ogromem agresji,  jaką widać w internecie. Normalnie w piątki wieczorem wychodzimy rodzinnie gdzieś na miasto, do restauracji. Te miejsca, gdzie były ataki, są niedaleko od nas. Gdyby nie zapalenie oskrzeli synka, prawdopodobnie też byśmy tam zginęli. A przecież sami jesteśmy muzułmanami. Terroryści nie patrzą na wyznanie swych ofiar. Powiem więcej, jako teolog islamski widzę, że to, co robią jest niezgodne z prawem wojennym islamu. Ich celem jest zasianie strachu. Tylko teraz najbardziej się boją właśnie muzułmanie, bo już nie tylko terrorystów, ale też tych „praworządnych obywateli”, co to postanowią wymierzać sprawiedliwość na własną rękę.
Ja już na jednym forum dla kobiet we Francji przeczytałam, że i mnie i moje dziecko powinno się wieszać na gałęziach, zabijać jako zdrajców Europy i potencjalnych terrorystów. Parę lat temu pod Paryżem nacjonaliści zaatakowali młodą ciężarną muzułmankę i wiedząc, że jest w ciąży, tak ją skopali, że poroniła. Która z nas będzie następna?

—-

PS: Na prośbę bohaterek nie podaję nawet ich imion. Także niektóre inne dane ułatwiające identyfikację zostały zmienione.

Pin It on Pinterest

Share This